Najważniejsze dla rodzica to szczęście i zdrowie dzieci. Ja i mój mąż byliśmy w szoku, gdy lekarz powiedział, że silny ból głowy naszego dziecka jest spowodowany poważną chorobą. Nie mogliśmy uwierzyć własnym uszom. Jeszcze wczoraj wszystko było normalnie, dziecko szczęśliwie biegało, ale czasami skarżyło się na ból. Natychmiast po pierwszych skargach pojechaliśmy do lekarza. A tu mówią nam, że nasza kochana córka jest bardzo chora, że ma małe szanse na przeżycie. Wyobrażacie sobie nasz stan? Nie miałam nawet sił płakać. Łzy przyszły dopiero w domu. Dwa dni płakałam, wypłakałam chyba wszystkie łzy. A potem zaczął się bolesny okres leczenia.
Cały czas byłam ze swoim dzieckiem. To było po prostu nie do zniesienia widzieć, jak twoje dziecko słabnie z każdym dniem, jak ciężko znosi wszystkie zabiegi medyczne, ale najgorsze było to, że nic nie pomagało. Wydaliśmy wszystkie oszczędności na lekarzy i drogie kliniki, ale nic nie przynosiło pożądanego efektu. W końcu zostaliśmy po prostu odesłani do domu, aby czekać na nieuniknione. Powiedzieli, że zrobili wszystko co w ich mocy i przeprosili, ale już nic więcej zrobić nie mogli. Nasze maleństwo gasło z każdym dniem. Wypłakałam hektolitry łez, straciłam nadzieję.
Pewnego razu moja koleżanka powiedziała mi: „Bożena, mówią, że w niedalekiej wsi mieszka święty człowiek, który uzdrawia ludzi. Zawieź do niego córkę. Nazywa się Włodzimierz, mówią, że leczy choroby swoimi modlitwami.”
Marta nie widziała mnie od kilku lat, mieszka zagranicą, więc nie była na bieżąco z sytuacją w naszej rodzinie. Chwyciłam się jej rady, jak tonący brzytwy. Wkrótce pojechaliśmy pod adres, który nam dała. Tam stał mały domek. Wyszedł z niego mężczyzna z długą, siwą brodą. Spojrzał na moją córkę i zmarszczył brwi. Lenka przebywała u niego przez trzy dni. Cały ten czas człowiek klęczał przy jej łóżku na kolanach i się modlił, odchodził tylko na godzinę w ciągu dnia. Nawet w nocy był obok jej łóżka w pozycji modlitewnej. Wiem, że to trudno uwierzyć, ale nasza córeczka wyzdrowiała. Nadal nie mogę uwierzyć w ten cud! Nigdy nie byłam wierząca, ale ten przypadek wpłynął na mnie. Myślę, że może nasza córka zachorowała z powodu naszej niewiary, byśmy uwierzyli i zmienili swoje życie. Może to miała być dla nas lekcja.



