Mój mąż rozlicza mnie co do grosza za czynsz i jedzenie. To mąż czy spółdzielnia?!

Nawet w banku można prosić o umorzenie raty albo przesunięcie na inny termin. Ale nie u mojego męża! Czy to czynsz, czy paragony ze sklepu – wszystko muszę mu uregulować co do grosza.

 

Od niedawna jestem mężatką. A właściwie to jestem żoną, kucharką, kelnerką, sprzątaczką, wszystko w jednym. A to za sprawą mojego cudownego męża, który postanowił zamienić nasze wspólne życie w prawdziwą udrękę.

W tym domu tylko ja jestem od sprzątania i gotowania. Nawet nie pamiętam, kiedy mąż stał w kuchni, by chociażby pozmywać naczynia. Nawet nie chce słuchać, żeby choć raz miał mnie wyręczyć. Nie wiem czy to jego wychowanie czy wpływ kolegów. W każdym razie na męża w domu nie mam co liczyć.

A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Najbardziej denerwujące jest to, że mój mąż, zamiast być partnerem życiowym, zaczął być moim osobistym księgowym. Od zawsze dorzucałam się do rachunków w połowie, bo tak sobie zażyczył, ale teraz to jest szczyt absurdu. Rozlicza mnie dosłownie z każdego grosza! Wpłaciłam mu o 200 złotych mniej, bo miałam trudny miesiąc. O matko, zrobiła się awantura, że aż trudno w to uwierzyć. Grozi mi odsetkami, jakbym go okradła. Czyżbyśmy byli w jakiejś umowie biznesowej zamiast małżeństwa?

I to nie jest tak, że mój mąż nie ma pieniędzy i dlatego tak liczy każdy grosz. Kto w wieku 30 lat ma mieszkanie? On do tego dobrze zarabia, miesięczna pensja jest większa od mojej i to prawie o połowę!

Co by mu się stało, gdyby raz zapłacił sam? Na pewno nie stałby się od tego biedniejszy.

 

Przeczytaj także: Wiedziałam, że szwagier jest chciwy, ale nie sądziłam, że aż tak. Nie wiem czy moja noga więcej u nich postanie

 

A to jeszcze nie koniec. Teraz chodzę po domu na palcach, boję się wziąć coś z lodówki, żeby nie naruszyć budżetu domowego. Bo mąż z pewnością zauważy, że zjadłam jednej jogurt więcej od niego.

Tak. wydatkami na jedzenie też dzielimy się po połowie. To też był jego pomysł. Zarządził na którychś zakupach, kiedy wyjmował portfel przy kasie, że to nieuczciwe, że sam właśnie wydał prawie 300 złotych. I o tamtego momentu przynosi mi paragony, rzuca na stół i co do grosza wylicza, ile mu jestem winna.

Czasem nawet kupuje jakieś rzeczy, których ja wiem, że nie będę jadła. Ale jego to nie interesuje! Masz zapłacić, bo to do wspólnego użytku. 

Ile to już razy ja poszłam do sklepu i kupowałam za swoje nawet nie prosząc się o zwrot. Jak mu to wypomniałam, to kazał mi też przynosić paragony i powiedział, że będzie oddawał połowę za obiady. Ale przecież ten obiad trzeba zrobić! Kto zapłaci mi za czas w kuchni? A za sprzątanie? Takie usługi kosztują sporo pieniędzy. To ja mogłabym rozliczać go za to wszystko.

Czy naprawdę w małżeństwie chodzi o to, żeby z nikim się nie podzielić i trzymać każdy grosz na własność?

Może ktoś z Was też zna takiego eksperta od liczenia grosza jak mój mąż? Tacy ludzie mogą się zmienić? Bo ja zaczynam się zastanawiać, czy czasem nie popełniłam błędu, wchodząc w ten małżeński interes.

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Mój mąż rozlicza mnie co do grosza za czynsz i jedzenie. To mąż czy spółdzielnia?!