Moja sąsiadka ma prawie siedemdziesiąt lat, co prawda ma córkę, ale ona mieszka w mieście, które znajduje się stąd dwie godziny jazdy, i rzadko przyjeżdża do matki. Nie jest też w stanie zabrać starej kobiety do siebie, ponieważ mają jednopokojowe mieszkanie i małe dziecko. Tak więc nikt nie jest w stanie pomóc staruszce, a ona jest stara i wiele rzeczy nie może już zrobić sama.
Tak się złożyło, że to ja zaczęłam jej pomagać, wychowałam się w taki sposób, że szanuję starszych.
Kiedy kobieta zachorowała jesienią, opiekowałam się nią prawie przez dwa tygodnie, a jej córka nawet ani razu nie zadzwoniła. Dzięki moim staraniom staruszka ponownie stanęła na nogi. Każdego ranka sąsiadka podchodzi do płotu i dyktuje mi listę zakupów. Sklep jest daleko, a ją bolą nogi, więc noszę dla niej ciężkie torby. Nigdy nie odmawiałam jej prośbom.
Tydzień temu jej córka przyjechała z dzieckiem. Jej syn jest rówieśnikiem mojego więc zaprosili mojego Kazika, aby pobawił się z Pawłem.
Po kilku godzinach Kazik wrócił do domu smutny:
– Kochanie, co się stało?
– Pani Hela upiekła ciasto, Pawełek jadł, ale mnie nie poczęstowano.
Byłam wtedy bardzo zdziwiona. Kto w ogóle traktuje tak pięcioletnie dziecko? Cały czas, kiedy córka była gościem u sąsiadki, ignorowała moje powitania czy rozmowy, co mnie bardzo irytowało. Jak tylko córka staruszki wyjechała następnego ranka, sąsiadka Hela zaczęła prosić mnie, abym poszła do sklepu.
– Niech pani córka dla pani pójdzie. Dziś jestem zmęczona – powiedziałam krótko.
Nie chowam urazy, ale nie mam zamiaru być na posyłki po takim zachowaniu wobec mojego syna.




