– Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo… – Spojrzała na nich, nie poznając synów Anna i Robert przez całe…

Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo… Spojrzała na nich.

Zofia i Stanisław przez całe swoje życie zmagali się z biedą. Kobieta dawno już porzuciła nadzieję na szczęśliwe i dostatnie życie. Była kiedyś młoda, zakochana, marzyła o jasnej przyszłości dla nich obojga. Jednak los nie potoczył się tak, jak sobie wyobrażali. Stanisław ciężko pracował, lecz zarabiał niewiele. A do tego, wkrótce Zofia zaszła w ciążę. Urodziła się im trójka synów, jeden po drugim. Zofia już od dawna nie pracowała. Sama pensja męża nie wystarczała na potrzeby całej rodziny. Synowie rośli, potrzebowali nowych ubrań i butów.

Cała wypłata szła na jedzenie, rachunki i inne najpilniejsze opłaty. Dwanaście lat takiego życia zostawiło ślad na całej rodzinie. Stanisław zaczął zaglądać do kieliszka. Co prawda zawsze przynosił całą pensję do domu, ale wracał codziennie pijany. Zofia z każdym miesiącem traciła do niego serce. Pewnego dnia Stanisław znów wrócił podpity, z niedopitą butelką wódki w dłoni. Zofia nie wytrzymała, wyrwała mu ją z ręki i sama wypiła resztę. Wtedy wszystko się zaczęło. Od tej chwili zaczęła pić.

Z czasem poczuła się lepiej jakby wszystkie zmartwienia odeszły. Nawet zrobiła się weselsza. Z niecierpliwością czekała, aż mąż przyniesie jej coś do picia. Od tego czasu pili razem.

Zofia coraz rzadziej myślała o swoich dzieciach. Ludzie w wiosce pytali między sobą, jak mocny trunek może tak zmienić człowieka. Niedługo potem chłopcy zaczęli chodzić od sąsiada do sąsiada, prosząc o coś do jedzenia. Pewnego dnia sąsiadka nie mogła dłużej patrzeć na rozpacz i powiedziała:

Zofio, lepiej już oddać ich do domu dziecka, niż patrzeć, jak głodują. Ile jeszcze będziesz pić i zapominać o własnych dzieciach?

Zofia dobrze zapamiętała te słowa. Często powracały do niej nocą. Czasem myślała nawet, że byłoby łatwiej, gdyby dzieci po prostu nie plątały jej się pod nogami. W końcu, po dłuższym czasie, Zofia i Stanisław całkiem zdali się na los i zostawili dzieci. Chłopców zabrano do domu dziecka. Płakali i wypatrywali, czy ktoś po nich nie wróci, ale nikt się nie zjawiał. Zofia i Stanisław już prawie nie pamiętali o swoich synach.

Tak minęło parę lat. Każdy z chłopców opuścił w końcu dom dziecka i dostał kawalerkę z przydziału. Skromne lokum, ale własne. Wszyscy znaleźli pracę. Zawsze trzymali się razem i wspierali, ile mogli. O rodzicach raczej nie rozmawiali, jednak w głębi duszy chcieli ich kiedyś spotkać i zapytać: Dlaczego nas zostawiliście?

Pewnego dnia postanowili i wsiedli do samochodu ruszyli na wieś, do dawnego domu. Po drodze spotkali matkę, która z trudem wracała do mieszkania. Minęła ich, nawet się nie obejrzała.

Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo…

Popatrzyła na nich pustym wzrokiem. A po chwili przyszło jej poznanie.

Łzy spłynęły jej po policzkach i zaczęła prosić o przebaczenie. Ale czy można było ją wybaczyć? Synowie stali w ciszy, nie wiedząc, co powiedzieć. Wreszcie zdecydowali kimkolwiek była, zawsze będzie ich matką. I wybaczyli jej.

Oceń artykuł
TwojaCena
– Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo… – Spojrzała na nich, nie poznając synów Anna i Robert przez całe…