Wnuk zadzwonił do babci. Telefon ją zaniepokoił, bo nigdy nie dzwonił w środku tygodnia. Zwykle spotykają się w weekendy. Wnuk dzwoni do niej w piątek wieczorem, aby umówić się na przyjazd. Kiedy usłyszała płacz wnuka, babcia prawie zemdlała. Wnuk płakał, bełkotał, można było usłyszeć szlochanie. Serce babci zaczęło bić szybciej. W końcu wnuk powiedział: „Babcia, straciłem rękę, tą, którą zawsze jem”. Dreszcze przebiegły po jej skórze. Biedna kobieta pomyślała, że jest w szpitalu. Była oszołomiona tym, co usłyszała. Jak stracił? Jak? Co? Gdzie?
Wnuk kontynuował płacz. Powiedział, że stracił rękę w szkole. Babcia nie wiedziała, co myśleć, była w szoku. Nie lubiła nauczycielek ze szkoły, według niej były bardzo nieuważne. Sama widziała, jak dzieci jedzą śnieg podczas spaceru, a nauczycielki nie zwracają na to uwagi. Nawet na uwagi rodziców nauczycielki nie odpowiadają. Mają niewłaściwe zachowanie, są opryskliwe, krzyczą na dzieci. Z powodu nieuwagi nauczycielek dzieci doznają urazów. Dlatego ich nie lubi. Teraz biedny wnuk stracił rękę.
Czy da się ją może uratować? Dlaczego jego rodzice nie zadzwonili?
Wnuk powiedział, że mama na niego nakrzyczała, że jest nieuważny i że to jego wina.
Nie dość, że dziecko straciło rękę, to jeszcze jest obarczane winą. Pomyślała, że coś tu jest nie tak. Natychmiast zadzwoniła do syna, on nie odbierał telefonu. Potem zadzwoniła do synowej. Zaatakowała ją, twierdząc, że dziecko straciło rękę, a ona jeszcze na niego krzyczy. Zaczęła krytykować synową, mówiąc, że to nie jego wina, to co się stało. Że teraz jest jej tak strasznie żal wnuka.
Synowa musiała długo słuchać zarzutów i uwag teściowej, a potem zaczęła ją uspokajać i powiedziała, że chodzi o figurkę z klocków. Rano straciła rękę i cały dzień płakał. Nauczycielka powiedziała, że płakał cały dzień i nie mogli go uspokoić.
Babcia w końcu się uspokoiła, ale mimo to poszła poszukać swoich kropli na serce, które leżały gdzieś w kuchennej szufladzie.




