Kiełbasiany złodziej

KIEŁBASIANy ZŁODZIEJ

Nie można było nie zauważyć tego kota. Po prostu dlatego, że kradł w jego małym sklepie spożywczym na warszawskim Mokotowie. Robił to jednak w tak czarujący sposób, że nawet przez chwilę nie można było się gniewać. Przeciwnie.

Właściciel, pan Krzysztof, z niecierpliwością wyczekiwał zawsze początku tego swoistego przedstawienia. Nagrywał wszystko swoim telefonem, by później, przy kolacji, pokazać żonie, Zofii, i razem śmiać się do łez. No więc, tak to wyglądało.

Kot, o dumnej polskiej nazwie Basior, długo przesiadywał przed otwartymi drzwiami, udając, że tylko sobie odpoczywa, a nie knuje cokolwiek podejrzanego. Ostrożnie rozglądał się na boki, sprawdzał, czy nikt go nie obserwuje. Krzysztof sam chował się za wielką lodówką, by z ukrycia obserwować sytuację.

Basior powoli wchodził do środka i od razu kierował się do półki, gdzie zawsze leżały świeże kiełbaski, parówki i kabanosy. Wtedy przyspieszał, łapał zębami pachnący kawałek, po czym natychmiast uciekał, ale…

Głód nie pozwalał mu odejść zbyt daleko. Zawsze, tuż za rogiem sklepu, zatrzymywał się i pałaszował swój łup.

Krzysztof wychodził wtedy i z bezpiecznej odległości pytał:
Smakuje?
Kot podnosił głowę i przeciągle miauczał, jakby przytakiwał.
I bardzo dobrze odpowiadał wtedy Krzysztof. Przyjdź jeszcze!

Pewnie się dziwicie. Kiełbasy wyłożone na półce, bez lodówki, niezbyt na widoku. Parówki i kabanosy leżące luzem. Ale odpowiedź jest prosta.

Właściciel miał po prostu dobre serce.

Wszystko zaczęło się od tego, że Basior pojawił się przy sklepie wychudzony i zmęczony życiem. Jednak za żadne skarby nie podszedłby bliżej człowieka ani nie tknąłby jedzenia podawanego prosto z ręki. Krzysztof postanowił więc wyłożyć przysmaki tuż przy wejściu, żeby Basior mógł uczciwie zdobyć pożywienie w końcu, jak sobie to ukradnie, to zapracuje na nie.

I to zadziałało. Z czasem Krzysztof przesuwał kiełbaski coraz dalej do środka, aż Basior przyzwyczaił się do polowania już niemal pod samą ladą. Na najniższej półce utworzył mu specjalny punkt żywienia, tuż przy podłodze.

Basior mógłby już po prostu wejść, wziąć, co chce, i wyjść, ale Panie i Panowie, tu chodzi o sam proces to, co upolowane, zawsze smakuje lepiej.

Potem Krzysztof postawił obok sklepu miskę z wodą, dużą miskę z najlepszą dostępną karmą dla kotów i plastikowe pudełko z piaskiem. Obok pojawiła się też mała, ocieplana budka wyłożona ciepłym kocem.

Basior nadal był nieufny i nie dał się dotknąć, ale rozmowy z ludźmi bardzo lubił. Krzysztof po kradzieży parówki zawsze z nim rozmawiał kot w przerwach zerkał, miauknął odpowiednio, i znowu jadł.

Jest tylko jedna sprawa, która ostatnio bardzo zajmowała Krzysztofa. Basior wyraźnie przybrał na wadze, ładnieje z dnia na dzień i nie potrzebował już kradzieży do przeżycia. Mimo tego, co dnia po kilka razy podkradał parówki i znikał z nimi za rogiem.

Krzysztof nie raz próbował sprawdzić, dokąd kot znika, ale Basior zawsze mu umykał.

Dlatego właśnie Krzysztof kupił małą kamerkę z szerokim kątem, która przesyłała obraz prosto do jego komputera w biurze. I pewnego dnia wreszcie odkrył tajemnicę Basiora.

Z okienka w piwnicy sąsiadującej kamienicy wyłonił się rudy kociak. Z trudem powstrzymując emocje, rzucił się na parówkę, którą Basior mu zostawił.

Jutro! Słyszysz, jutro przynieś ich do domu! płakała Zofia wieczorem, rozmazując łzy po policzkach. Ale okazało się to niemożliwe złapać Basiora, który już spał w środku sklepu, nietrudno, ale kociak? On był nieuchwytny.

Dni mijały. Krzysztof przez kamerę obserwował, jak rudy kociak pije wodę z miski Basiora lub drzemał w jego budce. Ale każda próba zbliżenia owocowała paniczną ucieczką jak ruda strzała.

Wszystko zmieniło się pewnego dnia, kiedy Krzysztofa zaniepokoił dziwny dźwięk spod drzwi. W sklepie nie było klientów. Ruszył więc w stronę wejścia.

Na progu siedział rudy kociak i miauczał wniebogłosy.

Co się stało, maluchu? zapytał zaskoczony Krzysztof.

Kociak wskoczył do niego, spojrzał prosto w oczy i pobiegł w kierunku wyjścia. Krzysztof podążył za nim bez wahania. Za rogiem zobaczył Basiora leżącego na ziemi, skomlącego z bólu. Okazało się, że psa ugryzł go w tylną prawą łapę. Basior zdołał uciec, ale rana była głęboka.

Rudy kociak wtulił główkę w bok Basiora i ponownie zaczął przeraźliwie miauczeć.

O matko jedyna… szepnął Krzysztof.

Zdjął kurtkę, owinął w nią cierpiącego Basiora, podniósł rudego kociaka (który się wcale nie opierał) i wsadził go do kieszeni kurtki.

Po drodze zamknął sklep, wrzucił zwierzaki do auta i pognał do weterynarza.

Spędzili tam pięć godzin. Lekarz opatrywał ranę Basiora i zszywał jego łapę. W międzyczasie Krzysztof zaprzyjaźnił się z rudym kociakiem, którego nazwał Iskierka bo emanował czystą radością i energią.

Wieczorem, zamykając sklep, zabrał do domu jeszcze oszołomionego po narkozie Basiora i rozbrykanego Iskierka.

Żona była wniebowzięta. A co robi Polka, gdy jest szczęśliwa? Dzwoni po koleżankach! Trzeba się wszystkim pochwalić, wysłuchać rad, opowiedzieć historię rozmowy ciągnęły się w nieskończoność.

Kiedy wreszcie skończyła, Krzysztof, Basior i Iskierka już spali rozpłaszczeni na łóżku.

No ładnie… zaśmiała się Zofia. A gdzie ja mam się położyć?

Na szczęście Iskierka się przesunął, przytulił do niej i mrucząc, ugniatał ją łapkami.

Tak znaleźli swój dom.

Dziś oba koty, dostojne i syte, w niczym nie przypominają dawnych dzikusów z podwórka. Czasami Basior, z przyzwyczajenia, liże futerko Iskierki, a ten nie ma nic przeciwko.

A po drugiej stronie ulicy, przy sklepiku z butami, zadomowiła się szara kotka. Sprzedawczyni regularnie wpada do spożywczaka Krzysztofa, by kupić coś dla swojej podopiecznej.

Może ją kiedyś też ktoś zabierze do domu?

Może kiedyś każdy kot będzie miał rodzinę, a koty staną się takim rarytasem, że będą wydawane tylko według listy kolejkowej i po odbytych specjalnych kursach?

A wy jak myślicie czy to możliwe?

Oceń artykuł
TwojaCena
Kiełbasiany złodziej