Mój mąż pochodzi ze wsi. Tam, wiadomo, jest zupełnie inny sposób życia, które toczy się wokół gospodarstwa domowego. Wszyscy ciężko pracują i nawet nie myślą o wypoczynku. Sławek to wchłaniał z mlekiem matki i nie wyobraża sobie bez tego funkcjonować. Jego praca zawodowa również związana jest ze spółdzielnią rolniczą. On to po prostu uwielbia.
Gdyby mój mąż wymyślał pracę w domu tylko dla siebie, to bym się go nie czepiała, ale mnie też trzyma w ryzach. Jak tylko biorę się za książkę, to od razu krzyczy:
– Dlaczego siedzisz i czytasz? Upiecz ciasto i ugotuj coś!
Nie potrzebuję piec placków w mój wolny dzień. Chcę odpocząć i zrobić coś, co sprawia mi przyjemność. Sławek uważa jednak, że w gospodarstwie nie ma czegoś takiego, jak odpoczynek.
Mój mąż zapewnia mnie, że czytanie to strata czasu. Trzeba robić tylko takie rzeczy, które mogą się przydać w domu.
On również nie rozumie tego, dlaczego chcę chodzić do salonu kosmetycznego i dbać o siebie, skoro jestem piękna bez tego. Tłumaczę mu, że aby utrzymać kondycję ciała i skóry, trzeba poświęcić dużo czasu i wydać sporo pieniędzy na dbanie o siebie.
Jednak on uważa mnie za rozrzutną pod tym względem i zawsze jest oburzony:
– Ile pieniędzy można wydać na książki i kosmetyki? Wolałbym kupić sobie nową patelnię!
Jego zdaniem, powinnam kupować wszystko, co przydatne i pożyteczne w domu. Na przykład maszynę do szycia, żebym mogła cerować mu spodnie i stare koszule. Łatwiej jest mi zanieść rzeczy do krawcowej, lub wyrzucić, niż tracić nerwy przy łataniu bezwartościowych, roboczych ciuchów.
W naszym domu jest bardzo czysto. Myślę, że to właśnie się liczy. Mój mąż się jednak ze mną nie zgadza. Uważa, że kobieta powinna spędzać cały dzień na wykonywaniu domowych obowiązków, a nie na odpoczynku.
Na początku naszego związku, nie było czegoś takiego, bo ja bym się na to małżeństwo nie zgodziła. Powinnam była od początku przywiązywać wagę do jego wiejskiego pochodzenia i analizować, jak to się dla mnie skończy.
Pierwsze lata naszego małżęństwa były idealne. Sprawy domowe nie zżerały naszych uczuć, a Sławek niczego się nie czepiał. Potem bajka się skończyła. Otworzyłam oczy, gdy postanowił wyremontować pokoje. Na początku byłam szczęśliwa, myśląc, że mój ukochany jest taki dobry. W rzeczywistości okazało się, że on po prostu nie może siedzieć bezczynnie. Zawsze ma coś do naprawienia, przepiłowania czy pomalowania.
Wtedy zaczął pokazywać swój prawdziwy charakter i zaraz po powrocie z pracy, wymyślał mi dodatkowe zajęcia. Pierogi do zrobienia, firanki do wyprania, dywany do wyczyszczenia. To wszystko było rozkazem, nie prośbą.
– Ja muszę zrobić wszystko, a Ty nawet nie potrafiłaś zrobić mi klopsików po pracy! – oburzał się.
Cóż, ja też pracuję, przynoszę pieniądze do domu i zarabiam tyle samo co on. Dlatego mam pełne prawo do odpoczynku. Jeśli nie mam ochoty stać wieczorem przy kuchence, to nie będę. Sam nie potrafi się zrelaksować i mnie też tego zabrania. Kiedy się spotykaliśmy, był zupełnie inną osobą. Czy on udawał?
Obawiam się, że nie wytrzymam tego długo. Niech poślubi sobie rolniczkę, skoro praca w gospodarstwie jest dla niego priorytetem.


