Po ślubie spędziliśmy nasz miesiąc miodowy w Sharm El Sheikh. Piękna pogoda, spokojne i ciepłe morze, wycieczki do ciekawych miejsc. Bardzo nam się tam podobało. Dwa tygodnie odpoczynku dobiegły końca, nadszedł czas na powrót do domu, do codziennych obowiązków i nauki życia rodzinnego.
Wróciliśmy do codzienności. Oprócz szczęścia widzenia kochanej osoby rano, są jeszcze inne, nie tak przyjemne, ale konieczne obowiązki domowe.
Minęły trzy miesiące. Pewnego dnia Ola wyskoczyła z łazienki z radosnym wyrazem twarzy i rzuciła się na mnie z pocałunkami. Powodem jej radości były dwie kreski na teście ciążowym. Wiadomość niesłychanie nas ucieszyła, chociaż nie planowaliśmy tak szybko mieć dziecka. Oboje szaleliśmy ze szczęścia.
Kilka dni później ja i moja żona odwiedziliśmy klinikę, gdzie Ola przeszła badanie USG. Badanie wykazało, że żona jest już w dziewiątym tygodniu w ciąży. Szybko policzyłem, ile czasu minęło od naszego ślubu. Wynik mnie zaskoczył. Od naszego ślubu minęło dopiero 7 tygodni. W głowie zaczęły kłębić się myśli.
Czytaj też: Nie mogę znieść synowej. Nic nie wniosła w posagu, a jeszcze nie docenia tego, co my daliśmy
Przed ślubem żona pojechała do swojej matki na kilka dni. Widocznie tam mnie zdradziła, a dziecko nie jest moje.
Wróciliśmy do domu. Myśl o zdradzie małżeńskiej nie opuszczała mnie. Nastrój był gorszy niż kiedykolwiek. Ola, wyczuwając mój ponury nastrój, zaczęła drążyć pytaniami. Przedstawiłem swoje obliczenia i wnioski wynikające z nich, a potem bezpośrednio zapytałem: „Czyje to dziecko?” Żona najpierw była zaskoczona, a potem zaczęła mnie zapewniać, że to moje dziecko, że jestem jej pierwszym i jedynym mężczyzną. Ale ja przedstawiałem swoje argumenty.
Wtedy Ola przeszła od obrony do ataku, oskarżając mnie o nadmierną nieufność i bezpodstawne oskarżenia. Pokłóciliśmy się. Nasz związek się zmienił, stał się chłodniejszy.
Zgodziliśmy się, że poczekamy na narodziny dziecka, a jeśli nadal będę miał wątpliwości, przeprowadzimy test na ojcostwo. Tak doczekaliśmy do narodzin dziecka. Oczywiście, nadal kochałem Olę i starałem się jej pomagać, ale dawnej namiętności już nie było…
Gdy po raz pierwszy trzymałem dziecko w ramionach, z uśmiechem popatrzyłem na nie. Moja kopia. Nawet pieprzyk nad lewą brwią miało taki sam jak u mnie. Nie było potrzeby robić, żadnych testów. Żona patrzyła na nas z radością. Nigdy nie miała wątpliwości, że jestem ojcem dziecka. A później jeszcze lekarz wyjaśnił mi, na jakiej podstawie wylicza się datę poczęcia.
Boże, jaki ja byłem głupi. Dobrze, że mam tak kochającą i wyrozumiałą żonę. Wiele przeze mnie wycierpiała, ale postaram się jej to wszystko wynagrodzić i naprawić naszą relację. Mamy pięknego syna i siebie. To jest najważniejsze.




