Mikołaj przyjechał na wieś, by odwiedzić swoją ciocię. Podszedł do dobrze znanego domu, otworzył furtkę, a na podwórku przywitała go Halina.

Mikołaj przyjeżdża właśnie na wieś, żeby odwiedzić swoją ukochaną ciocię. W rodzinnych stronach prawie nikogo już nie ma dawno odeszli jego rodzice, a inni krewni rozjechali się po Polsce i tylko ciocia Halina została we wsi.

Mikołaj podchodzi do znajomego domu, otwiera furtkę, a na podwórku wita go ciocia Halina.

No Mikołaj, a czemuś nie zadzwonił, nie uprzedził, że przyjeżdżasz? pyta, obejmując siostrzeńca. A Marysia z dziećmi nie przyjechali?

Nie, im się nie udało, zostali w mieście odpowiada mężczyzna.

Ciocia Halina szybko nakrywa stół, zjadają wspólnie obiad, po czym kobieta spokojnie przechodzi do poważnej rozmowy.

Zobacz, co znalazłam w skrzyni w spiżarni mówi nagle ciotka Halina i podaje Mikołajowi jakiś papier.

Z zainteresowaniem wyciąga z pudełka kartkę i zaczyna czytać. Im bardziej zagłębia się w treść, tym poważniejsze staje się jego oblicze.

Nie denerwuj się tak, chłopcze próbuje go pocieszyć ciotka Halina. Przecież to tyle lat temu! Może z tego zdążyło się wszystko zmienić. Pomyśl sam wychowałeś dwoje dzieci; toż to niemożliwe, żeby były przyniesione przez wiatr!

Tej nocy Mikołaj zostaje u cioci na noc. Przewraca się z boku na bok i nie może zmrużyć oka. Nic dziwnego przecież dokument, który dziś przeczytał, dotyczył właśnie jego i datowany był przed laty, jeszcze po tym, jak jako siedmiolatek ciężko zachorował. W papierze napisano, że w przyszłości z powodu przebytych komplikacji nie będzie mógł mieć własnych dzieci. Dokument trafił do matki Mikołaja, a on sam nie miał o niczym bladego pojęcia.

To pewnie jakaś pomyłka myśli Mikołaj. Przecież jeśli temu wierzyć, to wychowałem obce dzieci. Ale to niemożliwe. Marysi ufam bezgranicznie.

Matkę Mikołaja życie zabrało mu, kiedy był jeszcze dzieckiem. Niedługo później ojciec przyprowadził do domu nową żonę. Od tej pory dziesięcioletni Mikołaj coraz częściej nocował u cioci Haliny, która mieszkała po sąsiedzku. Szybko się do niej przywiązał, a ona w istocie zastąpiła mu matkę.

Po odbytnej służbie wojskowej, Mikołaj nie chciał już wracać do rodzinnej wsi. Po pierwsze, nie było tam żadnej pracy, po drugie zaś z ojcem nie układało mu się najlepiej. Został więc w mieście, znalazł pracę jako kierowca i mieszkał w akademiku. Nabrawszy doświadczenia, poszedł w trasę jako kierowca ciężarówki. Po kilku latach kupił własne mieszkanie.

Niedługo później poznał Marysię. Wiadomość o tym, że będzie ojcem, usłyszał jeszcze przed ślubem. Żyli zgodnie, a po trzech latach od narodzin córki pojawił się w rodzinie syn.

Około czterdziestki, mając już trochę oszczędności, Mikołaj zrezygnował z jeżdżenia w trasy i założył własną firmę transportową. Zaczynał od małego, ale z biegiem czasu działalność się rozrosła i zaczęła przynosić stałe zyski.

Prosto od cioci Mikołaj wyjeżdża do stolicy. Nie może wrócić do domu, zanim nie pozna prawdy. W Warszawie robi badania i okazuje się, że wyniki tylko potwierdzają jego obawy. Wrócił już zupełnie innym człowiekiem.

O, Mikołaj przyjechał! cieszy się żona. Zjesz coś?

Nie, dziękuję odpowiada krótko, a przed nią kładzie świeżo wydane zaświadczenie.

Co to jest? Marysia patrzy na niego zdumiona.

To jest odpowiada papier, który mówi, że nie mogłem mieć dzieci.

Marysia z przerażeniem opada na krzesło.

Nie wygłupiaj się, to niemożliwe, Mikołaj! To musi być jakaś pomyłka!

Będziesz jeszcze długo kłamać? pyta poważnie Mikołaj. Jeśli tak, już mnie tu nie zobaczysz.

Dobrze, spróbuję to wyjaśnić żona w końcu się poddaje.

Marysia opowiada, że jeszcze w liceum spotykała się ze swoim kolegą z klasy. Po szkole przez jakiś czas utrzymywali kontakt, aż on pewnego dnia zaczął spotykać się z jej przyjaciółką.

Wtedy właśnie poznałam ciebie, Mikołaju. I niedługo później zdałam sobie sprawę, że jestem w ciąży. Nie byłam pewna, czy to twoje dziecko, a nie miałam innych wyjść. Bałam się powiedzieć rodzicom. Ślub był dla mnie ratunkiem.

Dobrze, a co z drugim dzieckiem? przerywa jej Mikołaj.

Marysia zaczyna płakać ze wstydu i ociera oczy dłonią.

Ty wtedy często jeździłeś w trasy. Pewnej nocy znowu spotkałam swojego pierwszego chłopaka. Zaprosił mnie na spacer i poszłam z nim, choć nie wiem, co we mnie wstąpiło. To było jednorazowe spotkanie. Więcej go nie widziałam, a sobie tej zdrady nie wybaczyłam do dzisiaj. Dopiero po czasie zrozumiałam, że on był tylko zauroczeniem, a ty moją prawdziwą miłością.

Gdy Marysia kończy opowieść, Mikołaj siedzi w milczeniu przy stole, trzymając głowę w dłoniach.

Mikołaj, proszę cię, nie odchodź! mówi Marysia. Nie dam sobie rady bez ciebie!

Nie mogę na ciebie patrzeć odpowiada tylko i wychodzi z domu.

Marysia biegnie za nim ze łzami w oczach, ale on zamyka za sobą drzwi i nie ogląda się za siebie.

Żeby oderwać się od tych strasznych myśli, Mikołaj codziennie spędza długie godziny w pracy. W weekend znów ucieka do cioci Haliny na wieś. Najtrudniej jest mu w nocy.

Całe życie w gruzy myśli, patrząc w sufit. Za co mi to wszystko? Jak mam teraz żyć?

Rano pojawiają się różne myśli.

Gdyby po służbie wojskowej ktoś mi powiedział, że nie będę mógł mieć dzieci, pewnie nigdy nie założyłbym rodziny. Nigdy nie poznałbym tych wszystkich chwil radości. Przecież przeżywałem tyle szczęścia, gdy dzieci stawiały pierwsze kroki, a ile drobnych radości przyniosło mi życie rodzinne. To właśnie dzięki niewiedzy byłem naprawdę szczęśliwy.

W niedzielę do Mikołaja przyjeżdżają dzieci.

Tato, nie wiem, o co się pokłóciliście z mamą, ale odkąd wyjechałeś, jakbyś i nas nie chciał widzieć. Przecież nie porzucisz i nas? pyta od razu córka.

Córeczko, przecież was zawsze kocham odpowiada ciepło Mikołaj. Ale z mamą mamy poważne nieporozumienia.

Tato, wracaj do niej, ona dniami i nocami płacze. Martwię się o nią, boję się, żeby nic jej się nie stało odzywa się syn.

Tato, już dość się gniewasz na mamę. Mam ci świetną wiadomość wkrótce zostaniesz dziadkiem! ogłasza szczęśliwie córka.

Mikołaj obejmuje ją i odpowiada:

To naprawdę dobra nowina!

Tato, nie wrócimy bez ciebie mówi stanowczo syn. Ile można się wzajemnie unieszczęśliwiać? Tyle lat razem, nie warto się rozstać przez dawne błędy.

Dobrze, przekonaliście mnie uśmiecha się Mikołaj. Jedziemy do domu.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mikołaj przyjechał na wieś, by odwiedzić swoją ciocię. Podszedł do dobrze znanego domu, otworzył furtkę, a na podwórku przywitała go Halina.