Zastanawiam się, czy są ludzie, którzy również znaleźli się w takiej sytuacji, bo wydaje mi się, że w takim impasie nikt poza mną nie mógłby się znaleźć. Pół roku temu mój chłopak, Michał, oświadczył mi się. Byłam wtedy w siódmym niebie! Oczywiście się zgodziłam. Kiedy miesiąc temu rozmawialiśmy z rodziną przyszłego męża o nadchodzącym weselu, jego matka tak mimochodem wspomniała, że oczekują, abym po ślubie zmieniła nazwisko. Oto cała zabawna historia… Otóż moje nazwisko to bardzo typowe i popularne: Nowak. Zawsze byłam z niego dumna, choć w każdym mieście takich Nowaków jak ja można spotkać całe grono.
Bardzo mi się podoba i w życiu nie chciałabym go zmieniać. Mój narzeczony natomiast nosi nazwisko dosyć niestandardowe, często wywołuje śmiech i zdziwienie. Nie mogę tutaj napisać, bo ktoś mógłby domyślić się i znaleźć go w mediach społecznościowych. Ale uwierzcie mi, gdybyście je znali, na pewno zrozumielibyście mój punkt widzenia. Osobiście nie mam nic przeciwko temu jak się nazywa i by tak samo nazywały się dzieci, po prostu moje nazwisko brzmi dla mnie lepiej niż jego. Starałam się przekazać rodzinie mojego chłopaka, że nie jestem skłonna przyjąć ich propozycji, ale nic nie zdziałałam. Może gdyby było to tak ważne dla rodziców mojego chłopaka, byśmy mieli jedno nazwisko, to on by przyjął moje, a nie odwrotnie?
Boję się jednak zaproponować to Michałowi, myślę, że by się obraził. Ale nie zamierzam zgadzać się na takie żądania. Lepiej, żeby każde z nas zachowało swoje, jeśli nie możemy dojść do wspólnego rozwiązania, bo inaczej ciężko uniknąć konfliktu. Wczoraj teściowa zadzwoniła do mnie mówiąc, że jeśli nie zamierzam przyjąć nazwiska jej syna, nie będzie ślubu. Od razu się rozłączyła, a ja byłam w szoku. Jest mi naprawdę przykro, ale jeśli mam wybierać, to wybór będzie oczywisty – nie będzie żadnego ślubu. Sami powiedzcie, już na samym początku takie ultimatum i wymagania?




