Rano zadzwonił do mnie Marek i zapytał, czy mogłabym do niego przyjść. Był roztrzęsiony. Z jego chaotycznej relacji zrozumiałam, że coś stało się z jego żoną. Na miejscu dowiedziałam się, że Marek poprzedniego dnia pokłócił się z Teresą, w wyniku czego kobieta wyszła z domu i do chwili obecnej nie wróciła.
-Zadzwoń do niej. – powiedziałam.
– To nie takie proste. Teresa wyszła z domu tak jak stała, jej telefon leży na komodzie.
To było niepodobne do mojej przyjaciółki. Poczułam lekki niepokój. Wybrałam numer naszej wspólnej koleżanki, ale ona nie wiedziała, gdzie jest ani gdzie mogła pójść Teresa. Pozostało jeszcze sprawdzić u jej matki, ale zanim pojechaliśmy do niej, postanowiliśmy z Markiem jeszcze popytać ludzi na osiedlu. Niestety, nikt jej nie widział.
– Marek, słuchaj. – powiedziałam. – Jedziemy teraz do matki twojej żony, a jeśli jej tam nie ma, będziemy musieli zgłosić zaginięcie. Pół godziny później byliśmy u teściowej Marka. Powiedzieliśmy o co chodzi i gdy tylko Marek skończył mówić, kobieta zachwiała się i złapała za serce. Było widać, że nie wie, gdzie może być jej córka. Obiecała nam, że jeśli tylko Teresa zjawi się u niej, natychmiast da nam znać.
Byłam przerażona. Widziałam, że Marek też bardzo przeżywa zaistniałą sytuację. Ręce mu drżały, że nie mógł odpalić papierosa.
– Nie ma innego wyjścia. Teraz zostaje nam tylko policja- powiedziałam do Marka.
Marek skinął głową, zadusił na wpół wypalonego papierosa i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Na komisariacie dyżurny zadawał Markowi różne pytania; o co pokłócił się z żoną, czy ją zdradzał, a może ona jego. Marek tylko kręcił głową. Potem policjant zapytał czy uderzył żonę, a może wydarzył się jakiś w wypadek – nadal wypytywał. Widziałam, że
Marek ledwo powstrzymywał złość, w końcu nie wytrzymał i wypalił:
– Panie władzo, czy Pan sugeruje, że zrobiłem coś żonie? – Chociaż w sumie… to zrobiłem…
Dyżurny aż podskoczył na krześle.
– Czyli co? Przyznaje się pan? – zapytał.
– Tak, przyznaję się do tego, że zapomniałem o naszej rocznicy
ślubu i poszedłem z kolegami na piwo. Gdy wróciłem do domu, świeczki na stole się dopalały, obok stał do połowy wypity szampan i resztki kolacji, którą żona przygotowała, by uczcić nasze święto. Zamiast przeprosić to powiedziałem, że nic się nie stało i odbijemy to sobie za rok.
Na te słowa żona zerwała się z krzesła i wybiegła z domu. Nie pobiegłem za nią. Pomyślałem, że jej przejdzie i wróci. Ale nie wróciła.
Policjant kazał nam iść do domu i czekać na informacje.
Chciałam wracać do siebie, ale Marek poprosił bym została, bo on zwariuje z tej niepewności. Zgodziłam się i poszłam do kuchni zrobić nam herbatę. Gdy wróciłam Marek wtulał twarz w sweter Teresy i płakał.
– Tereso, gdybym mógł cofnąć czas. Nigdy sobie nie wybaczę, jeśli Ci się coś stało. Tak bardzo Cię kocham.
-Szkoda, że tak późno to sobie uświadomiłeś. Ale lepiej późno niż wcale. – to był głos Teresy.
Po chwili i ona sama wyszła z drugiego pokoju. Marek zerwał się z kanapy, złapał swoją żonę wpół i mocno przytulił.
– Kochanie obiecaj mi, że już nigdy mnie tak nie nastraszysz.
Okazało się, że Teresa spędziła noc w domku na działce, a gdy wróciła, sąsiadka powiedziała jej, że Marek szuka jej po całym osiedlu. Postanowiła dać mu nauczkę i nie dała mu znać, że wróciła.
– Chyba już wiesz, co jest dla ciebie ważne- powiedziała i przytuliła się do męża.
Nie byłam już potrzebna, więc zostawiłam ich samych, by się nacieszyli na nowo odkrytą miłością.




