List do Świętego Mikołaja: Historia o zgubionym liście, dziecięcych marzeniach, magii rodzinnych świ…

Dziennik, 20 grudnia

Wracałem dziś z pracy przez zasypane śniegiem ulice Warszawy. Mróz szczypał w policzki, śnieg chrzęścił pod butami, a ja, sam nie wiem czemu, zacząłem wspominać dzieciństwo. Jazda na sankach z górki na byle czym, bitwy na śnieżki, lizanie sopli z dachów garaży… Piękne, beztroskie czasy.

Nagle usłyszałem dziecięcy płacz. Rozejrzałem się i wypatrzyłem na ławce chłopca w brązowym płaszczyku i szarej czapce z pomponem. Siedział skulony, głośno płakał, rozmazując łzy po twarzy.

Podszedłem spokojnie.

Chłopczyku, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?

List zgubiłem… Niosłem w kieszeni, patrzę a już go nie ma… wychlipał.

Nie martw się, zaraz razem poszukamy. Co to za list? Mama kazała zanieść na pocztę?

Nie… Ja sam napisałem. Do Świętego Mikołaja Mama nie wie…

No to kłopot… Ale głowa do góry, napiszesz jeszcze raz.

Ale on już nie zdąży dojść… zaprotestował.

Wiesz co, uciekaj już do domu, bo się ściemnia, a ja poszukam twojego listu, dobrze?

Naprawdę? A jak pan znajdzie, to wyśle pan Mikołajowi?

Obiecuję! Święty Mikołaj zawsze wie, o czym piszą do niego dzieci. Nawet jeśli listu nie znajdę, na pewno spełni twoje marzenie.

Otarł płaszczykiem łzy i pobiegł do domu. Taki biedny… Napisał z przejęciem, a tu taka przykra niespodzianka…

Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Sam dobrze pamiętam, jak znajdowałem pod choinką prezenty i byłem pewny, że to Święty Mikołaj naprawdę czytał mój list. Tak dawno temu…

Mój syn Maksio też już niedługo będzie pisał takie listy, na razie ma dopiero cztery latka i jeszcze nie umie…

Szukałem uważnie po chodniku, zerkając pod nogi, trochę się już ściemniało, ale w końcu przy zasypanym śniegiem parkanie zauważyłem fragment koperty. Wyciągnąłem ostrożnie to było to! Kartka była mokra, ale ostrożnie schowałem list do torby, żeby nie podrzeć.

W domu czekała na mnie żona Weronika, właśnie gotowała kolację, a syn Maksio bawił się resorakami pod stołem. Cieszyłem się, że wracam do przytulnego mieszkania i rodziny.

Werka, wyobraź sobie opowiadam od progu idę sobie, patrzę, a na ławce siedzi chłopak, z osiem latek, szlocha. Zgubił list do Mikołaja. A ja znalazłem! Może przeczytamy, co tam napisał?

Wyjąłem kopertę z torby. Dziecięcym pismem: Do Świętego Mikołaja, od Bartka Majewskiego.

No to co, otwieramy? Ciekawe, co chłopak poprosił…

Otwieraj. Przecież i tak ten list nie trafiłby nigdzie indziej… Weronika uśmiechnęła się smutno.

Rozłożyłem mokry papier w kratkę, czytam na głos:

Kochany Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Bartek Majewski z ulicy Mickiewicza 97, mam dziewięć lat, chodzę do trzeciej klasy. Bardzo lubię grać w piłkę i biegać z kolegami. Mieszkam z mamą Magdą i babcią Haliną. Niedawno przeprowadziliśmy się do starego domku, gdzie dobrzy ludzie pozwolili nam się zatrzymać.

Kiedyś mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata pił wódkę i bił mamę. Często też mnie. Mama z babcią to jest mama taty płakały dużo, ja razem z nimi. Źle nam się wtedy żyło, więc uciekliśmy i zabraliśmy babcię ze sobą.

Święty Mikołaju, chciałem Cię prosić, żebyś pomógł mojej mamie znaleźć nową pracę. Teraz sprząta, ale nie może się schylać, bo boli ją kręgosłup. I jeśli możesz, podaruj mamie nowe sukienkę, bo stara się rozdarła. Mama jest wysoka, szczupła i bardzo ładna!

Dla babci poproszę jakieś tabletki na bolące kolana, bo jej ciężko chodzić, chociaż wcale nie jest jeszcze aż taka stara. I babcia marzy o ciepłym stroju do chodzenia po domu, bo zmarzlak z niej. Jest niska i drobna.

A ja marzę o pięknej choince z lampkami i kolorowymi ozdobami. Zawsze mieliśmy choinkę, zanim tata nie popił i jej nie przewrócił…

Bardzo na Ciebie czekam, Kochany Święty Mikołaju.

Bartek Majewski.

Kiedy skończyłem czytać, spojrzałem na Weronikę miała łzy w oczach.

Boże, tak prawdziwie i prosto napisane Biedny chłopiec. Uciekli od alkoholika, a teraz na nic ich nie stać… Tyle w nim troski, nie prosi dla siebie prawie niczego, tylko dla mamy i babci…

Przeszedł swoje… Dobrze, że matka zabrała teściową, nie zostawiła. Widać, porządni ludzie. Słuchaj, a co gdybyśmy spełnili marzenie tego chłopca? Jak myślisz?

Byłoby cudownie, Paweł. Ja dobrze wiem, jak to jest sam pamiętasz z moich opowieści, co przeszliśmy z mamą przez tatę pijaka… Szkoda, że ona nigdy nie zdecydowała się odejść.

U mnie w pracy szukają właśnie kogoś na stanowisko recepcjonistki. Płaca porządna i nie trzeba się schylać. Można zaproponować tej Magdzie… zaproponowałem, przypominając sobie ogłoszenie.

A co, jakbyśmy przebrali się za Mikołaja i Aniołka, i poszli do Bartka w Wigilię? Niech chłopiec uwierzy w magię świąt! Kupimy babci leki na reumatyzm (te, które zawsze brała moja mama, na pewno będą dobre), szlafrok polarowy, mamie sukienkę, dla Bartka jakąś małą choinkę i ciepłe ozdoby. Teraz przed świętami są wyprzedaże, znajdziemy coś ładnego i porządnego za rozsądną cenę. Mamy trochę oszczędności, czemu nie?

Zgoda! Lubię, kiedy jesteś taka dobra, Werka…

Przytuliłem ją mocno. Nic nie daje większego szczęścia niż taka jedność w rodzinie.

Następnego dnia Weronika kupiła prostą, elegancką, ciemnozieloną sukienkę, szlafrok w kolorze pudrowego różu, leki na kolana, czekoladki, mandarynki i zestaw ozdób do choinki. Ja dorzuciłem tani, nowy telefon chłopcu z pewnością się przyda. Od znajomych pożyczyliśmy stroje Świętego Mikołaja i Aniołka. Kupiłem też małą, pachnącą choinkę do domu Bartka oraz drugą do nas.

Wspólnie z Weroniką poprzebieraliśmy się, zapakowaliśmy prezenty w wielki worek, wsadziliśmy choinkę do bagażnika i ruszyliśmy na Mickiewicza 97. Maks był akurat u babci.

Przed starym, krzywym domkiem wydeptaliśmy ślady na śniegu i zapukaliśmy do drzwi.

Kto tam? drzwi otworzyła wysoka, jasnowłosa kobieta, najwyraźniej Magda, mama Bartka.

Dzień dobry. Czy tu mieszka Bartek Majewski? zapytałem obniżając głos.

Tak… to mój syn. Ale my niczego nie zamawialiśmy… To chyba pomyłka…

Mamo, kto to… z pokoju wyleciał Bartek w dresie, stanął z otwartą buzią.

Ojej! Święty Mikołaj…

Witaj, Bartku! Twój list dotarł więc przyszliśmy tu z Aniołkiem na chwilę. Zaproś nas!

Mamo! On naprawdę dostał mój list! Pan znalazł i wysłał! Jak się cieszę! Wchodźcie, proszę! podekscytowany chłopiec nie mógł przestać podskakiwać.

Przyjęła nas z uśmiechem w niedużej, ciepłej kuchni. Z pokoju wyszła babcia Halina niska i drobna. Gdy zobaczyła choinkę, w oczach Bartka zapaliły się iskierki szczęścia.

To dla nas choinka? Naprawdę nasza?

Oczywiście! Piękna choinka należy się każdemu dziecku. Tu ozdoby i lampki, sami ją ubierzecie. A tu prezenty… Ale najpierw może powiesz nam jakiś wierszyk?

Bartek speszył się, nie mógł sobie nic przypomnieć. Tylko patrzył z zachwytem na Świętego Mikołaja.

Wiem, że jesteś dobrym chłopcem, mówiły mi o tym wróbelki za oknem. Kochasz mamę i babcię, pomagasz w domu, dobrze się uczysz. No to zobaczmy teraz, co dla was przynieśliśmy…

Spojrzał pytająco na mamę, ta kiwnęła głową. Otworzył worek szlafrok dla babci, lek na stawy, sukienka dla mamy… Wszyscy patrzyli zdumieni.

W końcu Bartek wyciągnął wielką paczkę słodyczy, mandarynki i pudełko z nowym telefonem.

Dla mnie? Naprawdę? Mój własny telefon?! Dziękuję, Święty Mikołaju, jesteś cudowny! Wiedziałem, że istniejesz! krzyknął Bartek ze łzami szczęścia.

Zdrowych i spokojnych świąt dla was wszystkich! powiedzieliśmy, zbierając się już do wyjścia. Chłopiec nie mógł oderwać wzroku od prezentu.

Za nami wyszły mama i babcia.

Proszę, powiedzcie, kim jesteście? Skąd znacie Bartka? zapytała Magda.

Znalazłem jego list, przeczytałem z żoną i postanowiliśmy zrobić wam taki mały prezent. Proszę tu oddałem jej list i wizytówkę u mnie w firmie szukamy recepcjonistki. Jeśli jesteście zainteresowana, proszę zadzwonić.

Dziękuję… Tak nieoczekiwane dobro Bartek długo czekał na cud i się doczekał, dzięki wam.

W drodze do domu siedzieliśmy w milczeniu. Byłem szczęśliwy, czując, że mogliśmy podarować tej rodzinie trochę magii. Często daje więcej szczęścia dawanie niż branie zwłaszcza gdy widzi się tak szczerą, dziecięcą radość.

Pieniędzy wydanych na prezenty nie żałuję. Zawsze można zarobić więcej, ale takich uczuć nie kupi się za żadne złotówki.

Nauczyłem się dziś, że czasem naprawdę wystarczy chwila dobroci, by dla kogoś stać się Świętym Mikołajem.

Oceń artykuł
TwojaCena
List do Świętego Mikołaja: Historia o zgubionym liście, dziecięcych marzeniach, magii rodzinnych świ…