Moi rodzice zrujnowali mi życie posyłając do prywatnej szkoły. Teraz mój mąż chce powtórzyć ten błąd na naszym synu 

Przez większą część swojego dzieciństwa uczyłam się w naszej małej szkole należącej do gminy. Poziom nauczania był bardzo niski, a ja byłam ambitnym dzieckiem i zawsze zdobywałam najlepsze oceny w klasie. Właśnie wtedy startował konkurs na darmowe miejsce w prywatnej szkole oddalonej jakieś pół godziny od domu.

Nie chciałam w ogóle słyszeć o tym pomyśle, miałam w starej szkole koleżanki, znałam nauczycieli, a mama była tuż obok, bo pracowała jako woźna. Jednak dyrektor długo namawiał rodziców, twierdził, że tutaj się zmarnuję i powinnam wziąć udział w konkursie o to miejsce.

Chciałam czy nie, udało się i pierwszego września zaczęłam naukę w prywatnej szkole. Rodzice byli bardzo dumni z tego, że zdobędę wykształcenie w renomowanej szkole, ale ja nie czułam się tam dobrze. Inni uczniowie wyśmiewali mnie, że mama pracuje jako sprzątaczka.

Na początku próbowałam udawać, że nic nie słyszę, ale to było niewykonalne. Czułam się osamotniona i wykluczona. Byłam jednym z nielicznych dzieci, które nie były zamożne. W szkole panował wyścig szczurów, każdy ścigał się, by mieć bardziej markowe ciuchy czy gadżety.

Nie mogłam w takich warunkach uczyć się i rozwijać. Zaczęłam szukać w szkole sojuszników, ale nie znalazłam żadnej przyjaciółki, byłam wyśmiewana i gnębiona. Błagałam mamę, by pozwoliła wrócić mi do mojej starej szkoły, do moich koleżanek i dawnego życia, ale wcale mnie nie słuchała.

A ja przez stres zaczęłam zdobywać coraz gorsze oceny. Nie mogłam w domu spokojnie się uczyć, bo martwiłam się, czy kolejny dzień nie będzie gorszy od poprzedniego. Na klasówkach celowo robiłam błędy, by uniknąć wyzywania mnie od kujonów. Przez to wszystko straciłam zapał do nauki, nie poszłam na studia i dziś pracuję jako kasjerka w markecie. Żałuję, że zaprzepaściłam swoje zdolności, mogłam tak wiele osiągnąć i dać rodzinie lepszy byt.

Żyjemy na przeciętnym poziomie, mój mąż ma własną firmę, ale biznes nie prosperuje najlepiej. On jednak usilnie stara się wszystkim pokazywać, że żyjemy bogato, a teraz wymyślił, by naszego syna posłać do szkoły prywatnej. Nie umiem wytłumaczyć mu, że to nie jest dobry pomysł. Kuba ma już przyjaźnie w swojej podstawówce, wszystkich zna i jest dobrym uczniem. Nie chcę sprawiać mu takiego szoku, ale mąż się uparł, bo dzieci jego kolegi zaczęły naukę w katolickiej prywatnej szkole i jest zachwycony.

Być może, gdyby moi rodzice posłuchali mnie kiedyś i nie zmienili szkoły wbrew mnie, teraz miałabym dobre wykształcenie i studia… Może się mylę, ale czy warto narażać dziecko na niepotrzebny stres, tylko dla jakiegoś papierka z bardziej prestiżowej szkoły?

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Moi rodzice zrujnowali mi życie posyłając do prywatnej szkoły. Teraz mój mąż chce powtórzyć ten błąd na naszym synu