Mam dwie córki, które niedawno wyszły za mąż. Starsza z nich jest szczęśliwie zamężna; jej mąż zapewnia jej komfortowe warunki, mają własne mieszkanie, dom letniskowy, samochód – jest to dla mnie idealny zięć, który traktuje moją córkę jak królową. Pomogliśmy im zorganizować ich ślub, ponosząc wszystkie koszty, a później moja córka postanowiła odwdzięczyć się nam za to. Razem z mężem zdecydowali, że kupią nowe meble do naszego domu, ponieważ nasze były już stare.
Młodsza córka wyszła za mąż za prostego chłopaka, który nie miał wiele do zaoferowania. Po ślubie musieli kupić mieszkanie, w dużej mierze dzięki wsparciu finansowemu rodziców zięcia. Mieszkanie było praktycznie puste, bez mebli, spali na dmuchanym materacu. Mówiłam im, że to tylko kwestia czasu, zanim będą mogli sobie pozwolić na zakup własnych mebli.
Gdy dowiedziałam się, że moja starsza córka planuje kupić meble do mojego domu, początkowo byłem niechętny, ale po pewnym czasie pomyślałem, że mam prawo żyć w komfortowych warunkach. Kupili dla mnie nowe meble, a ja postanowiłam podarować swoje stare młodszej córce. Niestety, ten gest okazał się zbyt problematyczny.
Mój zięć stwierdził, że nie potrzebuje „odrzuconych, używanych rzeczy” i że jeśli naprawdę chciałam zrobić coś dobrego, powinnam zaoferować nowe meble. Moja córka w pełni poparła swojego męża, chociaż nie rozumiałam, dlaczego powinnam oddać prezent od mojej córki. Sugerowałam, że mogą korzystać z mebli tymczasowo, ale nie spodziewałam się takiej reakcji z ich strony. Później zaproponowałam, że mogą sprzedać te meble i za te pieniądze kupić sobie inne, ale zięć ponownie się rozzłościł, stwierdzając, że „groszowe” pieniądze mu nie są potrzebne. Wygląda na to, że tym młodym ludziom trudno dogodzić.
Ta sytuacja pokazuje, jak trudno jest czasem zrozumieć różnicę między troską a nadmierną interwencją. Nie zawsze nasze intencje są dobrze odbierane, a to, co dla nas wydaje się hojne, może zostać odebrane jako obraźliwe przez innych.




