Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam rodziców mojego męża, byłam zdumiona – stół był nakryty jak na wesele. Wtedy nie rozumiałam, że to później stanie się głównym problemem w naszej rodzinie.


Kiedy wychodziłam za mąż, martwiło mnie wiele rzeczy, ale problem w naszym życiu rodzinnym pojawił się tam, gdzie go nie oczekiwałam. Mam wspaniałego męża, ale ma jedną wadę – uwielbia jeść dużo i smacznie.

Irek ma teraz trzydzieści cztery lata, a przy jego wzroście ma nadwagę. Przed ślubem myślałam, że mogę z niego zrobić przystojnego mężczyznę: sport i dieta mi w tym pomogą. Zawsze jadłam prawidłowo, więc myślałam, że nauczę również męża zdrowego odżywiania. Ale wszystko okazało się nie tak proste. A wszystko przez moją teściową. Kiedy po raz pierwszy przyszłam do nich do domu, od razu oceniłam sytuację: w rodzinie jest kult jedzenia. Siostra męża miała urodziny. Jak uprzedził mnie wcześniej mąż: „Nic specjalnego nie będzie – świętujemy w gronie rodzinnym, przyjdzie tylko koleżanka siostry”.

Przyszłam do nich z wizytą i byłam zdumiona – stół był nakryty jak na wesele dla stu gości: galareta, pizza, mnóstwo sałatek z majonezem, pieczony kurczak, mnóstwo pieczywa i kilka rodzajów ciast.
Pomyślałam sobie: po co taka rozrzutność, jest nas tylko sześcioro, potem trzeba to będzie wyrzucić. Ale ku mojemu zdumieniu, że stołu zniknęło wszystko, co tam było. Rodzice męża mają spory apetyt.

Zarabiają na życie jedzeniem: teść jest menadżerem w magazynie spożywczym, a teściowa kucharzem w restauracji. Siostra męża nie jest gruba, ale też nie można jej nazwać szczupłą. Wszyscy siedzieli, jedli, tylko łyżki stukały. Próbowali nakarmić także i mnie: „Jedz, jesteś taka chuda”. Ale ja nie mogę jeść tyle kalorycznej i tłustej żywności, więc tamtego wieczoru grzecznie odmówiłam wszystkiego.

Zrozumiałam, że w rodzinie mojego męża uwielbiają jeść, ale nie zwróciłam na to uwagi. To ich sprawa – jeśli ludzie chcą, niech jedzą. na zdrowie. Wtedy nie zrozumiałam, że to później stanie się głównym problemem w naszej rodzinie. Ich rozmowy są też są tylko o jedzeniu.
Kiedy ja i Irek się zaręczyliśmy, teściowa miała tylko jedną radę, jak powinnam karmić jej synka. Pisała mi przepisy, wyjaśniała jak i co gotować. Grzecznie kiwałam głową, brałam te karteczki i wyrzucałam. Mieszkaliśmy już wtedy razem, więc miałam swój plan: powoli odzwyczaję go od tego niezdrowego nawyku.

Kiedy wzięliśmy ślub, udało mi się przekonać męża do przejścia na surową dietę: mówiłam, że musimy się przygotować do narodzin dziecka, potrzebujemy zdrowych dzieci. Słuchał mnie. Wytrzymał dwa miesiące, dopóki nie powiedziałam mu, że jestem w ciąży. Potem znów się rozluźnił i zaczął zaglądać do lodówki w nocy, wyjadając zapasy. W pracy kupował w bufecie bułki i ciasteczka i znowu przybierał na wadze! Po narodzinach dziecka musieliśmy się wyprowadzić z wynajmowanego mieszkania i wziąć mieszkanie na kredyt. I oczywiście, na wniosek całej rodziny męża, wzięliśmy mieszkanie w nowym budynku, 10 minut pieszo od domu teściowej! I zaczęło się! Zmuszam męża do diety, je sałatki, lekkie zupy-puree, a potem biegnie do mamy po barszcz, pierogi, galaretkę… Teściowa nad nim prawie płacze: „Moje biedne dziecko jest głodne! A żona daje mu sałatę. Teściowa ciągle dzwoni do niego i woła na coś pysznego. Irek zaczyna mieć problemy ze zdrowiem z powodu nadwagi. Proszę teściową: „Gdyby nie twoje zupy z pierogami, Irek nie miałby tych problemów! Przestań go karmić!” Ale ona mnie nie słucha i nadal żyją tak jak żyli. Nawet próbuje mnie pouczyć, że źle karmię jej syna.
Mówię do męża: „my żyjemy całkiem nieźle, a kłótnie mamy tylko o jedzenie!

Czy to naprawdę takie trudne, aby zmienić swoje życie, nie myśleć o tłustym i słodkim. Przecież tu chodzi o twoje zdrowie”
Irek obiecuje się zmienić, ale jestem pewna, że potajemnie biega do mamy. Przez miesiąc nie schudł ani kilograma, choć przysięga, że je tylko moje zdrowe jedzenie. Nie wiem, jesteśmy na skraju rozwodu, jestem bardzo zdenerwowana. Nie rozumiem, jak będziemy dalej żyć, nie mogę tak dalej. Teściowa poszła jeszcze dalej – teraz przynosi swoje jedzenie do nas i zapełnia nim naszą lodówkę. Myślę, że nie wytrzymam długo, nie mogę już na to patrzeć.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam rodziców mojego męża, byłam zdumiona – stół był nakryty jak na wesele. Wtedy nie rozumiałam, że to później stanie się głównym problemem w naszej rodzinie.