Mimo, że nasze mieszkanie ma trzy pokoje, to nie ma miejsca! Wszędzie natykam się na teścia i szwagierkę

Wydawało mi się, że w naszym trzypokojowym mieszkanku jest wystarczająco miejsca dla nas dwojga i naszych marzeń, ale jak widać, myliłam się. A wszystko zaczęło się od pomysłu, który w głowie mojego męża zrodził się jak grom z jasnego nieba.

 

Zacznijmy od początku. Moje małżeństwo to taka mieszanka wybuchowa uczuć i niespodzianek, z których większości wolałabym chyba nie doświadczać. Mój mąż pochodzi z rodziny, gdzie tradycja i szacunek do rodziców to podstawa. A jego ojciec… no cóż, to osobnik z innej epoki, który nie rozumie, że czasami dorośli ludzie potrzebują swojej przestrzeni.

Teść ma dwoje dzieci – mojego męża i córkę, która też ma już dwójkę dzieci, a każde z innym mężczyzną, z czego żaden nawet nie płaci alimentów. Ta córka wplątała ojca w długi, bo miała pomysł na własną firmę, ale zero środków. Ojciec wziął dwie pożyczki, całkiem duże, z tego, co wiem, ponad 50 tysięcy złotych. A jak pewnie się domyślacie, z firmy nic nie wyszło, a córka przyszła z błagalną miną do ojca i z nim mieszkała przez jakiś czas. Ale starszemu człowiekowi trudno spłacać takie pożyczki, więc poprosił mojego męża o pomoc. A że mój mąż to straszny sknera, myślał i kombinował, jak by pomóc, by nie dać ani złotówki.

I tak oto, pewnego dnia, padł pomysł:

– Może by tak mój ojciec się do nas wprowadził? Swoje mieszkanie wynajmie i spłaci długi. A później wróci do siebie.

W pierwszej chwili myślałam, że żartuje. Ale nie, mąż był śmiertelnie poważny.

Jego ojciec, a mój teść, to typ człowieka, co to zawsze ma rację. Do tego moja szwagierka, z którą mam takie sobie relacje, wpadła na genialny pomysł, że skoro tata się wprowadzi, to ona też… z dziećmi, oczywiście. I tak oto mam pod jednym dachem teścia, który wie lepiej, jak prowadzić moje gospodarstwo domowe, i szwagierkę, która traktuje nasze mieszkanie jak małe przedszkole.

Mam już tego serdecznie dość – teść, który komentuje każdy mój ruch i decyzję, szwagierka, która zostawia bałagan i uważa, że skoro jest gościem, to sprzątanie nie jest jej obowiązkiem.

 

Przeczytaj także: Znalazłam w parku portfel. Nie wiedziałam, że los wynagrodzi moją uczciwość trzykrotnie. I to w jaki sposób!

 

I tu dochodzimy do sedna – jak wytłumaczyć mężowi, że ta cała sytuacja jest dla mnie nie do zniesienia? Szanuję jego rodzinę, ale potrzebuję też przestrzeni i chwili oddechu bez ciągłego nadzoru. Wiem, że rodzina to skarb, ale każdy skarb trzeba umieć mądrze gospodarować, żeby nie stał się przekleństwem.

Sama nie mogę wyrzucić ich z mieszkania, bo problem w tym, że ono jest na męża, on je kupił, na niego jest kredyt, ja mam tutaj niewielki wkład.

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Mimo, że nasze mieszkanie ma trzy pokoje, to nie ma miejsca! Wszędzie natykam się na teścia i szwagierkę