Kiedy przeprowadziłam się do stolicy, dalecy krewni nie dali mi spokoju. W końcu postanowiłam pokazać im moje mieszkanie

Mam dużą rodzinę i licznych krewnych, a to wszystko dlatego, że babcie uważają za bliską rodzinę, wszystkich naszych nawet najdalszych krewnych. Uważała, że jeśli zna się ich imiona, to oznacza, że są dla nas bliscy. Na szczęście dla mamy i taty bliskimi są tylko rodzice, bracia, siostry, ciocie i wujkowie. Rzadko się kontaktują z kuzynami, a z dalszymi kuzynami w ogóle nie rozmawiają. Nie narzekałabym z tego powodu, gdyby pewne nieprzyjemne zjawisko.

Gdy tylko przeprowadziłam się do stolicy, natychmiast pojawiła się kolejka chętnych do odwiedzin. Praktycznie nie było dnia, kiedy byłam sama w domu. Zawsze ktoś z krewnych nocował u mnie. Przychodzili po badaniach w szpitalu, po drodze, chcieli pospacerować po mieście, pochodzić po sklepach. Przecież mamy już XXI wiek. Kto jeszcze jeździ do stolicy na zakupy, skoro w mniejszych miastach też są galerie? Po co wymyślono zakupy online?

Irytuje mnie, że nikt nawet nie pyta, czy mi to pasuje. Czy jestem w domu, może mam własnych gości, może mi się nie chce? Dzwonią i radosnym głosem mówią: „Prześpimy się u ciebie. Nie martw się, prawie nas nie zauważysz, nie będziemy przeszkadzać„. No tak, może ich nie zauważę, ale bałagan w domu, nieumyte naczynia i łazienka, do której po nich nie da się wejść – to zauważam doskonale. I to mnie denerwowało. Czy tak trudno posprzątać po sobie? No tak, oni są gośćmi, nie muszą tego robić…

Pewnego razu, kiedy znowu przyjęłam gości, po ich odejściu zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że już nie zajmuję się „działalnością charytatywną”. Nie przyjmę już nikogo u siebie. Jeśli będę miała czas i ochotę, spotkam się z nimi w centrum. Mamie nie spodobał się mój bunt i kilka razy próbowała mnie przekonać, ale moja decyzja była ostateczna. Babcia i krewni dzwonili od czasu do czasu, wyrażając swoje niezadowolenie z mojego zachowania. Tylko tata mnie wspierał i mówił, że teraz jest wiele innych opcji: hotele, hostele. Nie muszę doświadczać z ich powodu dyskomfortu.

W rezultacie krewni poobrażali się na mnie i nie zapraszali już na wesela, jubileusze, spotkania rodzinne. Mi to odpowiada, bo i tak zawsze czułam się nieswojo na tych spotkaniach.


Oceń artykuł
TwojaCena
Kiedy przeprowadziłam się do stolicy, dalecy krewni nie dali mi spokoju. W końcu postanowiłam pokazać im moje mieszkanie