Kolorowe Skarpetki – modny dodatek w każdej polskiej garderobie

Skarpeteczki

Ach, mój słodziaku! Kochanie moje! Boże, czemu te maluchy są tak cudowne, co? Barbara Michalewska tuliła wnuczka, z dumą prezentując się przed kamerą.

Półroczek Stasia obchodzono z wielkim rozmachem. Animatorzy, balony, tort niczym z cukierniczego snu. Babcia z dziadkiem naprawdę się postarali. Kasia nie była wielką zwolenniczką tego pomysłu. Owszem, doceniała, że rodzice chcą sprawić jej i synkowi radość, ale jak w dzieciństwie szybko zmęczyła się gwarem oraz śmiechami. Staś najwyraźniej miał to po niej, bo już po pół godzinie rozszlochał się na cały głos i Kasia musiała z nim przenieść się do salonu. Pozamykawszy szczelnie okna, usiadła z synkiem w fotelu i po kilku minutach Staś już spał.

Utrudziłeś się, skarbie mój. Jeszcze za wcześnie dla ciebie na takie zabawy.

Barbara weszła do pokoju dziecięcego, trzymając przygotowany prezent.

Śpi?

Zmęczył się. Mówiłam ci, mamo, że jest za mały na takie imprezy.

Nic się nie stanie, przyzwyczai się. Kochanie, możemy sobie pozwolić na taki bal dla ukochanego wnuczka. Ileż czasu na niego czekaliśmy! Patrz, co mu kupiłam! Czy to nie cudo?

Szelest papieru obudził dziecko, które niespokojnie się poruszyło.

Mamo, zróbmy to później, dobrze? Kasia podniosła się i zaczęła powoli krążyć po pokoju, kołysząc Stasia.

No i widzisz! Wybierałam, namyślałam się, a to nawet cię nie ciekawi! Barbara odłożyła pudełko na stolik z lekkim grymasem.

Przestań, mamo, bardzo mnie ciekawi! I jestem pewna, że prezent będzie cudny! Kasia uśmiechnęła się pojednawczo. Możesz przynieść mi coś do picia? Strasznie chce mi się pić!

To połóż dziecko i chodź do kuchni.

Obudzi się.

No i co z tego? Pójdziemy na spacer!

Mamo, jak teraz się obudzi, będzie długo płakał i krzyczał. Sama przyznaj, to nie najlepszy pomysł.

Kasiu, dziecko trzeba wychowywać od malutkiego. Co to znaczy będzie krzyczał? Dobrze wychowane dzieci nie krzyczą!

Kasia na chwilę przystanęła, lecz po sekundzie znów zaczęła swój taniec kołysankowy, płynnie przechodząc z kroku w krok, jakby znała te ruchy całe życie. Dobrze wychowane dzieci nie robią rzeczy, które się dorosłym nie podobają. A dobrze wychowane dziewczynki muszą być we wszystkim wzorem: proste plecy, broda wysoko, pierwsza pozycja! I żadnych protestów!

Zejdę do gości. Ty odkładaj Stasia i chodź na dół. Gospodyni powinna być przy stole.

Zastąp mnie, proszę, mamo.

Barbara wyszła, a Kasia znów opadła w fotel, przytulając synka. Jak wiele musiała przejść, by ten chłopiec się pojawił!

Kasia pochodziła z bardzo porządnej rodziny. Dziadek był profesorem, a babcia chirurgiem w jednym z najlepszych szpitali. Ojciec również poszedł w ślady rodziny, został lekarzem. Kasia nigdy nie pojęła, jak to się stało, że tak rozumny, pewny siebie mężczyzna zmienił się w uległą glinę w rękach matki. Barbara z nauką nie miała wiele wspólnego. Ledwo skończyła studia, odłożyła dyplom na półkę i zaczęła szukać męża właściwie, to babcia Kasi, Maria Kurowska, szukała męża dla córki. I faktycznie, doskonale sobie z tym poradziła. Rodzice poznali się na jubileuszu, potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Piękna, przebojowa Basia szybko zaczarowała Andrzeja i wkrótce zrobiono wystawne wesele, po którym młodzi wprowadzili się do nowiutkiego mieszkania spółdzielczego, kupionego przez rodziców. Kasia pojawiła się dwa lata później, od razu trafiając pod władzę babci. Maria przejęła całą kontrolę nad nianią i zajęcia, które wydawały jej się stosowne dla dziewczynki, wybierała osobiście: dwa języki, balet i prywatna nauczycielka muzyki.

Dziecko musi mieć wszystko perfekcyjne!

Kasia spędzała weekendy w muzeach i teatrze, pod czujnym okiem babci. Rodziców widywała rzadko ojca pochłaniała praca, a matka wpadała tylko, całowała córkę i zaraz uciekała na kolejne przyjęcie.

Wysiłki babci przyniosły efekt Kasię najpierw przyjęli do szkoły baletowej, później zatrudniono w znanym teatrze. Kariera układała się dobrze, gdy poznała przyszłego męża. Marcin nie spodobał się nikomu poza jej ojcem.

Boże! Jaki mezalians! Maria z jękiem leżała na kanapie, trzymając się za skronie. Kochanie, przemyśl to! Po co ci taki chłop jak Marcin? Przecież on się nie potrafi wypowiedzieć!

Babciu, przy tobie mało kto potrafi składnie mówić Kasia siedziała w fotelu ze skrzyżowanymi nogami, co w innej sytuacji skończyłoby się karceniem. Teraz jednak myśli Marii zajmowało co innego.

Co ty przez to rozumiesz? Maria uniosła się, patrząc podejrzliwie na wnuczkę.

Chcę powiedzieć, że mało jest ludzi, którzy mogą dorównać ci intelektualnie.

Maria zmierzyła wnuczkę wzrokiem.

A poza tym, Marcin nie tylko mi się podoba. Ja go kocham, babciu. Chyba zgodzisz się, że to właśnie miłość jest siłą napędzającą sztukę?

Daj spokój sztuce! Jak ty zamierzasz z nim żyć?

Długo. I jeśli się da, szczęśliwie.

Swoją drogę Kasia wywalczyła, nie bez trudności, słuchając niekończących się wyrzutów i próśb o opamiętanie. Patrząc Marcinowi w oczy, zdecydowanie powiedziała tak i postawiła kropkę na wszelkich sprzeciwach. Dla Marcina Kasia była jak żywy cud, który zszedł z piedestału. Delikatna, wrażliwa, a jednocześnie z silnym charakterem pod tą kruchością. Odtąd chciał ją chronić przed całym światem.

Nie mam ci na razie wiele do zaoferowania. Ale zrobię wszystko, byś była szczęśliwa. Potrafię jedno kochać cię.

Te słowa wystarczyły Kasi z nawiązką. W końcu ktoś chciał ją taką, jaka jest. Bez żadnych wymogów.

Ich droga nie była prosta. Marcin nie miał protektorów ani bogatej rodziny. Ojciec dawno zmarł, wychowała go mama, Anna Marciniak, oddana pracy w szkole podstawowej. Dzieci ją uwielbiały. Syn się nią zachwycał. To ona wspierała go, gdy zdawał na dobre studia, później z dumą patrzyła, jak je kończy. Pewność, że Marcin poradzi sobie ze wszystkim, była dla Anny filarem życia. Sprzedała swoje większe mieszkanie, przekazała synowi różnicę i pomogła mu rozpocząć własną działalność. Marcin był pracowity i zdolny po dwóch latach firma już przynosiła zyski, a po kolejnych dziesięciu stała się jedną z największych w branży. Nawet Maria musiała uznać sukces zięcia. Ostatecznie pogodziła się z nim po narodzinach prawnuka.

Kasia pragnęła dziecka z całych sił. Wielkich ludzi się nie rodzi, a ona nie chciała być wielką, tylko szczęśliwą kobietą. Niestety jakby los uważał, że nie jest gotowa na bycie matką długie badania, dwie operacje i żadnego rezultatu. Kasia płakała nocami, ukrywając łzy przed mężem, nie chcąc go zasmucać miał prawo zostać ojcem. Gdy zdecydowała, by dać mu wolność, rozbawił ją tylko do łez:

Kochanie, przecież ty jesteś moim światem. To nie dziecko jest celem To ty.

Kasia płakała tym razem z ulgi.

Zrozumieć to było łatwo, ale zaakceptować nie. Próbowała się pogodzić, uspokoić nerwy Matka dorzucała oliwy do ognia, narzekając kokieteryjnie, że wszystkie koleżanki już są babciami, tylko ona ciągle młoda i beztroska. Przyjaciółki zapraszały na urodziny dzieci, więc Kasia godzinami wybierała prezenty, by sprawić im radość. Z czasem emocje zaczęły powoli przygasać. Kasia przestała rozczulać się nad cudzymi maluchami, zastanowiła się i założyła własny baletowy zespół.

Muszę się czymś zająć, bo zwariuję!

Marcin nie rozumiał do końca, ale Anna wytłumaczyła mu:

Synu, nie masz pojęcia, jak jej ciężko. Kobieta, która kocha, marzy o dziecku. Wspieraj ją, niezależnie, czego chce.

Rozumiem, mamo.

Pomógł znaleźć lokal. Na widok przestronnej, jasnej sali Kasia klasnęła z zachwytu:

O rany! Właśnie tego chciałam! Jesteś niesamowity!

Sprzęt, rekrutacja, zajęcia to wszystko zajęło głowę Kasi. Pierwsze symptomy ciąży zignorowała, uznając je za zmęczenie. Problemy już przecież były.

Kasiu, zapytam, nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz, dobrze? Anna przyjrzała się synowej podczas spotkania w ulubionej kawiarni. Czy ty jesteś w ciąży?

Kasia zamarła, niemal nieprzyjaźnie patrząc na teściową. Czuła, że dotknięto jej największej rany.

Nie obrażaj się! Po prostu mi się wydaje

Wydaje się Pani! Kasia wstała gwałtownie, ale zaraz przysiadła, bo zrobiło jej się słabo. Pyszna kawa i desery nie kusiły. Męczyły ją zawroty głowy i mdłości.

Anna zawołała kelnera, prosząc o szklankę wody.

Posiedź moment.

Po chwili wróciła i podała Kasi małe pudełeczko.

Po co zgadywać?

Zdziwieni kelnerzy patrzyli, jak obie kobiety po chwili tańczą śmieszny taniec, śmiejąc się i płacząc naraz. Szczęście na ich twarzach udzieliło się wszystkim w kawiarni.

Staś przyszedł na świat zdrowy, choć narobił lekarzom stracha.

Balerina, co? uśmiechnął się neonatolog.

Oczywiście.

Chłopak piękny.

Zdziwiona?

Trochę. Zwykle problemów więcej, a tu okaz matczynej roboty!

Teraz Kasia budziła się rano z poczuciem takiej pełni szczęścia, że zaczęła się tego bać. Przecież jednemu człowiekowi tyle szczęścia nie przystoi?

Nie jesteś sama, kochanie. Nas jest dwóch Marcin patrzył na malutką twarzyczkę syna otulonego koronkami, starannie wybranymi przez Barbarę.

Wyjście ze szpitala było dla Kasi koszmarem. Choć Marcin prosił o spokój, Barbara dopięła swego: fotografowie kręcili się wokół niej i dziecka, rodzina wiwatowała. A w domu czekał zastawiony stół i kolejni goście.

Kasia z trudem stała, obolała, marząc tylko o prysznicu i odpoczynku.

Mamo, po co ta cała pompa?

Dziecko! Przecież to uroczystość! Tak trzeba! Jestem szczęśliwa!

Kasia wiedziała, że nie wygra tej bitwy. Mozolnie weszła po schodach do mieszkania i westchnęła, widząc tłum. Nie wszyscy przyszli po odbiór ze szpitala.

Kochana, to najbliżsi!

Spojrzała pytająco na Annę stojącą w korytarzu i uśmiechnęła się słabo. Stać było coraz trudniej, lecz goście nie przestawali napływać.

Może pożyczę na chwilę wnuka i jego śliczną mamę? Anna stanowczo przejęła inicjatywę. Musimy sobie coś wyszeptać.

Zabrała Kasię na górę, do sypialni.

Kładź się. Ja przygotuję ci wszystko i pójdziesz pod prysznic. Głodna jesteś?

Kasia tylko skinęła, patrząc jak mąż odkłada synka do kołyski, lecz zaraz niepokoiła się.

Muszę zejść do gości.

Komu musisz? Anna zmarszczyła brwi. Bezbłędnie sobie poradzą bez ciebie. Dziesięć minut kurtuazji starczy.

Kasia z ulgą zamknęła oczy i zaraz zasnęła, widząc krzątającą się po pokoju Annę.

Śpisz już? No to spać! Anna okryła jej nogi kocykiem. Ja popilnuję Stasia.

Za Stasiem… Kasia zasypiała i nie zobaczyła już czułej miny teściowej. Staś to imię po ojcu Marcina.

Barbara przyszła na górę po chwili, zagniewana, widząc córkę śpiącą, zamiast przyjmować gości.

Jak to się nazywa?

To się nazywa: młoda, karmiąca matka. Potrzeba jej ciszy i spokoju, inaczej nasz chłopiec nie będzie miał pokarmu.

Nonsens! Kasię karmiłam dwa dni i wyrosła zdrowa! Barbara już ruszała do pokoju, lecz Anna chwyciła ją pod ramię.

A może uczcijmy nasz nowy status? Czekałyśmy na to długo. Jak myślisz, lepiej babcia czy po prostu po imieniu?

Marcin zamknął za nimi drzwi i podziękował matce w myślach. Z teściową miał trudne stosunki. Barbara z ochotą korzystała z wszelkich dobrodziejstw zięcia jego zdania przy tym w ogóle nie uwzględniając. Marcin, z natury niekonfliktowy, miał z nią mało cierpliwości. Z teściem, Andrzejem, dogadał się świetnie ten docenił biznesowy talent Marcina, choć na temat rodzinnego matriarchatu milczał.

Zmienisz ją? Zamiast tego będziesz miał żywy wulkan w domu

Kasia obudziła się po półtorej godziny, zdezorientowana. Staś właśnie się przebudzał, na dole było słychać śmiech. Nakarmiwszy synka, doczekała się męża i wreszcie dotarła pod prysznic. Siedząc potem przy oknie z talerzem domowego krupniku od Anny, dopytywała teściową o opiekę nad dzieckiem.

Coś tam mi pokazywali w szpitalu, ale to kropla w morzu. Boję się! odłożyła łyżkę.

Jedz i się nie zamartwiaj. Dzieci są mocniejsze, niż myślisz. A ty jesteś matką. Poradzisz sobie. Jak ja rodziłam Marcina, nie miałam nikogo. Też się bałam, zrobiłam błędy, ale wyszło. Zawsze wiesz najlepiej, co jest najlepsze dla twojego dziecka nigdy w to nie wątp! Może brzmi to górnolotnie, ale tak jest. Spróbuj.

Czas pokazał, że Anna miała rację. Kasia szybko się uczyła, lęków nie brakowało, jednak przestała się bać aż tak bardzo.

Pierwsze pół roku minęło błyskawicznie. Anna odwiedzała raz-dwa razy w tygodniu, za każdym razem gotując i sprzątając. Początkowo Kasia czuła się źle z tym, lecz teściowa tłumaczyła:

To czas niezmiernie krótki. Chwytaj każdy uśmiech i nowość. Nie zmarnuj tego. Ja póki co poradzę sobie z mopem.

Barbara bywała rzadziej, ale każda jej wizyta była małym przedstawieniem.

Kasia, popatrz, jaką znalazłam spacerówkę! Cudo po prostu!

Mamo, my mamy świetny wózek!

Ale ten jest niesamowity! Ubieraj Stasia, idziemy na spacer testować sprzęt!

Długi czas Barbara nawet nie chciała mówić do wnuka po imieniu.

Gdzie wy wytrzasnęliście to imię? Nie można było wymyślić czegoś innego? Staś! Przecież zwykłe

Mamo, królewskie imię! Co ci nie odpowiada?

Chłopak będzie się z tym męczył. W szkole dzieci go wyśmieją!

To pójdzie do normalnej szkoły! I chyba rodzice powinni wybierać imię!

Babcia ci wybrała! Ja dałabym ci inne!

Dobrze, że dla własnego syna mogłam już wybrać sama.

Barbara prychała, brała wnuka na spacer, dumna jak paw, że ludzie mylą ją z mamą malucha. Było jej miło, lecz w małym osiedlu szybko wszyscy wiedzieli, że to wnuk. Barbara zaczęła więc wpadać na kawę, całowała Stasia i leciała załatwiać sprawy.

Będę babcią-świętem! coraz to nowa grająca zabawka lądowała na półce.

Wszystko nabrało rytmu.

Impreza z okazji półrocza Stasia mogła się skończyć awanturą.

Kasia rozpromieniła się do dziecka i sięgnęła po pudełko od Barbary. Oczom ukazała się urocza srebrna grzechotka.

Staś, popatrz, jaka piękna!

Malec obracał zabawkę, pokazując dwa dolne ząbki.

A co dostałeś od babci Ani? Kasia otwarła torebkę, którą teściowa zostawiła, wychodząc z pokoju.

Biały kaftanik, własnoręcznie wydziergany przez Annę, był tak miękki i delikatny, że Kasia przytuliła go do policzka.

I skarpeteczki! Cudne! Masz z babcią prawdziwą artystkę!

Barbara, która weszła w tym momencie, na chwilę zachwyciła się:

Ojej, arcydzieło! To jakiś designer projektował?

Nie, sama Ania zrobiła.

Barbara pokręciła sweterkiem.

Nie mogła pomyśleć o czymś lepszym? Pierwszy prawdziwy jubileusz, a tu coś wydziergane. Skąpstwo! W głowie się nie mieści!

Mamo!

Co? Nie mam racji?

Kasia nie wiedziała, gdzie się podziać, wiedząc, że Anna wszystko słyszy. Teściowa zostawiła dla niej kompot i wyszła po cichu. Kasia dopiero po zejściu na dół dowiedziała się, że Ania pojechała do domu.

Marcin! Wstyd mi!

Za co? Przecież to nie twoje słowa?

Powinnam była od razu zareagować! Tak nie wolno!

Nic się nie martw. Mama mądra na pewno nie ma żalu.

Kasia długo planowała, jak naprawić napięcie, aż życie wyrównało sprawy samo. Próbowała rozmawiać z Anią, ta zawsze ucinała temat.

Kasiu, naprawdę nie przejmuj się. Nic się nie stało.

Mimo to, Kasi wciąż czegoś brakowało. Szukała okazji, by naprawić tę niewidzialną rysę.

Gorsze samopoczucie pojawiło się w dzień, gdy w domu była tylko z synkiem. Zadzwoniła do Marcina wyłączony telefon. Zapewne na spotkaniu. Ojciec pracował pewnie na dyżurze w szpitalu. Zadzwoniła do mamy, a Barbara rozgadała się w słuchawce:

Cześć, kochana! Jak tam Staś? Dawno się nie widziałyśmy, co? Od imprezy! Była cudowna, wiedziałam, że warto. Wszyscy zachwyceni!

Mamo

Nie dziękuj! W końcu jestem babcią! Ach, przepraszam, mam drugi telefon!

Barbara rozłączyła się, a Kasia bezradnie patrzyła na wyświetlacz. Ponowne próby tylko sygnał zajętości.

Ból się nasilał. Kasia zadzwoniła w końcu po pogotowie i do Anny.

Kasia?

Proszę obraz świata zaczął jej się rozmazywać. Staś

Anna nigdy tak nie biegła. W kapciach, torba w garści, wybiegła na ulicę.

Oszalała pani?! kierowca zatrzymał się na drodze.

Proszę! Córka bardzo źle się czuje! Szybko!

Wsiadaj!

Anna trzymała się kurczowo, gdy samochód rwał przez miasto.

Spokojnie! Trzydzieści lat za kółkiem. Wypadku nie miałem. Zdołamy!

Karetka przyjechała chwilę po tym, jak Anna wysiadła z taksówki.

Tutaj! wołała, prowadząc lekarzy.

Kasia szybko odzyskała przytomność.

Musimy panią zawieźć do szpitala.

Dokąd? Po co? była oszołomiona.

Kasiu, musi tak być. Ja się zajmę Stasiem! Marcin już jedzie.

Operacja się udała, po dwóch tygodniach Kasię wypisano. Chciała do domu, ale ojciec nalegał na spokojniejszy powrót.

Zdrowie to nie żart, córeczko! Jesteś potrzebna Stasiowi cała i zdrowa!

Po powrocie przytuliła najpierw synka, potem zadzwoniła do mamy.

Mamo!

Kasiu! Jak się czujesz?

Średnio. Potrzebuję pomocy.

Jakiej? w głosie Barbary pojawiły się dziwne nuty.

Chciałabym, żebyś zamieszkała u nas na jakiś czas. Nie mogę dźwigać, musisz pomóc z Stasiem.

Oczywiście! Kasiu, ale nie tak to sobie wyobrażałam. Mam już zabukowany wyjazd Samolot za dwa dni! Stracę zaliczkę! Tak się na to cieszyłam

Kasia zamknęła oczy i wyłączyła telefon. Widać, musi sobie poradzić. Nakarmiła synka i położyła się, zmęczona. Kiedy ten ból w końcu odejdzie?

Obudziły ją kroki w pokoju.

O! Nie chciałam cię budzić! Anna wzięła Stasia na ręce i uśmiechnęła się do synowej. Jesteś głodna? Zrobiłam twoją ulubioną zupę, jest kompot i świeże drożdżówki. Zaraz nakarmię Stasia, a potem ciebie. Odpoczywaj, jeśli się zgodzisz, zamieszkam z wami na kilka tygodni. Potrzebujesz czasu na dojście do siebie.

Kasia spojrzała na teściową i się rozpłakała.

No, no, mała. Lekarz zalecił pozytywne emocje! Skupmy się na nich, dobrze? Pokażemy ci coś wspaniałego.

Anna odstawiła Stasia na podłogę i, upewniwszy się, że stoi pewnie na nóżkach, puściła go delikatnie. Kasia w jednej chwili zapomniała o wszystkim, widząc, jak jej synek ruszył w jej stronę. Otworzyła ramiona, przytuliła chłopca i spojrzała na teściową.

I jak? Lepszy humor? No właśnie! Anna roześmiała się. A teraz chodź, czas na jedzenie. Musisz nabierać sił, bo kiedy Staś zacznie nie chodzić, a biegać przyda ci się każda energia.

Czasem najcenniejsze prezenty nie mają ceny w złotych, lecz biją ciepłem serca i miłością i tylko to zostaje nam naprawdę na zawsze.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kolorowe Skarpetki – modny dodatek w każdej polskiej garderobie