Miałam już przeszło 50lat, ale byłam tak naiwna i głupia, że uwierzyłam w brednie i prawie zaprzepaściłam swoją szansę na szczęście.

Mąż odszedł do innej i wychowywałam dzieci sama – typowa historia. Przez dłuższy czas nie miałam nikogo innego, aż nagle spotkałam interesującego mężczyznę. Był również rozwiedziony. Jego była żona wyjechała z kraju, a on mieszka na wsi. Po kilku spotkaniach i nieskończonej liczbie telefonów, mój nowy adorator zaprosił mnie do siebie na działkę. Zgodziłam się, ale moja córka była przeciwna naszym relacjom. Myślała, że jest typowym oszustem i na pewno mnie oszuka. Ogólnie rzecz biorąc, nie słuchałam nikogo i pojechałam za swoim szczęściem.

Mężczyzna powitał mnie serdecznie i udostępnił mi swój pokój. Tego dnia przy filiżance herbaty rozmawialiśmy o pogodzie, o życiu naszym i naszych dzieci, o małych emeryturach i późno poszliśmy spać. Następnego ranka obudziłam się dopiero o dziewiątej, ale gospodarza nie było. Musiał pojechać do miasta w ważnej sprawie i zostawił mi notatkę o tym. Pomyślałam, że w tym czasie przygotuję niespodziankę i upiekę ciasto. Zaczęłam przygotowywać składniki, kiedy usłyszałam kroki na podwórzu. Myślałam, że Zbyszek wrócił, a stała tam jakaś młoda, elegancka kobieta. Przedstawiła się jako żona gospodarza.

Po usłyszeniu tych słów byłam w szoku, zebrałam swoje rzeczy, zostawiłam ciasto w piekarniku w dosłownym sensie tego słowa i uciekłam do domu.

Więc córka miała rację. Oszukał mnie. Był żonaty, a przyprowadza do domu kochankę, czyli mnie, gdy żona jest w trasie.

Minęło kilka dni. Spacerowałam z wnukiem po parku, kiedy nagle podszedł do nas ten nikczemnik i prosi o szansę, by wszystko wyjaśnić. Okazało się, że jego była żona przyjechała po klucze do swojego domu i zobaczywszy mnie postanowiła udawać żonę, próbując mu zaszkodzić. Od tego czasu minął rok, spotykamy się, nawet myślę o przeprowadzce do niego na stałe.

Oceń artykuł
TwojaCena
Miałam już przeszło 50lat, ale byłam tak naiwna i głupia, że uwierzyłam w brednie i prawie zaprzepaściłam swoją szansę na szczęście.