Matka wychowywała mnie sama. Ojciec opuścił nas wcześnie, ale bardzo pomagali jej moi dziadkowie. Wtedy byli młodzi, mieli dobrą pracę i możliwość finansowego wsparcia jedynego dziecka i wnuka. Mogę śmiało powiedzieć, że nam z mamą niczego nie brakowało. Pracowała, ale się nie męczyła, spokojnie polegając na pomocy rodziców. Nie miała ciężkiego życia, dlatego szczerze nie rozumiem jej maniakalnego dążenia do bogactwa. Od dziecka wmawiała mi, że mój mąż musi koniecznie być bogaty. Kiedy dorosłam, zaczęłam spotykać się z pewnym chłopakiem na uniwersytecie, nazywał się Robert.
Robert mieszkał w sąsiedniej dzielnicy. Miał bardzo bogatych rodziców. Mama była zadowolona z mojego wyboru. Prawda jest taka, że pieniądze nie miały dla mnie żadnego znaczenia, po prostu tak wyszło, że naprawdę go pokochałam, a jego status to tylko przypadek. Spotykaliśmy się dwa lata. W tym czasie zrozumiałam, że Robert nie traktuje mnie poważnie. Jego rodzice go rozpieszczali, więc nie był zdolny do odpowiedzialnego podejścia. Miał głowę pełną tylko rozrywki. Nie zmartwił się, kiedy go zostawiłam, szybko znalazł zastępstwo. Ja przeżywałam rozstanie gorzej.
Mama zarzucała mi, że nie miałam prawa takiego chłopaka porzucić. Zapewniała mnie, że muszę go błagać o wybaczenie i odzyskać, żeby się ożenił ze mną. Na tak niski czyn nie byłam zdolna. Pawła poznałam po pół roku. Jest nauczycielem, ma przeciętny dochód. To miły, troskliwy chłopak, który szczerze mnie kocha. Mama go od razu nie polubiła. Uważa, że jest nieudacznikiem, bo nie zarabia dużo. Paweł niedawno oświadczył mi się i nie odmówiłam, ale boję się powiedzieć o tym mamie. Zrobi scenę. Podejrzewam, że na razie nie jest gotowa na przeciętnego zięcia. Nie wiem, jak przemówić jej do rozsądku.



