Nienawidzę ludzi, którzy żyją na cudzy koszt. Byłam na kuzyna zła, ale nie mogłam nic zrobić. Przeprowadziłam się do miasta, a raczej pojechałam tam studiować; ukończyłam studia i potem spotkałam swojego przyszłego męża. Tak ułożyło się moje życie. Byłam szczęśliwa w małżeństwie i niedługo potem urodził się nasz syn. Teraz ma dziesięć lat. Mieszkamy w trzypokojowym mieszkaniu w Warszawie i jeździmy na wakacje za granicę, kiedy tylko możemy. Jednym słowem, udało mi się zorganizować życie tak, jak o tym marzyłam. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że ma do mnie ogromną prośbę.
Na początku się przestraszyłam, bo zawsze myślę o najgorszym, ale kiedy mi wszystko opowiedziała, uspokoiłam się. Problem był niewielki. Mama powiedziała mi, że mój kuzyn przyjeżdża do miasta na studia i chce zamieszkać ze mną i mężem. Mama, oczywiście, próbowała przekonać swoją siostrę, aby wynajęła dla syna kawalerkę albo pokój, żeby mi nie przeszkadzać – ale nie udało jej się.
– Mamo, dam mu pomieszkać u nas przez pierwszy miesiąc, najwyżej dwa – nie więcej. Znam jego charakter, nawet tydzień będzie trudny, ale póki on szuka akademika, niech mieszka u mnie – powiedziałam mamie.
Czułam, że było jej niezręcznie prosić mnie o coś takiego, ale próbowałam rozładować napięcie. Przyjechał do miasta, a mój mąż pojechał go powitać.
I wiecie co? Kuzyn nawet z przyzwoitości nie kupił czekolady dla mojego syna. Zresztą, w ogóle, kiedy się idzie w gości – coś trzeba kupić. Po jednym dniu pokój, w którym się zatrzymał, przekształcił się w chlew. Byłam wściekła, a jemu wszystko było obojętne.
– Słuchaj, kuzynko, muszę zostać u Ciebie jeszcze na kolejny miesiąc, bo proszą o zaświadczenia lekarskie, a ja ich nie mam, więc na razie nie mogę się wprowadzić do akademika – powiedział mi kuzyn niedawno.
Byłam wściekła, w jakim akademiku wymagają zaświadczeń od lekarza? Studiowałam już dawno, ale wątpię, by coś takiego było potrzebne. Od razu powiedziałam o tym mężowi, on załatwił mu pokój w akademiku od ręki. Okazało się, że nie trzeba mieć żadnych badań lekarskich i tego samego dnia spakowaliśmy jego rzeczy i zawieźliśmy go do nowego lokum.
Moja ciotka jest oczywiście na mnie obrażona. Ale co ona sobie myślała? Że będę utrzymywała jej synka za darmo i jeszcze bez słowa wdzięczności?





