Wtedy jeszcze studiowałam na uniwersytecie i podczas studenckiej imprezy poznałam Andrzeja. Przesadziłam wtedy z alkoholem i rano obudziłam się obok niego. Szczerze mówiąc, był bardzo przystojny. Natychmiast się ubrałam i wyszłam z jego mieszkania. Czułam się źle z tego, co się stało. Po głębokich przemyśleniach, postanowiłam zmienić uczelnię. Nie chciałam go widzieć: było mi wstyd.
Po skończeniu studiów, znalazłam dobrą pracę w agencji reklamowej, gdzie poznałam pewną dziewczynę, która była o kilka lat starsza ode mnie. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i wybraliśmy się na wspólny urlop. Powiedziała, że jedzie z narzeczonym i zaproponowała mi, żebym ja zabrała chłopaka, ale wtedy nie miałam nikogo. Mimo to bardzo się cieszyłam na ten wyjazd. Spotkaliśmy się na stacji autobusowej o 8 rano. Ale kiedy dotarłam, byłam w szoku.
Narzeczony mojej przyjaciółki – to ten sam Andrzej. On przywitał mnie, tak jak robił to na uniwersytecie. Z powodu moich rudy włosów nazywał mnie „Liskiem”. Natalia i Andrzej ćwierkali przez całą drogę. Ale zawsze łapałam jego spojrzenie na sobie. Czułam się zawstydzona, ale też strasznie zazdrosna. Na urlopie byli słodką parą. Następnego dnia dołączył do nas przyjaciel Andrzeja – Mikołaj. Był bardzo nudny i do tego skąpy. Nie lubię takich, ale Natalia ciągle starała się nas zeswatać. Andrzej, był przeciwieństwem Mikołaja. Był hojny, miły i uprzejmy. O cokolwiek by nie poprosiła Natalia, on od razu to robił. Byłam bardzo zazdrosna o nią.
Po urlopie przypadkiem spotkaliśmy się w supermarkecie. Zapytał o chłopaka, z którym się spotkałam. Było widać, że był zazdrosny. Ale powiedziałam mu, że to nie jego sprawa. Miesiąc później dotarłam zaproszenie na ślub. Nie wiem, dlaczego, ale od razu chciałam go zobaczyć. Poszłam do niego i następnego dnia znowu obudziłam się obok niego. Byliśmy szczęśliwi. Obiecał, że odwoła ślub i będziemy razem. Uwierzyłam mu. Ale miesiąc później wzięli ślub. Nie poszłam na ceremonię, płakałam cały wieczór. Było mi strasznie przykro. Wkrótce przyszedł do mnie, powiedział, że nie mógł odwołać ślubu. Ojciec Natalii – jego szef, obiecał mu awans. Powiedział, że kiedy stanie na nogi, natychmiast się rozwiedzie. Ja jak głupia znowu uwierzyłam w jego słowa i czekałam.
Minęły dwa lata. A on wciąż mówił, żeby czekać. Zainteresował się mną mój kolega. Andrzej dowiedział się o naszym związku, mocno się napił i miał wypadek. Teraz jest w szpitalu.
Chyba najwyższa pora, żeby dokonał wyboru. Albo będzie ze mną, albo ja już nie będę czekać.
To moja ostateczna decyzja.




