Pewnego dnia mój syn przyniósł mi wiadomość, że jego dziewczyna jest w ciąży. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa, ale kiedy dowiedziałam się, co para planuje zrobić z nowonarodzonym dzieckiem, byłam w szoku.
Sprawa wygląda tak, że posiadam trzypokojowe mieszkanie, w którym mieszka mój syn, jego żona, córka z dzieckiem, która rozwiodła się ze swoim mężem po niecałym roku małżeństwa. Do naszego grona dołączył także drugi mój syn, student uniwersytetu. Moja córka nie pracowała, podobnie jak moja synowa, która była w ciąży. Ja, zarabiając skromną emeryturę, zajmowałam się wszystkimi obowiązkami domowymi, a cała rodzina polegała na moim synu. Moja córka wychowywała syna, który miał problemy zdrowotne, co sprawiało jej wiele trudności. Pomimo braku funduszy, starałam się ją wspierać i szukałam dodatkowej pracy.
Po pewnym czasie mój syn przyszedł do mnie z wiadomością, że jego dziewczyna jest w ciąży. Zapytałam, gdzie zamierzają mieszkać, skoro jedynym wolnym miejscem było już tylko miejsce w kuchni. Odpowiedział, że wynajmą pokój, ale na pewien czas będziemy musieli im pomagać. Kiedy powiedziałam, że i tak będzie im ciężko z dzieckiem, bo jego dziewczyna – o ile mi wiadomo – również była studentką, byłam w szoku, słysząc, że twierdzi, iż będzie im razem łatwiej, ponieważ nie planują wychowywać dziecka.
Kiedy zdumiona zapytałam, czy planują zrezygnować z dziecka, syn powiedział, że jego dziewczyna zamierza urodzić dziecko i oddać je tuż po narodzeniu w szpitalu. Powiedziałam, że do tego nie dojdzie, dopóki jestem przy życiu – ja sama zajmę się swoim wnukiem. Syn na mnie naskoczył, twierdząc, że w tym nie ma nic złego, inne rodziny przyjmują takie dzieci, bo niektóre z nich po prostu marzą o posiadaniu dzieci. Zaczął mówić mi, że rodzice, którzy nie mają dzieci, są zazwyczaj skłonni utrzymywać je w dobrych warunkach. Jestem teraz kompletnie zdezorientowana i nie wiem, co dalej robić.



