Kochamy nasze wnuki całym sercem, ale nie mamy już siły być ich opiekunkami – dramat babci i dziadka…

Dzieci mówią, że największe szczęście to rodzina. To samo myślałam o wnukach. Tak, nie da się ukryć, kocham je całym sercem. Tyle że łatwo mówić, póki ma się na to siły oraz środki. Razem z mężem mamy jedną córkę, Magdę. Wszystko zaczęło się, gdy Magda, ledwie dziewiętnastoletnia, oznajmiła nam, że spodziewa się dziecka. Zresztą nie jednego urodziła bliźnięta. Niedługo później wyszła za mąż. Wtedy miałam jeszcze nadzieję, że ułoży im się w życiu.

Los jednak nie był dla nas łaskawy. Młode małżeństwo z dwojgiem maluchów na karku a mój zięć Paweł, choć dobry chłopak, zarabiał grosze jako magazynier. Większość obowiązków i kosztów spadła na nasze barki. Ja i mój Zbyszek musieliśmy podjąć dodatkowe zlecenia, żeby starczyło na pieluchy, mleko i rachunki. Praca od świtu po zmierzch stała się naszą codziennością.

Magda z Pawłem mieszkali z nami przez parę lat. Codziennie pobudka o piątej, żeby zdążyć na tramwaj. Noce nieprzespane bliźniaki płakały, a ja chodziłam od jednego łóżeczka do drugiego, żeby choć trochę ulżyć córce. W końcu zdrowie zaczęło mi szwankować; coraz częstsze bóle głowy, zawroty, a serce biło jak oszalałe.

Minęły trzy lata. Wreszcie nasi młodzi stanęli trochę na nogi, dzieci poszły do przedszkola, zaczęliśmy oddychać pełną piersią. A tu kolejne uderzenie Magda przyszła z nowiną, że znów jest w ciąży. Nie wytrzymałam i powiedziałam szczerze, że może powinna przerwać tę ciążę. Wychować dwoje to przecież już ciężka sprawa, a gdzie trzecie dziecko? Ale ona tylko spojrzała na mnie z uporem i rzekła, że urodzi. I urodziła nasza wnuczka Asia pojawiła się na świecie, a my wróciliśmy do punktu wyjścia. Znowu brakowało pieniędzy, znowu musieliśmy dorabiać wieczorami. Choć Paweł zarabiał już lepiej, utrzymać pięcioosobową rodzinę w Krakowie to nie przelewki.

Wszystko skończyło się tragicznie. Zbyszek doznał udaru, ja ledwo dawałam radę serce waliło jak młot. W końcu wyznałam Magdzie, że dalej tak się nie da, muszą wreszcie poradzić sobie sami. My potrzebujemy spokoju. Wtedy usłyszałam od niej jeszcze gorsze słowa okazało się, że spodziewa się czwartego dziecka.

Zatkało mnie. Co oni sobie myśleli? Czy zawsze zamierzali polegać na naszej pomocy, aż do grobowej deski? My już po prostu nie mamy ani sił, ani zdrowia, ani pieniędzy. Nie wiem, co robić. Boję się, że ludzie zaczną nam wyrzucać, że nie wspieramy własnej córki, ale ileż można? Pomagaliśmy tyle, na ile starczyło nam serca i możliwości. Teraz, pierwszy raz w życiu, muszę mieć odwagę myśleć o sobie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kochamy nasze wnuki całym sercem, ale nie mamy już siły być ich opiekunkami – dramat babci i dziadka…