Lekarz z powołania

Starszy mężczyzna był dobry, uczuciowy przyjaciele mówili, że Wiktor to dusza nie człowiek. Wysoki, silny, ale o łagodnym charakterze. Wyciągnął w przychodni kartotekę do lekarza i czekał, aż zostanie zawołany, była nie mała kolejka.

Lekarzem był jego wnuk, dawno go nie widział i już zatęsknił za Dariuszem, który rzadko odwiedzał dziadków, nie miał czasu, był ciągle zajęty pracą zawodową.
Wiktor też był lekarzem, ale już emerytem, nie praktykującym. Postanowił odwiedzić wnuka w przychodni i zapytać, kiedy do nich przyjedzie, jego żona bardzo by się ucieszyła, tęskni za Dariuszem.

Wiktor siedział cierpliwie na krześle obok gabinetu i spędził godzinę na czytaniu gazety. Obok niego usiadł jego dawny znajomy, który od razu go poznał i zapytał:

– Cześć Wiktor, nie idziesz bez kolejki? Przecież doktor, to Twoja rodzina, to Twój wnuk.

– Wnuk, nie wnuk, w kolejce uczciwie trzeba zaczekać.

Znajomy kiwał głową i nie rozumiał, jak dziadek doktora może siedzieć pod gabinetem i nie wchodzi bez kolejki.

W tym momencie weszła do przychodni stara kobieta i bacznie przyglądała się mężczyźnie, jakby kogoś jej przypominał. Po chwili się odezwała:

– To Ty Wiktor? Nie poznałam Cię, bardzo dawno się nie widzieliśmy, dużo zeszczuplałeś. Chory jesteś, czy do wnuka w odwiedziny wpadłeś? Wszystkich leczyłeś sam, a siebie nie potrafisz?

– Tak było Helenko, tak było. Ale od dłuższego czasu nie leczę się sam, to już nie te lata i głowa nie ta sama – powiedział.

Kobieta nie mogła się go nachwalić, kiedy jeszcze leczył ludzi. Cały czas kontynuowała dyskusję:

– Pamiętasz mój drogi ten wypadek kolejowy, niedaleko od naszej miejscowości? Karetki nie nadążały wozić rannych ludzi do szpitala. Ty przyjechałeś z domu i ratowałeś wszystkich, kogo się tylko dało. Całą noc tam spędziłeś, aż nie zabrali ostatniej osoby.

– Pamiętam bardzo dobrze Helenko, niektórych podtrzymywałem rozmową, pocieszałem, żeby tylko wytrzymali do przyjazdu karetek, bo szpital był daleko – wspominał mężczyzna.

Wszyscy mieszkańcy ich małego miasteczka mieli o starym lekarzu bardzo dobre zdanie, szanowali go i nikt nie powiedział na Wiktora złego słowa.

Starsza kobieta została zawołana do gabinetu lekarskiego, młody doktor zapytał o cel wizyty. Pani Helena przyszła, ponieważ bolała ją noga, już od lat miała z nią problemy, uśmiechnięta powiedziała:

– Od wielu lat mam ten sam problem, jeszcze leczył mnie pański dziadek. Chodziłam do niego na wizyty, jako młoda dziewczyna. Nigdy bym nie pomyślała, że na stare lata będę się leczyła u jego wnuka.

– On panią leczył?- zdziwił się młody chłopak.

– Jakby dobrze leczył, to by pani teraz nie musiała do mnie przychodzić – zażartował wnuk Wiktora.

Kobieta jednak broniła starego doktora:

– Nie dam sobie nic na pana dziadka powiedzieć, w tamtych czasach nie było takich metod leczenia, jak teraz. To był człowiek o złotym sercu, każdemu pomógł, nawet w nocy, gdy go zbudzili jechał do drugiej miejscowości i to bezinteresownie, aby pomóc człowiekowi.

– Ja sama jestem sobie winna, kiedy pański dziadek mnie leczył, kazał robić okłady i nakładać maści, ja go w ogóle nie słuchałam. Nie leżałam w łóżku, nie odpoczywałam, tylko wybrałam jazdę konną, mimo chorej nogi. Pewnie teraz nie cierpiałabym tak bardzo, gdybym posłuchała naszego miejskiego lekarza Wiktora.

Kobieta wyszła z gabinetu zadowolona, że dostała leki i skierowanie na rehabilitację, ale to nie był jej stary doktor, do którego zawsze chodziła. Powiedziała do starszego mężczyzny:

– Mam nadzieję, że Twój wnuk też jest tak dobrym lekarzem, jakim Ty byłeś. Może odziedziczył po Tobie ten talent.

– Mój wnuk jest dobrze wyuczony, studiował na najlepszej uczelni w kraju. Myślę że dobrze będzie  leczył Helenko Twoją nogę, mnie się nie udało – zaśmiał się cicho.

Dariusz wyjrzał z gabinetu i z uśmiechem zawołał dziadka:

– Co Ty tu robisz kochany, zostawiłeś babcię samą w domu?

Wiktor się uśmiechnął i powiedział:

– Babcia też chciała jechać ze mną, ale jej nie pozwoliłem. Pogoda nie najlepsza, zimno jest, a ona coś kaszle, nie czuje się najlepiej. Przyjechałem Cię zobaczyć i zapytać, czy byś do nas nie wpadł i nie przebadał babci. Osobiście chciałem jej pomóc, ale ona się upiera, że tylko Tobie da się zbadać. Mówi, że jaj już jestem stary, dawno nie leczyłem ludzi, a co młody to młody. Jest bardzo uparta i nic na to nie poradzisz.

Wiktor oczywiście wymyślił tę chorobę żony, aby podstępem ściągnąć Dariusza do nich do domu i sprawić żonie niespodziankę.

– No tak, jak zwykle, troszczysz się o babcię, a o siebie w ogóle nie dbasz. Kiedy Ty dziadku robiłeś jakieś badania?

– Oj, młody, nie zawracaj głowy, nic mi nie jest i długo nie będzie – powiedział Wiktor śmiejąc się.

Dariusz zapewnił dziadka, że jeszcze dzisiaj przyjedzie zbadać babcię, pożegnał się ze starszym mężczyzną, miał jeszcze kilku pacjentów.

Wiktor wyszedł z gabinetu zadowolony, że załatwił sprawę i wreszcie porozmawia z wnukiem na spokojnie, kiedy do nich przyjedzie, a żona bardzo się ucieszy, bo ciągle mówi o wnuku, widać, że tęskni.

Mężczyzna szedł do wyjścia korytarzem przychodni, słuchając szeptów ludzi :

– To był jego dziadek, ciekawe, czy młody doktor, też jest takim wspaniałym lekarzem.

Jak to miło spotykać ludzi, którzy dobrze myślą i mówią o Tobie po tylu latach. Nie zapomnieli, jak doktor Wiktor oddawał im całe serce, bo to był prawdziwy lekarz z powołania.

Oceń artykuł
TwojaCena
Lekarz z powołania