Jako osoba, która od lat dziewięćdziesiątych mieszka sama w lesie, pokochałem spokój i samotność. Wydaje mi się, że nie jestem już fizycznie zdolny do życia w nowoczesnym, cywilizowanym świecie. Ale to już nie jest mi potrzebne, mówiąc szczerze… jestem już zbyt stary, aby znowu dostosować się do ludzi, a przebywanie wśród nich ogólnie jest trudne i mówię to, wiedząc, jaki jestem „towarzyski”. Oto przykład mojej „gościnności” dla innych. Pewnego razu zacząłem zauważać, że mam coraz mniej drewna na opał, co było dziwne, ponieważ rozpalam kominek tylko w nocy, ponieważ cały dzień spędzam w lesie.
Pewnego dnia, wracając do domu, zauważyłem, że na śniegu ktoś zostawił ślady, które były całkiem świeże. Byłem pewny, że mój pies będzie mógł podążać za tymi śladami, aby dotrzeć do źródła, tylko że ciągnęły się one w nieskończoność a, że zaczęło się robić się coraz ciemniej nie dotarliśmy do ich końca. Drewno nadal znikało i, nie zastanawiając się długo, co robić, doszedłem do wniosku, że to moje terytorium, i ich zachowanie jest nielegalne, więc zacznę karać zgodnie z prawem obowiązującym na mojej posesji.
Minęło kilka dni zanim zacząłem zauważać z kim tak naprawdę „dzieliłem” to terytorium. By się upewnić następnego dnia zostałem w domu i kiedy na tylnym podwórku pokazali się złodzieje, w momencie kradzieży wypuściłem mojego współlokatora, mojego psa. Tylko że on zamiast ich przegonić – tylko groźnie warczał i szczekał z daleka. Bobry które przyszły po kolejną porcję drewna nic sobie z niego nie robiły i zadowolone poniosły swoje zdobycze w głąb lasu. Muszę przyznać, że spodziewałem się ludzi i wiedziałem, jak się zająć takimi złodziejami, ale na bobry nie mam pomysłu.




