Moi bliscy czekają, aż opuszczę ten świat. Myślą o przejęciu mojego mieszkania, ale z wyprzedzeniem …

Moi krewni czekają, aż odejdę z tego świata. Myślą już o przejęciu mojego mieszkania, ale wcześniej zadbałem o odpowiednie zabezpieczenia.

Mam sześćdziesiąt lat i mieszkam samotnie. Nie mam dzieci ani żony, choć kiedyś byłem żonaty. W wieku dwudziestu pięciu poślubiłem ją z miłości.

Małżeństwo zrujnowała niewierność mojej żony Katarzyny. Zabrała do naszego lokum swoją kochankę Agnieszkę. Nie mogłem tego znieść, spakowałem rzeczy i wprowadziłem się do rodziców. Dwa miesiące po rozwodzie dowiedziałem się, że moja była żona jest w ciąży.

Nie chciałem tego mówić Katarzynie, nie kontaktowałem się z nią. Zdecydowałem, że wychowam dziecko sam. Gdy przyszedł na świat mój syn Piotr, lekarze przekazali złe wieści urodził się bardzo słaby i ma nieuleczalną chorobę. Ma szansę dożywać jedynie jedenastudwunastu lat.

Nie wiedziałem, co robić. Wychowałem Piotra, karmiłem go i dbałem o każdy jego dzień, ale w mojej głowie nieustannie pojawiało się myśli, że wkrótce odejdzie z tego świata.

Mój syn skończył piętnaście lat. Tydzień po tym, jak zmarł mój ojciec, zmarł także on. Straciłem więc dwoje najdroższych ludzi.

Ojciec zostawił mi mieszkanie nie tylko przestronne, ale i położone w samym środku Warszawy. Przez lata żyłem samotnie, nie miałem wielu mężczyzn w życiu. Pragnąłem mieć kolejne dziecko, lecz obawiałem się, że los się powtórzy, więc nie podejmowałem ryzyka. W czterdziestce kupiłem laptopa za dwa tysiące złotych, by utrzymywać kontakt z krewnymi i czytać wiadomości.

Krewni dowiedzieli się, że mieszkam sam, i zaczęli przychodzić po trochu. Przynosili upominki i drobiazgi, częstokroć pytając, czy sporządziłem testament. Gdy okazało się, że go nie mam, zaczęli narzekać na moją sytuację materialną. Niektórzy nawet knuli intrygi, by przed moimi oczyma wyjść lepiej. Wiem już, komu oddam mieszkanie przyjacielowi, którego córka Bronisława od lat pomaga mi bezinteresownie. Moja rodzina chce tylko to lokum. Kiedyś zerwałem z nimi kontakt, lecz nie powstrzymało ich to przed dalszym wtykaniem się.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie mój kuzyn i z bezczelnością zapytał, czy jeszcze żyję i komu zamierzam przekazać mieszkanie. Byłem tak oburzony, że zakazałem wszystkim krewnym pisania do mnie lub dzwonienia.

Oceń artykuł
TwojaCena
Moi bliscy czekają, aż opuszczę ten świat. Myślą o przejęciu mojego mieszkania, ale z wyprzedzeniem …