KIEŁBASOWY ZŁODZIEJ
Nie dało się nie zauważyć tego kota. Głównie dlatego, że notorycznie kradł w moim maleńkim spożywczaku. Robił to z takim urokiem, że nawet się nie chciało złościć. Wręcz przeciwnie!
Powiem ci, że zawsze wyczekiwałem tego całego widowiska. A jak już akcja ruszała, wyciągałem telefon i nagrywałem każdy szczegół. Wieczorem pokazywałem to mojej żonie oboje mieliśmy z tego niezły ubaw. Ale do rzeczy…
Kocur długo przesiadywał przy otwartych drzwiach, niby tylko odpoczywa, a nie ma żadnych złych intencji. Rozglądał się nerwowo, czy aby na pewno nikt go nie podpatruje. Ja chowałem się za wielką lodówką miałem stamtąd idealny widok na całą akcję.
On najpierw ostrożnie wchodził i podchodził do półki z kiełbasą. Wtedy nagle przyspieszał, łapał parówkę lub kabanosa i w tempie błyskawicy uciekał za róg, ale… Głód był taki, że zatrzymywał się dwa metry dalej i zaczynał ucztę.
W tym momencie wychodziłem na zewnątrz i z dystansu pytałem:
Smakuje?
Kot podnosił łepek i miauczał na tak.
To najważniejsze odpowiadałem. Przyjdź jeszcze.
Pewnie się zastanawiasz: jak to możliwe, że kiełbasy leżą ot tak, byle kto może zabrać, do tego pokrojone na kawałki, same parówki i kabanosy, na samym brzegu półki? Już wyjaśniam.
Mam po prostu dobre serce. Postanowiłem pomóc temu kotu w taki sposób. Zjawił się pod sklepem zupełnie wychudzony, zmęczony życiem, ale… Za nic nie podchodził do człowieka, nie chciał przyjąć jedzenia z ręki. Musiałem coś wykombinować.
Najpierw kładłem kiełbaskę blisko drzwi żeby Ocean (tak go nazwałem) mógł sam ukraść sobie kolację. Żeby się poczuł zwycięzcą, nie żebrakiem. To zadziałało. Z czasem przesuwałem kiełbaski coraz dalej, aż skończyło się na niskiej półce pod innymi produktami. Tam urządziłem mu oficjalny punkt żywienia.
Ocean już dawno mógł spokojnie wchodzić, wybierać co lubi i wychodzić, ale widocznie… no proces się liczy! Najwyraźniej dla kota skradzione smakuje lepiej.
Później postawiłem mu wodę, dużą miskę z porządną karmą dla kota i plastikowy pojemnik z piaskiem. Zaraz obok, pod ścianą, pojawiła się mała budka z ciepłym kocem. Ocean wciąż był nieufny do rąk się nie dawał, ale rozmowy lubił.
Wychodziłem za nim, jak tylko zwinął kabanosa, i zaczynałem rozmowę. On co chwilę przerywał jedzenie, zerkając na mnie i odpowiadając po swojemu.
Ale wiesz, ostatnio zaczęło mnie coś martwić. Ocean przybrał na wadze, wyglądał świetnie. Nie musiał już kraść tych kiełbasek, a jednak… Codziennie, dwa razy zabierał sobie coś i zmykał za róg. Próbowałem go wytropić, ale zawsze znikał mi z oczu.
W końcu kupiłem sobie małą kamerę z szerokim kątem, podłączyłem ją do komputera w biurze i któregoś dnia… Uchwyciłem całą tajemnicę Oceana.
Z piwnicznego okienka tuż za sklepem wyskoczył rudy kociak i z niecierpliwością rzucił się na przyniesioną kiełbaskę. Od tego momentu wszystko stało się jasne.
Jutro ich koniecznie przynieś do domu! Słyszysz?! ryczała wieczorem moja żona, wycierając łzy, kiedy jej to pokazałem. Ale… Okazało się to prawie niemożliwe. Oceana już mogłem złapać gołymi rękami potrafił spać po środku sklepu, ale małego rudaska nawet ruszyć się nie dało.
Dni mijały. Na kamerze widziałem, jak kociak korzysta z poidła Oceana, śpi niekiedy w budce, ale wystarczyło, że ktoś podszedł krok bliżej zamieniał się w rudą błyskawicę.
Wszystko zmieniło się pewnego dnia. Usłyszałem dziwne miauczenie od progu sklepu. Akurat nie było klientów. Wyszedłem zza lady i… na samym wejściu siedział rudy kociak i darł się wniebogłosy.
Co się stało, maluchu? zapytałem zdziwiony.
Kociak podbiegł do mnie, spojrzał w oczy i pobiegł za róg. Poszedłem za nim.
Za domem leżał Ocean, cicho popiskiwał. Okazało się, że pies ugryzł go w tylną łapę. Ledwo się wyrwał, ale rana była paskudna.
Mały rudy dotknął łebkiem boku Oceana i znów miauknął głośno.
Ojejku… mruknąłem.
Zdjąłem kurtkę, zawinąłem Oceana delikatnie, odruchowo złapałem rudaska (w ogóle się nie bronił) wsadziłem go do kieszeni marynarki, zamknąłem sklep i pognałem samochodem do weterynarza.
Pięć godzin spędziliśmy u doktora, on zszywał ranę Oceana, a ja poznałem bardziej rudego, którego nazwałem Iskierka (w końcu pasuje!).
Wieczorem zamknąłem sklep i zabrałem oboje do domu Oceana jeszcze na lekkich obrotach po narkozie i rozbrykanego Iskierka. Żona szczęśliwa! A co robi Polka, jak jest szczęśliwa? Dzwoni do wszystkich koleżanek!
Zajęło jej to godzinę z haczykiem trzeba było wszystko każdej dokładnie opowiedzieć i wysłuchać rad, jak wychować dwa koty pod jednym dachem.
Jak w końcu skończyła, Ocean, Iskierka i ja spaliśmy rozciągnięci na łóżku.
Pięknie! śmiała się żona. A ja gdzie mam się położyć?
Iskierka się jednak odsunął, położył się przy niej i zaczął ugniatać malutkimi łapkami.
I tak to już zostało. Dwa dorodne kocury totalnie nie przypominają już tych dzikich, wygłodzonych kundli sprzed miesięcy. Czasem Ocean po staremu wylizuje Iskierka, a ten się nie obraża.
A po drugiej stronie ulicy, koło sklepu obuwniczego, przybłąkała się szara kotka. Ekspedientka co chwilę wpada do mnie, kupować jej coś dobrego do jedzenia. Może też się kiedyś przekona, żeby ją zabrać do domu? Może kiedyś wszystkie koty znajdą swoje rodziny? I koty będą u nas takim rarytasem, że ludzie będą się ustawiać po nie w kolejce i przechodzić specjalny kurs obsługi kota?
Jak sądzisz? Może tak się zdarzyć?
Paweł Bondarewicz
Zdjęcie z internetuMoże i tak. Na razie każdego ranka, kiedy odsuwam roletę w sklepie, widzę Oceana, który przeciąga się na witrynie, i Iskierka, czujnie zerkującego z parapetu. A gdy podjeżdżam z nową dostawą kiełbasy, obaj witają mnie tak, jakby wiedzieli, że świat jest dobrym miejscem przynajmniej tutaj, na naszym kawałku chodnika.
Nawet szara kotka coraz częściej przysiada bliżej drzwi, patrząc z nadzieją i odrobiną zazdrości na swoich szczęśliwych kolegów. Może poczeka jeszcze kilka dni, tygodni kto wie? Ale przecież nauczyłem się już, że na zaufanie kota trzeba sobie solidnie zapracować. Więc codziennie, z rozmysłem, odkrawam plasterek więcej i kładę na półce tym razem nie dla Oceana, nie dla Iskierka, tylko dla Szaraczki.
Może kiedyś będzie się śmiać ze mną moja żona, mówiąc: Sklep spożywczy? Przecież to koci hotel z opcją wyżywienia!
A kiedy ktoś mnie zapyta, dlaczego im tak pomagam, uśmiechnę się tylko i wskażę na Oceana: niektóre kradzieże czynią z nas prawdziwych ludzi.




