– Ile jeszcze planujecie dzieci? – matka Joanny zapytała przez telefon swojego zięcia.
– Czy moja córka jest maszyną do rodzenia? Jak długo to jeszcze potrwa? Nie jest już taka młoda – powiedziała sarkastycznie teściowa do Jacka.
– Dzień dobry mamo! Nie bądź taka szydercza, proszę.
– Powiedziałem Ci, że spodziewamy się dziecka, myślałem, że ucieszysz się z kolejnego wnuka. Nie przypuszczałem, że tak zareagujesz. Czy to coś złego? – zięć zapytał Mariannę.
– Jeszcze pytasz? Macie już czwórkę dzieci! Już po drugim prosiłam Was, żebyście się zabezpieczyli, coś z tym zrobili. Z Joanną też rozmawiałam, żeby się opamiętała, ale Wy mnie w ogóle nie słuchacie!
– Załatwiłam jej nawet tabletki antykoncepcyjne, ale ona chyba nawet ich nie zaczęła zażywać. Zacznijcie wreszcie myśleć, co robicie – oznajmiła matka.
Joanna rzeczywiście nie miała zamiaru brać tych tabletek, bała się różnych powikłań, o jakich słyszała od znajomych.
– Razem z żoną jesteśmy przeciwni jakimkolwiek zabezpieczeniom. Jesteśmy ludźmi wierzącymi i wiara nam na to nie pozwala – Jacek odpowiedział spokojnie.
– Czy Ty sobie żartujesz? W życiu nie słyszałam nic bardziej zabawnego! W każdym razie już dzisiaj oznajmiam Wam, że sami będziecie zajmować się swoimi dziećmi, ja Wam nie mam zamiaru pomagać!
W tym momencie Marianna skończyła rozmowę z Jackiem, ponieważ ktoś zadzwonił do jej drzwi.
Mężczyzna odłożył słuchawkę kiwając głową. Podszedł do swojej żony, uśmiechnął się i przytulił głowę do jej wypukłego już brzucha. Małżonkowie ani chwili nie żałowali, że będą mieli kolejnego potomka.
Para spodziewała się piątego dziecka, co drażniło matkę Joanny. Nie mogła zrozumieć, jak można mieć tyle dzieci.
Kobieta nigdy nie pomagała młodemu małżeństwu, ani przy wnukach, ani finansowo. Bardzo rzadko do nich przychodziła i nawet wtedy nie przyniosła dzieciom zwykłych cukierków. Córka bardzo to przeżywała, ale nigdy nic jej nie powiedziała na ten temat. Ich dzieci niczego nie potrzebowały, brat Jacka pracował za granicą i często przysyłał paczki ze słodyczami, uwielbiał swoich bratanków.
Jacek miał stanowisko kierownicze w dużej firmie, więc źle nie zarabiał. Wystarczało na utrzymanie rodziny. Joasia na razie zajmowała się domem i dziećmi. Pomagała jej w tym jej najbliższa przyjaciółka, która nie miała swojej rodziny. Bardzo chętnie przychodziła po pracy i zabierała dzieci na plac zabaw, żeby młoda mama, mogła coś zrobić w domu.
Małżeństwo bardzo się kochało i nie wyobrażali sobie życia bez wszystkich swoich dzieci. Całą atmosferę psuła matka dziewczyny. Kiedy tylko się pojawiła, lub zadzwoniła, wiedzieli, że zaraz zepsuje im cały dzień.
Marianna nigdy nie przepadała za swoim zięciem. Zawsze mówiła do córki, że mogła sobie poszukać lepszego męża, bardziej wykształconego. Jacek wiedział, że nie jest ulubieńcem swojej teściowej, ale musiał to tolerować, choćby ze względu na swoją żonę.
Kiedy Joasia spodziewała się trzeciego dziecka, matka namawiała ją do usunięcia ciąży. To było dla dziewczyny niezrozumiałe.
Nawet siostra Joanny, która mieszkała z matką, zaproponowała jej swoją pomoc. Ona doskonale rozumiała ich podejście do rodzicielstwa.
Marianna nie była zadowolona z kolejnej ciąży córki. Martwiła się, że jej młodsza córka przestanie poświęcać jej dużo czasu. Do tej pory wyręczała ją we wszystkim w domu, a starsza pani udawała, że ciągle źle się czuję, tak jej było wygodnie. Bała się stracić komfortu życia, do którego szybko się przyzwyczaiła.
Siostra Joanny nie miała nic przeciwko temu, żeby pomagać rodzinie przy dzieciach, ale matce się to nie podobało.
Jacek starał się być dobrym zięciem. W miarę możliwości zawsze pomagał Mariannie. Zapłacił za remont w jej domu, zabrali ją na wyjazd w góry, zgodził się nawet na opłacenie teściowej prywatnych zabiegów na kręgosłup. Mieli jeszcze dosyć oszczędności, więc Joanna zachęcała męża do pomocy mamie, oczywiście w miarę możliwości.
Dziewczyna twierdzi, że jej matka notorycznie martwi się o ich sytuację finansową, ze względu na powiększenie się ich rodziny. Dodatkowo buntuje jeszcze jej siostrę i robi wszystko, aby małżeństwo nie miało z jej strony żadnej pomocy.
Oczywiście nikt, ani nic nie jest w stanie przekonać parę do przerwania ciąży. To jest ich życie, ich decyzje i nawet najbliższa osoba, nie ma prawa dyktować, ile mają mieć dzieci.

