Mój małżonek jest bardzo spokojnym człowiekiem i w ogóle nie potrafi stanąć w swojej obronie. Ze względu na to jaki jest, wszyscy jego krewni, szefowie i przyjaciele, wykorzystują go jak tylko potrafią. Dobrze wiedzą, że cokolwiek będą od niego chcieli, zawsze to dostaną, bo on się nic nie odezwie, tylko wykona i to mnie w nim najbardziej denerwuje.
Kiedy wyszłam za mąż za mojego Adama, byłam świadoma, że poślubiłam aż za bardzo spokojnego mężczyznę, ale że jest on tak miękki i niepewny siebie, nawet nie wiedziałam. Jakoś przed ślubem nie było sytuacji, które pokazałyby mi, że wychodzę za tak słabego charakterem faceta. Potem oczywiście złapałam się za głowę, ale nie dało się już nic zmienić.
Mój mąż ma bardzo przywódczą matkę, która całkowicie podporządkowała sobie syna i córkę. Jej córka miała to szczęście, że wyszła za mąż za pilota wojskowego i wyjechała z nim do Kanady. Adam niestety został na miejscu, ciągle dzwoni do niego moja teściowa i mój mąż wykonuje wszystko, co ona zarządzi, nie śmiał by jej odmówić.
Po zakupie samochodu, mąż stał się osobistym kierowcą swojej mamy i wszystkich jej sióstr. Nikogo nie interesowało jego zdanie, pędził do domu matki na każde jej zawołanie, nawet jeśli mieliśmy własne sprawy do załatwienia.
Wiele razy walczyłam o to z mężem, ale on zawsze mówił mi, że nie może odmówić swojej matce, ani cioci Kasi, wujkowi Piotrkowi, cioci Kazi i cioci Zuzannie. Z tego powodu często sama musiałam bronić naszych praw, walczyłyśmy z moją teściową, od pierwszego dnia naszego małżeństwa.
Nawet dzień po ślubie obudził nas z mężem telefon od jego mamy, że musi jechać na targ po sadzonki, których potrzebuje. Nie zdążyliśmy jeszcze kupić samochodu, więc potrzebowała męża jako tragarza. Musiałam walczyć z jego matką, w obronie jego prywatnego życia.
Koledzy mojego męża, bo nie można ich jednak było nazwać przyjaciółmi, myśleli o nim tylko wtedy, gdy potrzebowali od niego pożyczki lub jakiejś pomocy. Po raz kolejny musiałam sama interweniować i walczyć z tymi cwaniakami.
W pracy, jakimś fatalnym zbiegiem okoliczności, wszystkie zadania umysłowe przypadły mojemu małżonkowi. Jeśli trzeba było pracować w weekend lub wyjechać w podróż służbową, to znowu Adam się tym zajmował, a jak później były dzielone premie, zawsze był ogolony z pieniędzy.
Rozmawiałam z nim wielokrotnie, ale nie przynosi to żadnego efektu. Kiwnie głową i zgadza się w trakcie rozmowy, a potem ucieka, by spełniać wszystkie zachcianki mamusi, ciotek, przyjaciół czy przełożonych.
W naszej rodzinie, to ja muszę być prawdziwym strachem na wróble. Zawsze odpycha mnie cała rzesza darmozjadów, których mój małżonek ciągle zakłada sobie na kark. Jednak jestem już tak zmęczona, bardzo chcę pomóc mężowi zrzucić z pleców tych wszystkich ludzi.
Najbardziej złości mnie pomrukiwanie mojego współmałżonka: „Ale jak mam odmówić?” Zawsze mu powtarzam, że po prostu wystarczy tylko powiedzieć „nie”, tak właśnie robią inni ludzie. Mój mąż nie może się zdecydować na taki krok, a ja mam dość noszenia miecza na linię frontu.
Faktycznie, Adam jest świetnym specjalistą, ale ma takie podejście do pracy, że nie potrafi zbudować muru obronnego wokół siebie. Zaczęłam jednak zauważać, że ostatnio zaczynam już histeryzować i to bardzo. Nie byłam taka przed naszym ślubem, jestem taka od dwóch lat.
Teraz postawiłam męża w stan zawieszenia, powiedziałam mu, że jeśli nie otworzy ust, to za miesiąc będzie singlem.




