Mam dwóch synów: starszego, Staszka, i młodszego, Grzegorza. Posiadam oprócz domu też jednopokojowe mieszkanie, które odziedziczyłam. Gdy Staszek się ożenił, pozwoliłam mu zamieszkać tam z rodziną. Po roku jego żona urodziła bliźniaki, chłopca i dziewczynkę. Rok później syn odszedł do innej kobiety, a moja synowa wraz z wnukami mieszka tam już od dziewięciu lat. Staszek rzadko wspomina o dzieciach i sporadycznie wysyła im pieniądze i prezenty. Na alimenty nie płaci. Prosiłam go, żeby zajął się dziećmi i nie zostawiał rodziny, ale nie chciał słuchać. Mówił, że chce cieszyć się życiem i nie zamierza wracać do obowiązków rodzicielskich. Teraz mieszka z inną kobietą i twierdzi, że tak jest mu dobrze. Synowa nie planuje przyszłości, tylko mieszka w moim mieszkaniu. Moje wnuki chodzą już do szkoły, to radosne i dobre dzieciaki.
Nie myślę nawet o tym, żeby powiedzieć synowej: opuść mieszkanie. Mój młodszy syn Grzegorz z żoną mieszkają w wynajętym mieszkaniu. Czekają na pierwsze dziecko. Jej ciąża przebiega trudno i kilka dni temu wyszła ze szpitala. Teraz musi leżeć w domu, z dozwoleniem wstawania tylko do toalety, aby zapobiec przedwczesnemu porodowi. Musi wytrzymać dwa tygodnie, a potem wszystko wróci do normy. Ale właściciel mieszkania zadzwonił do Grzegorza i daje miesiąc, aby zwolnić mieszkanie.
Mój syn nie wie, co zrobić. Matka synowej dzwoni do mnie i mówi, że trzeba pomóc spakować rzeczy i pomóc im znaleźć nowe mieszkanie. Powiedziałabym, by wpuściła nasze dzieci do swojego mieszkania. Przecież Grzegorz mógłby spakować rzeczy sam, a żona by się nie martwiła, tylko odpoczywała u matki. Ale nie mogę powiedzieć ani słowa, bo sama powinnam pomóc, ale jak? Mam wyrzucić jedną synową, by dać miejsce drugiej? Co powie Staszek, że po tylu latach zabieram dach nad głową jego dzieciom?




