Kochana Mamusiu

Kiciu, ty czyj jesteś? Zuzanna zamarła, patrząc na wielkiego rudego kota, który okupował jej wycieraczkę.

Kocur, jak łatwo się domyślić, nie miał ochoty jej odpowiadać. Nawet nie mrugnął. Tylko jedno postrzępione ucho lekko zadrgało, jakby chciał powiedzieć: Słyszę, słyszę, ale co się będę tłumaczył

No to w porządku! Zuzanna przewróciła oczami i zaczęła szukać kluczy w torebce.

Kocur, jakby rozumiejąc, co robi, przesunął tyłek o kilka centymetrów, ale z wycieraczki nie zszedł ani na jotę. Obserwował Zuzannę uważnie, jakby był wyznaczony do pilnowania wszelkich nowych lokatorek.

Klucze w końcu się odnalazły, więc Zuza zaczęła walczyć z zamkiem, rzucając tylko kątem oka na nieproszonych lokatorów.

Mieszkanie z Krzysztofem kupili dwa miesiące wcześniej. Malutkie, dwupokojowe, ale dla nich było spełnieniem marzeń! Jasne, ktoś by powiedział: Kto normalny zachwyca się klitką w blokowisku z wielkiej płyty? Mierz wyżej! Ale Zuzannie i Krzysztofowi chciało się wtedy tylko śmiać jeszcze pół roku wcześniej kisili się w jednym pokoju u dziadka, w starej kamienicy, i cieszyli się z każdej chwili samodzielności.

Zuzka, tylko nie pokłóćcie się z sąsiadami! upominała ją teściowa, pani Teresa, gdy myła z nią łazienkę przed ślubem. Porządni ludzie, chociaż czasem zaglądają do kieliszka.

Porządni, ale piją? Dziwna definicja porządności Zuzanna śmiała się, wykręcając ścierkę i zgarniając z czoła niesforne loki.

Jej burza włosów zachwycała Krzysztofa, ale przy sprzątaniu doprowadzała Zuzkę do szału. Ile by spinek nie wepchnęła we włosy, zawsze coś wyskoczyło i robiło z niej dmuchawca na wietrze.

Trudno to wytłumaczyć, kiwała głową Teresa. Los ich nie oszczędzał. Różnie ludzie kierują swoim życiem, nie każdy wychodzi na prostą.

Zuzanna to rozumiała aż za dobrze. Jako sierota, wychowana przez rodzinę zastępczą, która pozbyła się jej równo z osiemnastymi urodzinami jak starej kanapy, nauczyła się, że ludzie łatwo się litują nad sobą, zapominając, że ktoś jest od nich zależny.

Matka zostawiła Zuzkę na dworcu, gdy miała niewiele ponad trzy latka. W kurtce karteczka, a pod pachą jednouchy pluszowy królik. Zuza siedziała na ławce, tuliła królika i wyła do poduszki. Chciało się jej siusiu, ale wiedziała, że jeśli wstanie, mama się wścieknie i pewnie ją zleje. Więc siedziała, kręcąc się na ławce i czekała.

Mama nie przyszła. Za to pojawił się wielki pan w policyjnym mundurze. Coś pytał. Zuzka zacięcie kręciła głową, nie dając się wciągnąć w rozmowę. Płakać już nie umiała: była głodna, przemarznięta i kompletnie pogubiona. Dopiero gdy policjant pogłaskał królika i spytał: Jak się nazywa uszaty?, Zuzka ledwo słyszalnie pisnęła: Stefan

Policjant przelotnie pogłaskał i królika, i Zuzię po głowie i spytał: A mama dawno odeszła?

Wtedy Zuzka nie wytrzymała. Rozpłakała się na cały dworzec, przerażając i policjanta, i wszystkich dookoła. Ludzie czekający na pociągi mijali ją w milczeniu, nikomu nie przyszło do głowy, że sama dziewczynka na ławce to nie jest normalny widok.

Dlaczego mama tak postąpiła, Zuzanna dowiedziała się kilkanaście lat później. Dziwna kobieta zaczepiła ją pod szkołą tuż przed maturą, wyciągając ręce i zawodząc: Córciu, znalazłam cię! Przytul mamę, tak tęskniłam!

Do tego czasu Zuza mieszkała w rodzinie zastępczej pełnej dzieciaków. Rodzice dla zasady zapewniali im jedzenie, ubrania i kursy karate, ale miłość była dla nich pojęciem zbędnym. Każdy wiedział, że osiemnastka = wyprowadzka, bo na twoje miejsce już czeka kolejny szczęściarz.

Nie ufała swojej matce i nie rzuciła się jej na szyję. Chociaż marzyła o tym nocami, przytulając pod poduszką swojego Stefana, to nie jest normalne, gdy twoim najbliższym krewnym jest wypłowiały zając

Marzenie o mamie było więc tylko snem. Miała przyjechać, przytulić, pokochać. Tak przynajmniej wyobrażała to sobie, patrząc ukradkiem na koleżanki z klasy. Ale gdy mama się pojawiła płacząca, prosząca o wybaczenie Zuza nawet nie drgnęła.

Mówiono jej zawsze, że tamtego dworca nie może pamiętać. Była za mała. W końcu przestała się wykłócać, ale wewnątrz dokładnie wiedziała: była zostawiona, było zimno i tłoczno. Wspomnienia, nawet jeśli rwane, zostały.

Jedna z sióstr, Natalia, która chodziła z nią do klasy, wkroczyła wtedy do akcji, stając jak tarcza.

Zuzka, kto to jest? Natalia osłoniła ją przed obcą kobietą.

Nie wiem Zuzannie świat wirował przed oczami.

Proszę pani, pomyłka! Idziemy, to MOJA siostra! rzuciła Natalia stanowczo i odciągnęła Zuzkę ze szkolnego dziedzińca. Powiem o wszystkim mamie! Odejdź!

Mimo że kontakty między nimi były, powiedzmy to delikatnie, średnie, Zuzka uścisnęła rękę Natalii. I tak wróciły do domu trzymając się za ręce. Na pytające spojrzenie matki odpowiedziały razem: Co?!

I od tamtej pory Zuza także miała siostrę.

Natalia, którą życie doświadczało w podobny sposób zostawił ją nie matka, lecz pijący ojciec też bardzo chciała mieć kogoś, kogo mogłaby traktować jak rodzinę, choćby adoptowaną.

Z matką Zuzanna porozmawiała tydzień później. Kobieta codziennie stała pod szkołą, już nie rzucała się w objęcia, tylko prosiła: Porozmawiaj ze mną, córciu!

Wiesz co, nie przejmuj się, niech ją nazywa jak chce, rzuciła Natalia na jej narzekania. To tylko słowa.

Namówiła nawet Zuzkę, by poszła na rozmowę.

Nie masz nic do stracenia, przekonywała. Dowiesz się w końcu, czemu cię zostawiła, a potem przestaniesz myśleć, że to twoja wina.

Skąd wiesz, że tak myślę?! Zuzka aż otworzyła buzię ze zdziwienia.

My wszyscy tak mamy, westchnęła Natalia. Każdy z nas wyrzuca sobie, że był za słaby, za głupi, za niewystarczający.

A ty też?

Też

Nigdy o tym nie mówiłaś

Ty też nie. O takich rzeczach się nie gada. Po prostu się płacze. Ja na przykład płaczę. Ale już mniej, bo trzeba dorosnąć.

Rozmowa z matką niewiele dała.

Zostawiłaś mnie.

Przepraszam, córciu!

Nie nazywaj mnie tak. Wkurza mnie to.

Dobrze już nie będę nie złość się

Czemu tak zrobiłaś?

Było mi ciężko. Nikt nie pomógł, tata cię wygonił

Czemu?

Powiedziałam, że nie jesteś jego.

To prawda?

Nie.

To po co?

Pokłóciliśmy się. Byliśmy młodzi, głupi Potem z moją matką odeszłam się też, a z dzieckiem to trudno, więc

Myślałaś, że karteczka to załatwi? Co z ciebie za człowiek

Jestem winna! Jak mi pozwolisz, spróbuję to naprawić

Co naprawisz?! Oddasz mi lata, których nie miałam? NIE chcę cię znać!

Nie wybaczysz mi?

Nie wiem. Ale nawet wybaczając, nie zapomnę!

A co masz zapomnieć?! Byłaś malutka!

Po tym wyszła bez słowa. I wtedy postanowiła już nigdy nikt nie będzie mówił jej, co ma czuć.

Natalia zrozumiała wszystko doskonale.

Zuza, ty zdecyduj. Jeśli tak czujesz, nie żałuj.

Natalia, jesteś mądra…

Jeszcze nie, ale będę. Chcę być psychologiem. Może wtedy się dowiem, jak żyć dobrze.

I ile się z tych słów potem naśmiały Po kilku latach, kiedy Natalia była już mężatką i matką, powtarzała z przymrużeniem oka:

E tam, bzdura. Nikt nie wie, jak żyć dobrze. Ani ty, ani ja, ani nikt.

To jak żyć, Natalka?

A jak? Wesoło! Tak, żeby twoim było ciepło i miło, a obcym nie chciało się wzdychać z zazdrości nad twoim losem.

Radzisz sobie!

Staram się! śmiała się Natalia, przewijając swoje maleństwo.

Obserwując Natalię, Zuza sama zaczynała patrzeć na swoje bolączki z większym dystansem. No bo co? Mieszkanie w starej kamienicy, ale w centrum, blisko pracy. Trochę malowania, trochę napraw własnych i już! Teściowa, pani Teresa, okazała się mieć rację: sąsiedzi byli ok, córkę stracili, piją z rozpaczy, ale nie urządzają balang. Można zrozumieć, można współczuć.

A tego Zuzannie długo było bardzo trudno się nauczyć. Nikt jej nigdy nie współczuł poza Natalią.

Pomogła dopiero teściowa i dziadek.

Teresa była kobietą z gatunku nie do zdarcia uparta, ale serdeczna i od razu przyjmująca Zuzę jak własną córkę. Wyczyn, śmiała się Natalia.

Nic nie oczekuj na dzień dobry, Zuza, radziła Natalia, szykując ją na spotkanie z rodziną Krzyśka. Nie jesteś im na rękę, sierota, bez własnego kąta. W końcu nawet mieszkania ci przyznali?

Ustawili mnie w kolejce!

A numer pamiętasz? To nie podniecaj się. Jak doczekasz, to raczej ZUS już będzie ci listy o emeryturze słał. Nie licz na cud, dbaj o siebie. I nie zapeszaj przy teściowej żadnym może kiedyś dostanę mieszkanie.

Dlaczego?

Jak dostaniesz, to się będziesz chwalić!

Ach, o to ci chodzi

No. I pamiętaj nie oczekuj niczego, ale i nie graj kolczastego jeża.

Myślisz, że jestem taka naiwna?

Po prostu poznaj ludzi. Nie musi cię polubić od razu, bo jesteś dziewczyną jej syna.

I to Zuzanna rozumiała od początku.

Pani Teresa początkowo za bardzo przyszła jej do gustu nie przypadła. Wszystkiego było w niej za dużo: głosu, energii, gestów. A Zuzka, przyzwyczajona do umiaru, miała ochotę sobie pójść, słysząc ten wieczny fartuszek działajmy na rzecz rodziny.

Zuza, mam już stare palto, pomożesz mi?

Jak?

Pojedziesz ze mną do galerii, pomożesz wybrać. Krzysiek nienawidzi zakupów, a sama biorę pierwsze lepsze łachy. Ja kawał baby, ciężko znaleźć coś sensownego. Proszę!

Zuzanna ulegała niechętnie, a wracała z zakupów z torbami pełnymi prezentów dla siebie: nowa kurtka, buty, torebka o której mogła pomarzyć Teresa nieznosząca sprzeciwu, tylko uśmiechała się łobuzersko, łowiąc jej spojrzenia na witryny.

Zuza wiedziała, że to kobieta z innego świata. Kim ona dla niej była? Przyszłą synową? W sumie nikim. Więc teściowa, która tak z serca obdarowywała i próbowała pogadać o życiu, budziła tylko nieufność. Natalia radziła dziękuj uprzejmie, ale nie daj się rozbroić.

Pani Teresa nie naciskała i dała Zuzce czas. A że chciała żyć osobno rozumiała bez słów.

Dziadek już staruszek, trzeba go mieć na oku. Krzysiek, oddasz mu pokój, a sami zamieszkacie po swojemu. Młodym należy się prywatność.

Dziadek tylko się śmiejąc kręcił głową, a po przeprowadzce, w niedzielę budził córkę:

Wstawaj, leniu! Czas na jogging!

Teresa wzdychała i szła z ojcem do parku, potem pomagała mu w porannej lodowatej kąpieli.

Tato, myślisz, że dobrze zrobiłam?

Jasne! Młodzi muszą się nauczyć wszystkiego na własnych błędach. Sama nie leć ratować, póki o pomoc nie poproszą.

Ale Zuzanna Przyszła do mnie niemal boso.

I tu masz matczyne prawo upewnij się, że nie zginie z głodu, ale nie przesadź. Gorzka jest, dziewczyna dumna, uważaj.

Teresa słuchała tych rad, nie wtrącała się zbytnio.

Przypominała tylko Krzyśkowi, że jego ojciec i babcia bardzo go kochali, nawet jeśli już mało pamiętał.

Byłeś naszym szczęściem! Twój tata liczył, że będziesz grał w piłkę, kupował ci piłki na każdą okazję.

Mamo, a czemu ich zabrakło?

Nie wiem, kochanie. Mgła, złe warunki, jechał babcię zawieźć do chorej siostry. I nie wrócili

Mamo, tęsknisz za tatą?

Bardzo Gdyby nie ty i mój tata, nie wiem, jakbym sobie poradziła. Tak kochałam twojego ojca

A on ciebie?

Bardzo!

Skąd to wiesz?

Bo bycie razem to coś więcej niż wygoda, nie chodzi o rachunki ani partnerstwo Ja chyba nie na czasie, bo nie wyobrażam sobie życia z kimś, by było tylko łatwiej. Chcę po prostu kochać i być kochaną.

Ja też Chcę mieć rodzinę jak ty z tatą.

I chyba dlatego, kiedy w ich życiu pojawiła się Zuzanna, Teresa machnęła ręką i postanowiła się nie wtrącać. Skoro syn wybrał, trzeba się z tym pogodzić.

Z czasem Zuzka zyskała nieprzewidzianą sympatię do teściowej i dziadka.

Gdy dziadek postanowił sprzedać pokój, Zuzka poczuła ukłucie niepokoju.

Zmartwiona? pytał dziadek, układając papiery. Martwisz się o to, gdzie będziecie teraz mieszkać?

Nie. Damy radę. Najwyżej wynajmiemy coś malutkiego. Krzysiek dopiero zmienił pracę, ciężko przewidzieć, ile zarobi. Ja sama mam tylko na tyle, żeby wynająć pokój.

A pokój czym ci się nie podoba?

Gdybym miała środki, odkupiłabym od pana! Na własne mieszkanie długo nie uzbieramy, ale cel już jest! Odkładamy grosik po grosiku, a Natalia mówi, że każdy grosz daje poczucie, że przyszłość nie taka przerażająca. Ma rację!

No, no, zaradne z was dzieciaki! dziadek się śmiał.

Coś śmiesznego powiedziałam?

Dziadek tylko pogładził ją po policzku i poprosił, by nastawiła czajnik.

Napijmy się herbaty i pogadamy. Stara już jestem, tylko takie przyjemności mi zostały. Tereska ci dokucza?

Ależ skąd! Zuza aż podskoczyła. Nigdy mnie nie skrzywdziła!

Widzę, aż się zdenerwowałaś. Weź oddech, dzieciaku przecież to twoja teściowa!

No i co z tego?

Znasz bajki o złych teściowych, co synowe zjadają?

Plotki! Może kogoś zjadły, mnie nie! Zresztą, wy dobrze wiecie, jak jest.

Wiem, i wiem też, że Tereska traktuje cię jak córkę. Nie bój się jej, daj się pokochać. Ona jest bardzo uczuciowa

Ale mnie nie trzeba żałować! Sama mogę wszystkich pożałować!

No i dobrze! Ale czemu nie chcesz, żeby ciebie żałowano?

Nie cierpię, gdy ktoś mi współczuje!

A widzisz! To już mnie nie zapraszaj! dziadek udawał oburzonego.

Dlaczego?

Bo dopóki myślałem, że mnie żałujesz, czułem się jak w rodzinie. A skoro to takie złe, to po co mam przychodzić?

Nie rozumiem Przecież litość to zła rzecz prawda?

Zależy, jak na to patrzeć. Dawniej na wsi mówiło się żalować. To nie znaczyło tylko współczucie kryło się w tym cała paleta uczuć do bliskich. Kiedy ktoś choruje chce czuć się kochany, czy raczej mieć kogoś, kto się nim zaopiekuje? A kiedy dusza boli wtedy też dobrze, gdy ktoś się nami zaopiekuje, po prostu pożali.

Pewnie masz rację

Pamiętaj tylko, że żałować trzeba z głową. Jak współczujesz mężowi-pijakowi, to tylko pogorszysz sprawę Dziecku też trzeba czasem wyznaczyć granice. Po prostu mądrze wybieraj, komu i jak pomagasz.

Ja pana żałuję, bo lubię

I za to cię bardzo cenię! Ja też ciebie!

To kogo naprawdę warto żałować?

Tych, których ci serce wskaże. Rodzina, przyjaciele, zwierzęta. Ale nie dla chwilowego samopoczucia prawdziwie, z sercem. Lepiej pomóc jednemu kotu naprawdę, niż dziesięciu przypadkowym dać smakołyka, a potem zapomnieć.

I właśnie ten rozmowę Zuzka sobie przypomniała, widząc siedzącego przed drzwiami kocura. Dom kupili dzięki wsparciu dziadka i Teresy. Kocur chyba też czekał na czyjeś zmiłowanie. Ani myślał uciekać, pozwolił się pogłaskać, ale do mieszkania nie wszedł. Zamiast tego pognał na górę, zostawiając Zuzę w lekkiej konsternacji.

A jeszcze łaskę robisz! obraziła się Zuzka, już miała zamknąć drzwi, gdy nagle na schodach znów pojawił się rudy.

Tym razem z małym rudym kociątkiem w pysku!

Noż jasny gwint! Zuzka, rozczulona, przygarnęła maluszka do dłoni, a kocur wracał, by znów po chwili przynieść jeszcze jedno rude, przebojowe które uparcie kręciło się pod łapami, zmuszając ojca do kilku nieudanych podejść.

A ty to już matka na medal! Zuzka śmiała się w głos, a kocur, dumny swojej roboty, przekroczył próg z wielką ostrożnością.

Chodźcie, kocurki, nikt wam tu krzywdy nie zrobi! Gdzie wasza matka?

Kocur odpowiedzieć nie zamierzał. Zajął się edukacją kociaków, a Zuza wyciągnęła stary podkład i obserwowała całą kocią rodzinę.

No nieźle, jesteś lepszą matką niż niejedna matka Idę sprawdzić, czym was nakarmić!

Kocur wyraził pełne poparcie dla inicjatyw kulinarnych, a Zuza poleciała do kuchni.

A wieczorem zwołała rodzinę na naradę.

Pani Tereso, jeśli się nie zgodzicie, postaram się znaleźć im dom, ale na ulicę nie wyrzucę! Szkoda ich, takie małe Nie wiem, co się stało z matką, ale to bardzo osobliwa sytuacja, że opiekuje się nimi właśnie kocur.

Zuza, to wasze mieszkanie, ty i Krzyś decydujecie, kto tu mieszka, Teresa głaskała kociaka, uśmiechając się. Poza tym, czym je karmiłaś?

Mlekiem. Całe szczęście już umieją pić z miseczki.

Jednego, jak podrośnie, zabiorę do siebie. Ale reszta?

Znajdę domy dla kociąt, ale kocura zostawię. Będę się od niego uczyć.

Czego, jeśli wolno spytać? uniosła brwi Teresa.

Krzyś tylko się uśmiechnął i dał Zuzce znak.

Bycia dobrą mamą Bo już niedługo będę miała dwóch nauczycieli. Was i tego rudego niańka

Zuzka podrapała kocura za uchem i w końcu, gdy Teresa ją mocno przytuliła, rozpłakała się ze wzruszenia.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kochana Mamusiu