Kochana Mamusia

Hej, futrzaku! Czyj ty jesteś? Zosia zatrzymała się z ciekawością, patrząc na dużego rudego kota, który siedzi tuż przy jej drzwiach.

Kot oczywiście nie odpowiedział. W ogóle nie zareagował na pojawienie się Zosi. Nawet nie zmienił pozycji. Tylko jego poszarpane ucho drgnęło, jakby chciał powiedzieć: Widzę cię, widzę! Ale wybacz, nie zamierzam się tłumaczyć!

No to trudno! Zosia się nadąsała i zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu kluczy.

Kot, jakby rozumiał, co się dzieje, nieco przesunął się na wycieraczce, ale nie odszedł, cały czas bacznie obserwując Zofię.

Klucze w końcu się znalazły, więc Zosia zaczęła walczyć z zamkiem, zerkając nieufnie na nieproszonego gościa.

To mieszkanie ona i jej mąż kupili zaledwie dwa miesiące temu. Małe, dwupokojowe było dla nich spełnieniem marzeń. Ktoś by może powiedział, że nie warto zadowalać się starym M3 w zgniecionej kamienicy i że trzeba dążyć do lepszego. Może i racja. Ale Zosia i Artur wyśmialiby każdemu to prosto w oczy. Jeszcze pół roku wcześniej nie mogli nawet pomarzyć o własnych czterech kątach. Tulili się na stancji u dziadka w jednej izbie i byli wdzięczni za to, że choć na chwilę dano im własną przestrzeń.

Zosiu, tylko z sąsiadami dobrze żyjcie! teściowa Zosi pomagała jej sprzątać pokój przed ślubem. To porządni ludzie. Mimo, że czasami piją.

Ciekawe, co w nich takiego porządnego, skoro piją? Zosia roześmiała się, wykręcając szmatę i odgarniając włosy z czoła.

Jej gęsta czupryna zachwycała Artura, ale przy porządkach była przekleństwem. Jakiekolwiek upięcie wypadało natychmiast, a włosy wirując nad czołem sprawiały, że wyglądała jak szalony dmuchawiec.

Tego się nie da prosto wytłumaczyć matka Artura, pani Tamara, kręciła głową. Dużo przeszli. Nie każdy umie sobie z losem poradzić.

To Zosia rozumiała. Jako sierota, która dorastała w rodzinie zastępczej, skąd wyrzucono ją zaraz po osiemnastych urodzinach, nauczyła się, jak bardzo człowiek potrafi rozczulać się nad sobą, zapominając o innych.

Zostawiono ją, kiedy miała trzy latka. Mama położyła ją na ławce na dworcu, zostawiła liścik w kieszeni i jednouchą pluszową zajączkę. Zosia czekała, jak kazała mama, ściskając swojego Zdzisia, płakała cicho chciało jej się do toalety, ale dobrze wiedziała, że jeśli wstanie z miejsca, to mama się rozzłości. Czekała i wypatrywała mamy.

Mama wróciła tyle że już nie ona, a duży pan w mundurze. Coś zapytał, Zosia tylko pokręciła głową, nie chcąc odpowiadać. Płakać już nie miała siły, było jej zimno, mokro i bardzo głodna. Pan zadawał kolejne pytania, niezrozumiałe i niepotrzebne. Dopiero gdy dotknął ucha jej zajączka i spytał:

Jak się nazywa twój uszaty?

Zosia rozgrzała się uniosła oczy i wymamrotała:

Zdzisio

Pan pogładził najpierw zajączka, potem Zosię i zapytał:

Mama długo już nie wraca?

Tej chwili Zosia nie wytrzymała, ryknęła płaczem. Pan zawołał po pomoc koleżankę przez krótkofalówkę, próbując ją uspokoić. Ludzi na dworcu było pełno, ale nikomu nawet nie przyszło do głowy, że dziecko od kilku godzin siedzi tam samo.

Prawdę o tym, dlaczego mama tak postąpiła, Zosia poznała wiele lat później. Przed maturą podeszła do niej nieznajoma kobieta, wyciągając ręce:

Córeczko, wreszcie cię odnalazłam! Przytul mamę! Tęskniłam tak za tobą!

Zosia była już dawno w rodzinie zastępczej. Rodziców miała niby dobrych, nikt nie chodził głodny, dzieci uczyły się, ale wszyscy wiedzieli, że po osiemnastce trzeba odejść ustąpić miejsca kolejnym.

Choć relacji z rodzicami nie miała ciepłych, nie rzuciła się nieznajomej w ramiona. Mimo że tęskniła za czymś tak bardzo innym Bo to przecież nie tak powinno być, że jedynym bliskim dziecka staje się pluszowy zając.

Zosia marzyła o matce. Wyobrażała sobie, że ta kiedyś przyjedzie, przytuli i zabierze do siebie. Że pokocha. Jak? nie wiedziała, ale obserwowała rówieśników i widziała, że to możliwe.

Tymczasem, gdy ta kobieta naprawdę do niej podeszła, Zosia nawet przez chwilę nie uwierzyła w jej łzy. Słyszała już, że tamten dworzec mógł jej się jedynie przyśnić, bo była za mała na pamięć. Ale to pamiętała. Może nie szczegóły, ale uczucie, chłód i strach, i hałas to było.

Jedna z jej sióstr z rodziny zastępczej, Natalia z którą chodziły do jednej klasy odpowiedziała za nią, gdy Zosia cofnęła się przed obcą kobietą:

Zoska, a ty ją znasz? Natalia stanęła przed nią jak tarcza.

Nie znam świat wirował jej przed oczami, myśli pędziły jak szalone.

Proszę pani, zaszła jakaś pomyłka. To moja siostra! Natalia chwyciła Zosię za rękę i wyprowadziła ze szkolnego podwórka. Powiem mamie! Proszę odejść!

Zosia, choć z Natalią dogadywała się średnio, doceniła pomoc. Do domu wróciły wtedy razem, trzymając się za ręce. Na pytające spojrzenie mamy obie wzruszyły ramionami:

Co?!

I tak Zosia zyskała siostrę.

Natalia, której matka też zostawiła, tylko że z powodu ojca alkoholika, również bardzo chciała mieć kogoś naprawdę bliskiego. Nawet jeśli nie z krwi.

Z matką Zosia spotkała się po tygodniu. Kobieta czekała codziennie pod szkołą, prosząc:

Porozmawiaj ze mną, córeczko!

Córeczko strasznie Zosię drażniło, ale Natalia machała tylko ręką.

Niech sobie gada, jak chce. To tylko słowa.

Natalia namówiła ją jednak na rozmowę z matką:

Nic nie tracisz. Zadaj jej pytanie, powiedz, co myślisz. Przynajmniej będziesz wiedzieć, co robić dalej, a wyrzuty sumienia miną.

Skąd wiesz, że mam wyrzuty? Zosia była w szoku.

My wszystkie tak mamy. Myślimy, że jesteśmy gorsze, bo nas zostawiono.

Ty też?

Ja też.

Nigdy nie mówiłaś

Bo o tym się nie mówi, Zosiu. To się chowa w sobie i płacze w poduszkę. Ale już zaraz dorosnę czas się pozbierać.

Rozmowa z matką nie zmieniła wiele.

Zostawiłaś mnie.

Wybacz mi, córeczko!

Nie mów do mnie tak! Nie cierpię tego!

Dobrze, już cicho. Nie złość się!

Dlaczego tak postąpiłaś?

Było mi ciężko Ojciec cię wygonił

Dlaczego?

Powiedziałam mu, że nie jesteś jego córką.

To prawda?

Nie.

Po co więc?

Pokłóciliśmy się, byłam młoda i głupia. Rozstaliśmy się.

A potem?

Skłóciłam się z mamą i nie miałam się gdzie podziać. Z dzieckiem Zostawiłam cię, wiedziałam, że się tobą zaopiekują, zostawiłam liścik, że wrócę

Myślałaś, że kartka wystarczy? Jaka z ciebie osoba?!

Jestem winna, wiem Ale jeśli pozwolisz mi to naprawić

Czego chcesz naprawić? Oddasz mi dzieciństwo? Nie chcę cię więcej widzieć. Nie przychodź więcej.

Nie wybaczysz mi?

Nie wiem. Może i wybaczę, ale nie zapomnę! Zrozum, nie potrafię

Przecież nic nie pamiętasz! Byłaś taka mała!

Po tych słowach Zosia po prostu wyszła. Postanowiła wtedy, że nikt już nie będzie jej mówił, co może, a czego nie.

Natalia rozumiała jej decyzję doskonale.

Ty wiesz najlepiej, jak postąpić. Jeśli tak czujesz, nie żałuj!

Ty jesteś taka mądra, Natalka

Jeszcze nie. Ale kiedyś będę. Chcę się uczyć.

Kim chcesz zostać?

Psychologiem. Może wtedy zrozumiem, jak żyć dobrze.

Nieraz jeszcze się z tego śmiały, wiele lat później, gdy Natalia była już mężatką i matką córeczki.

Wszystko bzdura! Nikt nie wie, jak żyć. Ani ty, ani ja, ani nikt inny.

Więc jak żyć, Natalka?

No jak? Wesoło! Tak, żeby twoim bliskim było dobrze, a obcym nie chciało się oglądać seriali, zamiast naszej codzienności.

Tobie się udaje.

Staram się! śmiała się Natalia, przewijając swoją malutką córeczkę.

Przy Natalii Zosia z czasem patrzyła na problemy łagodniej.

Pokój w kamienicy to żadna tragedia! Przecież blisko pracy. Remont własnymi siłami i już prawie luksus! Teściowa miała rację sąsiedzi nawet sympatyczni. Stracili dziecko, piją, żeby zapomnieć, ale nie robią krzywdy. Trzeba nauczyć się współczuć.

To niełatwe dla Zosi, której nikt prócz Natalii nigdy nie współczuł.

Tu pomogli teściowa i dziadek.

Tamara była energiczną, upartą, lecz serdeczną kobietą umiała traktować Zosię jak córkę. Według Natalii to był wyczyn.

Nie oczekuj cudów, Zosiu przekonywała Natalia, pomagając przygotować się na spotkanie z Artura rodziną. Dla nich jesteś nikim, sierotą bez majątku, nie dali ci mieszkanka.

Ale ustawili mnie w kolejce na mieszkanie!

Pamiętasz numer w kolejce? Nie licz na to, wychodzisz szybciej za mąż, niż je dostaniesz. Nie mów o tym teściowej, nie ma sensu.

Czemu?

Najpierw dostaniesz, potem się chwal.

O to chodzi

Właśnie. I pamiętaj, nie oczekuj od matki Artura nie wiadomo czego, ale nie pokazuj kolców.

Myślisz, że nie wiem?

Chcę ci przypomnieć ludzi poznajesz z czasem. Daj jej i sobie czas. Nie musi cię kochać tylko dlatego, że wybrał cię jej syn.

Zosia wiedziała to już bez tłumaczenia.

Na początku pani Tamara wydawała się jej drażniąca głośna, zdecydowana, wszędobylska. Opiekuńczość Zosia przyjmowała tylko od Artura i to z dystansem; Tamara w swoim przynoszeniu dobra drażniła ją bardzo.

Zosia, moje płaszczycho już ledwo zipie. Pomóż mi?

A jak?

Pojedziesz ze mną wybrać nowe? Poprosiłabym Artura, ale on zakupy znosi jak torturę. Chwycę byle co i wychodzę. A ja, jak wiesz, łatwo nie znajdę czegoś na siebie.

Niechętnie się zgadzała, ale wracała do domu z torbami pełnymi zakupów, z których większość nauczyła się czekała na nią. Nowa kurtka, buty, torebka Nie musiała nawet wybierać. Tamara łapała jej spojrzenie, uśmiechała się i ciągnęła do sklepu:

Patrz, fajna torebka! Ten kolor dla mnie za młody, ale tobie w sam raz! Podoba się?

Protestować było bez sensu i Zosia rozpakowywała zakupy, w myślach dziękując tej dziwnej kobiecie.

Kim ona była dla Zosi? Synowa? Ledwo. A w sumie obca dziewczyna, którą syn przyprowadził do domu. W bajkach tylko przyjmuje się przyszłą synową z otwartymi ramionami. Więc Zosia na każdą próbę przyjacielskiej rozmowy odpowiadała grzecznie, ale z dystansem.

Tamara zdawała się to rozumieć. Przestała nalegać na bliższą relację, a chęć Zosi do usamodzielnienia się potraktowała poważnie.

Dziadek już nie daje rady sam. Musimy pomyśleć, jak go do mnie przeprowadzić. Artur, pokój trzeba mu oddać.

A my?

Na jego miejsce. Zamienicie się. Będziecie sami, bez niańki. Dziadek potrzebuje opieki.

Dziadek Artura przysłuchiwał się z rozbawieniem i kiwał głową. Po przeprowadzce w weekend budził córkę i mówił:

Wstawaj, leniu, pora na poranny spacer!

Tamara przewracała oczami i prowadziła ojca do parku, a potem polewała zimną wodą.

Tata, czy dobrze zrobiłam?

Pewnie! Młodzi muszą popełniać własne błędy. Pomóż, gdy poproszą.

A Zosia? Przyszła do mnie biedna, prawie bosa.

To co innego. To twój matczyny obowiązek, ale nie przesadzaj, duma w niej jest duża.

Tamara posłuchała ojca. Do dzieci przychodziła, gdy zapraszali, z radami nie narzucała się.

Przypominała czasem synowi o zmarłych, których on ledwo pamiętał.

Tyle cię kochali! Babcia z rąk nie wypuszczała! A tata miałeś być piłkarzem, mówił, że piłek nigdy za dużo.

Mamo, tata był dobrym kierowcą

Nie wiem, synku. Była mgła, zła widoczność. Tata wiózł babcię do chorej siostry. Jak odmówić? Rodzina! No i… Nie przeżyli wypadku.

Tęsknisz?

Bardzo, kochanie Gdyby nie ty i mój tata, nie wiem, co by było. Bardzo kochałam twojego ojca.

On ciebie też?

Wiem, że tak. Czułam to.

A po czym się to czuje?

Czymś więcej niż wygodą dzielenia wydatków, synku.

Chcę, żeby u mnie było tak samo

Będzie! Spotkasz dziewczynę i będziesz szczęśliwy!

Może dlatego, gdy w ich życiu pojawiła się Zosia, Tamara nie protestowała. Skoro to wybór syna, trzeba akceptować.

Z czasem kolczasta Zosia złagodniała i w Tamara widziała coraz mniej zawady.

Z propozycją sprzedaży pokoju dziadek zgłosił się pewnego dnia.

Coś taka markotna? dziadek sortował dokumenty, a Zosia pomagała.

Nie o to, że nie mamy już gdzie mieszkać. Poradzimy sobie wynajmiemy pokój albo kawalerkę. Artur dopiero co zmienił pracę, nie wiadomo jak będzie z pieniędzmi. Z mojej pensji ledwie na pokój. Gdybym miała pieniądze, odkupiłabym pokój, ale na własne mieszkanie zarobimy jeszcze długo. Przynajmniej mamy cel i coś już odłożyliśmy. Niewiele, ale zawsze. Mam więcej pewności, jak mówi Natalka.

No i dobrze! Tacy niezależni się zrobiliście dziadek się uśmiechał.

Co takiego powiedziałam?

Nie odpowiedział pogłaskał Zosię po policzku:

Idź, zaparz herbatę, pogadamy. Starość ma niewiele radości.

Teściowa utrudnia ci życie?

Nigdy! Zosia poderwała się z krzesła. Nigdy mnie nie skrzywdziła!

Spokojnie, aż się zaczerwieniłaś.

Po co te żarty?

Jak to? To przecież teściowa! Gdzie te wszystkie bajki, że ma być zła? Ludzie kłamią?

Kłamią! Może niektórzy je znają, ale nie ja! Sami wiecie!

Wiem i wiem też, że Tomka traktuje cię jak córkę. Daj się jej zbliżyć ona jest bardzo uczuciowa.

Ale ja nie chcę litości!

Czemu nie? Czy to coś złego?

Oczywiście!

W takim razie już nie przyjdę do was!

Czemu?! Zosia prawie upuściła czajnik.

Dopóki myślałem, że tobie jestem potrzebny A jak uważasz, że litość jest zła, nie mam tu czego szukać!

Nic nie rozumiem Litość to coś złego prawda?

To zależy, co przez to rozumiesz. Dawniej „żalować” znaczyło kochać wyrażało wszystkie rodzaje uczuć. Choruje ktoś ważniejsza troska niż pocałunki. Gdy serce boli ktoś cię rozumie i współczuje.

To prawda

Proszę bardzo! Ale nie każdemu to potrzebne. Jeśli ktoś krzywdzi siebie i innych, współczucie to strata czasu. Ale zwierzaki, dzieci, bliscy współczuj z głową! Jak chcesz naprawdę pomóc zrób coś więcej. Weź zwierzaka pod dach, nie dokarmiaj raz na miesiąc. Wtedy to coś znaczy. I zawsze wraca.

To właśnie sobie Zosia przypomina teraz. Kot na ich wycieraczce, dzięki pomocy dziadka i Tamary, też jakby czekał na współczucie. Zosię dał się pogłaskać, ale do mieszkania wejść nie chciał rzucił się w górę po schodach i wrócił nie sam.

Mały kociak, którym rudy taszczył za kark, był jego kopią.

O rany! Zosia delikatnie przygarnęła mruczące maleństwo, a kot wrócił z drugim kociakiem, także rudym, choć bardziej energicznym niesionym do nowego domu z wielkim wysiłkiem. Zosia śmiała się na widok tego spektaklu.

Dopiero z ciebie mamusia! Zosia wpuściła ich szerzej. Chodźcie już wszyscy!

Kot wszedł ostrożnie, oglądając się na Zosię, która tuliła kocięta.

No, wejdź! Tu wam nikt krzywdy nie zrobi. A mamusia gdzie?

Kot odpowiedzi nie udzielił, tylko zaczął tłumaczyć kociętom nowe zasady, gdy Zosia wyłożyła im pudełko ze starej tacy.

O rany, ty naprawdę jesteś jak matka! Zosia zatkała usta dłonią, żeby nie przestraszyć berbeci. Zaraz zobaczę, co mam w lodówce, trzeba was nakarmić.

Kot zawtórował jej z aprobatą, więc Zosia poszła do kuchni.

Wieczorem zwołała rodzinę na naradę.

Pani Tamaro, jak się pani nie zgodzi, spróbuję im znaleźć dom, ale nie oddam na ulicę. Są zbyt malutkie. Nie wiem, co się stało z ich mamą i czemu to kot się nimi zajmuje, ale to niezwykłe.

Zosiu, czemu pytasz mnie o zgodę? Tamara pogłaskała kociaka, uśmiechając się. To wasze mieszkanie. Sami zdecydujcie.

Patrzy pani na mnie tak dziwnie… Ale dobrze, będę działać. Na razie ich dokarmiam mlekiem szczęście, że już się nauczyły pić.

Tego kociaka wezmę do siebie, gdy podrośnie. A reszta?

Poszukam domu dla kociąt, ale kota zostawię. Chcę się od niego uczyć.

Czego takiego? Tamara się zdziwiła.

Artur uśmiechnął się, skinął głową i pozwolił żonie powiedzieć wiadomość, którą tydzień trzymali w tajemnicy przed urodzinami Tamary.

Jak być dobrą mamą Będę miała dwóch nauczycieli. Panią i tego futrzastego nianię

Zosia pociągnęła kota za ucho i wreszcie rozpłakała się, gdy Tamara ją mocno objęła.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kochana Mamusia