Dziś znów wracam pamięcią do lat dzieciństwa w Kielcach. Byłem wtedy uczniem klasy piątej, a moją sąsiadką była Malwina, młodsza ode mnie dziewczynka o długich, zaplecionych warkoczach w kolorze pszenicy i twarzy pełnej uroku, usianej piegami. Zawsze przyciągała moją uwagę nie tylko urodą, lecz także swoją łagodnością. Często odprowadzałem Malwinę do domu, chcąc ją chronić przed chłopakami z podwórka, którzy mieli brzydki zwyczaj dokuczać młodszym dzieciakom.
Nasze życie zmieniła tragedia, która przyszła nagle. Tata Malwiny ciężko zachorował, a po długiej walce z chorobą odszedł. Mama Malwiny nie umiała poradzić sobie z tym ciosem, popadła w alkoholizm. Dom Malwiny stał się coraz bardziej zaniedbany, a ona sama często chodziła głodna czasem mama zapominała nawet nakarmić córkę. W końcu Malwina przestała chodzić do szkoły. Początkowo myślałem, że jest chora, lecz tygodnie zamieniły się w miesiące, a jej nieobecność zaczęła mnie niepokoić.
Odważyłem się zapytać mamę, co się stało z Malwiną. Mama przekazała mi wieść delikatnie: Synku, Malwina została zabrana do domu dziecka. Ogarnął mnie smutek i poczucie straty wiedziałem, że mogę już nigdy nie zobaczyć mojej przyjaciółki.
Czas płynął, a ja dorosłem. Po zakończeniu służby wojskowej wróciłem do Kielc. Pewnego dnia przypadkiem spotkałem Malwinę. Szła ulicą, trzymając za rękę męża, a spod płaszcza wyraźnie widać było jej ciążowy brzuch. Była już tuż przed porodem. Spotkanie było krótkie, a potem minęły cztery lata bez kontaktu.
Znowu zobaczyłem ją, kiedy powróciła do rodzinnego miasta. Tym razem była już samotną matką. Jej mąż zginął tragicznie podczas bójki, przegrywając z własnym uzależnieniem. Malwina została sama, wychowując malutkiego synka. Za każdym razem, gdy patrzyłem na Malwinę, czułem jak w moim sercu rodzi się głębokie, ciepłe uczucie. Zrozumiałem, że nasze losy splotły się na zawsze. Malwina i jej syn potrzebowali mnie, a ja wiedziałem, że mam do odegrania ważną rolę w ich życiu. Tak też zrobiłem.




