Minęły dwa tygodnie, odkąd ostatnio byłem na swojej działce, a sąsiedzi postawili na moim terenie szklarnię i posadzili ogórki oraz pomidory.
Mam niewielki kawałek ziemi pod Warszawą. Nic tam nie uprawiam, tylko wypoczywam w wolnym czasie. Nie chcę poświęcać energii na pielęgnowanie warzywnika. Ustawiłem sobie grilla, altankę do siedzenia i schronienia się przed deszczem. Planuję w najbliższym czasie założyć porządne ogrodzenie.
Pewnej soboty pojechałem tam, żeby upiec kiełbaski i odetchnąć od miejskiego zgiełku. Moi sąsiedzi byli raczej nieszkodliwi i nienachalni. Tylko jedna sąsiadka, pani Zofia, czasem mnie denerwowała. Zawsze dziwiła się, jak można mieć działkę i nic na niej nie siać. Jej teren po drugiej stronie alejki był aż gęsty od sadzonek, kwiatów i warzyw, przy których potrafiła spędzać całe dnie.
Ponieważ między naszymi ogrodami nie było jeszcze płotu, pani Zofia bez skrępowania czasem przechodziła na mój teren. Szczerze mówiąc, niezbyt mi się to podobało. Bywało, że przyjeżdżałem, by odpocząć, a ona już tam krążyła i wszystkiemu się przyglądała.
Raz zapytałem:
Wszystko w porządku?
Tak, tylko rozglądam się, gdzie można by posadzić cebulę. Masz tyle nieużywanego miejsca, nic tu nie rośnie. Myślałam, że może coś tu wsadzę. Przecież to nie będzie ci przeszkadzało?
Byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Nie chciałem robić jej przykrości, więc po chwili powiedziałem:
Możesz sobie zrobić jedną grządkę.
Później żałowałem tej zgody. Pani Zofia pół dnia skakała wokół swojej grządki i nie dawała mi spokoju. Samą jej obecność była dla mnie stresująca.
W końcu pojechałem na urlop nad Bałtyk. Po powrocie, pierwszego wolnego weekendu, pojechałem na działkę. I wtedy aż mnie zamurowało na moim terenie stała szklarnia, a do tego pojawiły się kolejne grządki, pełne ogórków i pomidorów.
Od razu wiedziałem, czyja to robota, nie musiałem pytać sąsiadów. Zrobiło mi się przykro i postanowiłem działać. Poprosiłem kolegę o pomoc, pojechaliśmy do Castoramy i już tego samego dnia postawiliśmy siatkę wokół działki. Teraz sąsiadka nie miała już swobodnego dostępu do mojego terenu.
W następny weekend zjawiła się i zapytała:
Dlaczego postawiłeś ogrodzenie? Teraz nie mogę się dostać do swoich sadzonek! Będziesz się nimi sam opiekował?
Zdziwiła mnie jej bezczelność, więc wieczorem rozebrałem szklarnię i przez płot oddałem jej wszystkie rzeczy. Od tego czasu nawet się do mnie nie odezwała.
Z tej sytuacji zrozumiałem, że trzeba jasno wyznaczać własne granice, nawet jeśli komuś wydaje się, że wie lepiej, co powinno się stać na naszym podwórku. Szacunek do siebie i swojego kawałka świata to podstawa dobrych relacji sąsiedzkich.




