Jestem z Januszem już od czterech lat. On miał dwadzieścia dziewięć lat, ja dwadzieścia sześć, kiedy się poznaliśmy. Janusz mieszka rodzicami, ja w mieszkaniu, które odziedziczyłam. Nie spieszyliśmy się z naszym związkiem od początku, oboje mieliśmy złe doświadczenia w przeszłości.
Janusz mieszka z rodzicami, więc zawsze spotykamy się u mnie. Często przychodzi po pracy, a weekendy często spędzamy razem. Wcześniej nie nalegałam na wprowadzenie się do siebie, a on nie naciskał. Jednak po około roku znajomości stało się jasne, że nasz związek powinien albo się skończyć, albo przejść na nowy poziom. Logiczny krok to wspólne życie, ale Janusz odmówił. Powiedział, że zaczął oszczędzać na mieszkanie dla nas na nowe życie. Twierdził, że to on jest mężczyzną i nie zgodzi się, by mieszkać na moim.
Zgodziłam się z jego pomysłem i gdzieś w głębi duszy byłam dumna, że mój mężczyzna nie szuka łatwych dróg. Oczywiście, byłam trochę rozczarowana, że nie widzę swojego ukochanego codziennie, ale co zrobić? Po roku ojciec Janusza zmarł. Nie poruszyłam nawet tematu kredytu hipotecznego czy czegokolwiek innego, wiedząc, że to nie jest odpowiedni moment. On sam zaczął ten temat, mówiąc, że część pieniędzy musiał wydać na pogrzeb, na pomnik i całą uroczystość, zostało niewiele, ale nie rezygnuje ze swoich planów i będzie dalej oszczędzać, aby uzyskać kredyt i zaprosić mnie do swojego mieszkania.
Miesiąc później oświadczył mi się i non stop mówił tylko o ślubie. Znowu zaczął oszczędzać, ale wolniej niż wcześniej, bo teraz musiał utrzymywać swoją matkę – jego ojca przecież już nie było. W ten sposób przedłużył nasz wspólny pobyt w domu „marzeń„, który nigdy się nie spełnił. W końcu postanowiłam go zapytać, czy zamierza ze mną mieszkać, czy będę musiała czekać wieki, aż kupi swoje mieszkanie. Radził mi cierpliwość, ale ja już nie wiem, co robić?
Nie mam nic przeciwko, by zamieszkał u mnie, ale on nie chce o tym słyszeć. Tylko powtarza o swoim mieszkaniu i o oszczędzaniu, ale może jemu jest po prostu wygodnie u matki? Zaczęłam zastanawiać się, po co w ogóle były te oświadczyny. Przecież teraz tylko każe mi czekać.




