Często pytają mnie, jak znalazłam się w tym miejscu swojego życia i jak mogłam zaakceptować takie rzeczy. Odpowiadam, że wszystkie kobiety, które kochają, są ślepe. Ja też byłam ślepa. Całe życie próbowałam, uczyłam się, starałam się. Mama powtarzała mi już od najmłodszych lat, że jeśli chcę mieć dobre życie, muszę ciężko pracować. Uczyła mnie, że kobieta powinna być silna i niezależna, żeby w razie czego umiała zadbać o siebie.
Ta rada, która miała mi pomóc, okazała się paradoksalnie pułapką. Gdy spotykałam się z chłopakami, byłam zbyt samodzielna, a większość z nich nie chciała takiej partnerki. W tych czasach mężczyźni szukali łagodnych kobiet, którym mogli okazać swoją siłę i męskość. Ja byłam tą, która dbała o siebie.
Potem praca stała się moim głównym celem. Byłam starą panną aż do trzydziestych piątych urodzin, kiedy pojawił się Andrzej. Był w moim wieku. Zaskoczyło mnie to, że akceptował moją niezależność. Nigdy nie naciskał, żeby coś zrobić za mnie albo pomóc, jeśli mówiłam, że sama sobie poradzę. Nie przynosił mi kwiatów, nie szeptał zbędnych słodkich słów, których nie znosiłam. Przy nim czułam się równorzędną partnerką. Ale powinnam była przewidzieć, że ta równość wcale nie będzie taką prawdziwą równością.
Wzięliśmy ślub i Andrzej zamieszkał ze mną. Nie miał własnego mieszkania, przez całe życie mieszkał z mamą. Nie chciałam mieszkać z teściową słyszałam już wiele historii i nie przepadam za tym pomysłem. W pierwszym miesiącu Andrzej nie dołożył ani grosza do wspólnych wydatków, tłumacząc się, że spłaca mały kredyt na operację swojej mamy.
Byłam wyrozumiała, nic mu nie powiedziałam. Przecież jesteśmy rodziną niech spłaca, a potem razem ogarniemy nasze sprawy. Jednak przez kolejne siedem miesięcy nadal nie miał na spłatę kredytu. Cały czas powtarzał, że nie płacą mu wystarczająco, że obniżono mu etat albo wymyślał inne wymówki. Przez ten czas ja opłacałam jedzenie, rozrywkę, rachunki. Potem Andrzej zaczął mówić, że oszczędza na dom na wsi. Na wakacje, może.
Ale przez kolejne pięć lat nie pokazał mi żadnego wyciągu z konta. Byliśmy rodziną. Zaczęłam się z nim kłócić jak to możliwe, że od pięciu lat to ja go utrzymuję? To nie jest normalne. Spakował się i wrócił do mamy. Tak po prostu. Trzy dni później nie wytrzymałam i zabrałam go z powrotem. I znowu ta sama historia. Nie chce mnie wspierać finansowo. Jestem już niesamowicie zmęczona. Marzę, żeby wydawać pieniądze na kobiece przyjemności, ale nie mam żadnych oszczędności wszystko wydaję na rodzinę. Co powinnam zrobić? Rozwód? Czy Andrzej się kiedyś zmieni?
Zastanawiam się nad tym każdego dnia, a odpowiedź wcale nie jest łatwa.




