Gdy postanowiłam wrócić do życia po stracie dziecka, moi najbliżsi odwrócili się ode mnie. Wszyscy. Czy zrobiłam coś strasznego? Nie! Po prostu podjęłam decyzję o życiu. Postanowiłam wrócić do świata, z którego brutalne okoliczności wyrwały mnie po narodzinach mojego dziecka.
Nie odwiedzałam salonu fryzjerskiego przez trzy lata – moje włosy urosły do talii i były w nieładzie. Wszystkie produkty w mojej kosmetyczce dawno wyschły albo straciły datę przydatności. Musiałam wyrzucić całą zawartość do śmietnika. Przez 3 lata nie zaznałam pełnego, nieprzerwanego snu. Nie pamiętam, kiedy spałam jednorazowo dłużej niż godzinę. Zaniedbałam siebie, zaniedbałam życie, skupiając wszystkie moje siły na opiece nad moim synem.
A mój syn żył jakby w innym wymiarze; nie rozumiał tego, co działo się wokół niego. Nawet jedzenie przyjmował przez niezrozumiałą dla niego rurkę. Już wtedy wiedziałam, że nigdy nie usłyszę od niego długo oczekiwanego „mamo”, nie zobaczę go idącego do pierwszej klasy, nie spotkam jego pierwszej dziewczyny. Wszyscy wiedzieli o jego stanie od momentu, kiedy przyszedł na świat. Badania były skomplikowane, a fakt, że oddychał, był cudem. Przez 3 lata podtrzymywałam ten cud, rezygnując ze swojego życia.
Rodzice, siostra, mąż żyli obok, ale nie tak jak ja. Byli ze mnie dumni, starali się pomagać. Ale nikt z nich nie cierpiał tak jak ja.
W końcu jednak ten okres dobiegł końca. Jestem pewna, że mój syn odszedł bez urazy i teraz jest gdzieś tam, gdzie jest mu dobrze.
Siedziałam godzinami przy pustym łóżeczku, nie potrafiąc powstrzymać łez. Matka i siostra odwiedzały mnie codziennie, wyrażając swoje współczucie. Rozumiałam ich, ale one nie rozumiały mnie. Kiedy zasnęłam? Myślę, że po dwóch tygodniach. Wreszcie zdołałam spać kilka godzin bez przerwy. A potem wpadłam w stan hibernacji, jakiegoś letargu, z którego obudziłam się dopiero po 3 miesiącach. To było jak jakiś impuls, znak od mojego synka. Wyszłam z domu, rozejrzałam się i poczułam, że pragnę żyć. Myślę, że mój syn by tego chciał, żebym w końcu żyła.
Zadzwoniłam do pracy, z której o dziwo mnie nie zwolnili i zapytałam, czy mogę wrócić. Zgodzili się Miałam trzy dni na uporządkowanie siebie. Właśnie tego dnia stałam się dla swojej rodziny wyrzutkiem. „Jak możesz teraz o tym myśleć? Dopiero co straciłaś dziecko.
Tak straciłam, ale czy straciłam prawo do swojego życia?
Mój mąż mógł pójść na noworoczną imprezę firmową, mógł pojechać do innego miasta na rocznicę ślubu swoich rodziców. A ja nie mogę?
Niech myślą, co chcą! Po otrzymaniu pierwszej pensji zapiszę się na siłownię. Pójdę do kina lub teatru. Później zdecyduję. I będę podróżować. Pojadę w miejsca, gdzie na pewno zabrałabym synka i będę żyła życiem, którego nie dane mu było doświadczyć. Dla niego.

