Kupiłam dla zięcia samochód, by miał czym jeździć do swoich kochanek. A to prawdziwy łajdak!

Zbałamucił mnie, że taka dobra ze mnie teściowa, to na pewno mu pomogę z kupnem samochodu. Przecież to nie dla niego, a dla dzieci. Będzie samochód, będą pieniądze dla rodziny. Ach, głupia! Dałam się nabrać i wychodzi na to, że ja maczałam palce w jego podróżach do kochanek.

Mieszkałam i pracowałam w Norwegii przez dziesięć lat, a wszystko to ze względu na moje dwie córki. Chciałam, żeby żyły lepiej ode mnie. Cztery lata temu zabrałam do siebie najstarszą córkę z mężem i dwójką dzieci.

Moja najmłodsza córka pozostała w domu rodzinnym na wsi. Marta również wyszła za mąż i sprowadziła do naszego domu swojego męża. Nie lubiłam go, ale wszyscy mi mówili, że lepiej się nie wtrącać, bo nie do mnie należy życie z nim. Dlatego milczałam.

Moja Marta nie przepracowała ani jednego dnia, najpierw była na dwóch urlopach macierzyńskich, a potem została gospodynią domową. Zięć również nie miał szczególnie stabilnej pracy, nie przeszkadzały mu zarobki. Na wsi byliśmy pośmiewiskiem. Ludzie śmiali się, że matka jest w Norwegii, a córka i wnuki chodzą w byle jakich ubraniach albo nie płacą opłat na czas. Ale czy to mój obowiązek? Córka ma już męża, ja mogę ich wesprzeć tylko od czasu do czasu.

Któregoś dnia wpadłam w złość i nawet pomyślałam, żeby już nie dawać im pieniędzy. Ale wtedy zadzwoniła do mnie córka i kazała dać im 20 tysięcy na samochód. Zięć chciał pracować w mieście jako taksówkarz i tak zarabiać na życie. Mówił, ze to pewny zawód.

Uwierzyłam i dałam. Chociaż na początku miałam wiele obaw. Do miasta mamy niedaleko, pół godziny drogi, ale zawsze myślałam, że jak ktoś chce pracować na taksówce, to nie musi mieć własnego samochodu. Wystarczy pójść, podpisać umowę… Ale co ja tam wiem.

Zięć kupił samochód, i co?

 

Przeczytaj także: Odkąd wróciłam do domu, nie poznaję mojej synowej. Bezczelnie prosi o pieniądze!

 

Zamiast zarabiać, zaczął godzinami spędzać na poprawianiu go. Coś mu się wciąż nie podobało i od świtu do nocy grzebał.

Myślałam, że robi to u siebie w garażu, dopiero później córka przyznała mi się, że wyjeżdżał na ten czas z domu. I jak się okazało, to była tylko wymówka!

Jeździłby tak dalej, gdyby nie to, że córka dowiedziała się o zdradzie od dobrych ludzi. Jak się okazało, dołożyłam własne pieniądze, by ten człowiek miał czym jeździć do kochanek w mieście!

Córka zabrała dzieci i przeprowadziła się za mną do Norwegii. Załatwiłam jej pracę, minęło pół roku, a teraz dzwoni do niej zięć i prosi, aby mu przebaczyła i wróciła do domu.

Jestem temu kategorycznie przeciwna. Żadna kobieta w naszej rodzinie nie będzie wybaczała zdrajcy.  Ale widzę, że moja Marta jest gotowa mu wszystko zapomnieć i wrócić. Ona mnie nie słucha.

Byłam w szoku, gdy mój 13-letni wnuk, najstarszy syn Marty, powiedział, że jeśli wróci do ojca, to on nie chce jej znać i zostaje tu ze mną. Pomyślałam, że ​​słowa syna ją poruszą. Jednak jej miłość do męża przewyższa zdrowy rozsądek.

Dom na wsi jest nadal formalnie mój. Powiedziałam jej, że nie chcę tam widzieć tego człowieka. Jak chce z nim mieszkać, to muszą iść na swoje. A ona odpowiedziała mi, że co ze mnie za matka, która nie pragnie szczęścia dla swojego dziecka…

Ale ja właśnie pragnę jak największego szczęścia dla swoich córek, a dla wnuków tym bardziej. Tutaj mają wszystko, dobrą pracę, spokojne wynajmowane mieszkanie, wnuki poznały rówieśników. Sytuacja nie jest łatwa i nie wiem co robić.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kupiłam dla zięcia samochód, by miał czym jeździć do swoich kochanek. A to prawdziwy łajdak!