– Kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustro? – zapytał mąż. Odpowiedź żony była zaskakująca P…

Kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustrze? zapytał mąż. Żona zareagowała zupełnie niespodziewanie.

Aleksander kończył poranną kawę, przyglądając się mimochodem Marcie. Włosy spięte gumką, jakąś… dziecięcą. Z kolorowymi kotkami z bajki.

A z kolei Kinga z mieszkania obok zawsze wyglądała olśniewająco, świeżo. Ten zapach drogich perfum unosił się w windzie długo po jej wyjściu.

Wiesz odezwał się w końcu Aleksander, odłożywszy telefon czasami wydaje mi się, że żyjemy jak sąsiedzi.

Marta zamarła, ścierka w jej dłoni zastygła w powietrzu.

Co ty przez to rozumiesz?

Nic szczególnego. Po prostu kiedy ostatni raz patrzyłaś na siebie w lustro?

Spojrzała na niego. Uważnie. Aleksander poczuł, że coś zaczyna się wymykać spod kontroli.

A ty kiedy ostatni raz spojrzałeś na mnie? odezwała się cicho.

Zapadła niezręczna cisza.

Marta, nie przesadzaj. Po prostu mówię… Kobieta musi wyglądać zjawiskowo, to podstawa! Spójrz na Kingę ona przecież ma tyle lat co ty.

Aaaa przeciągnęła Marta. Kinga.

Coś w jej głosie sprawiło, że Aleksander się zaniepokoił. Jakby Marta nagle coś zrozumiała.

Alek powiedziała po chwili wiesz co? Wyjadę na chwilę do mamy. Przemyślę twoje słowa.

Proszę bardzo. Pożyjmy osobno, zobaczymy. Ale nie myśl, że cię wyrzucam!

Wiesz Marta powiesiła ścierkę na haczyk z niezwykłą starannością. Może faktycznie powinnam spojrzeć w lustro.

I poszła pakować walizkę.

Aleksander siedział w kuchni i myślał: Kurczę, właśnie tego chciałem. Tylko dlaczego zamiast radości poczuł pustkę?

Przez trzy dni Aleksander żył jak na urlopie. Rano spokojna kawa, wieczorem robił, co chciał. Nikt nie włączał seriali o miłości i zdradzie.

Wolność długo wyczekiwana męska wolność.

Wieczorem spotkał Kingę przed blokiem. Taszczyła torby z Delikatesów Centrum. Szpilki, sukienka leżąca jak ulał.

Aleksander! uśmiechnęła się. Co słychać? Marcie dawno nie widziałam.

U mamy jest. Odpoczywa skłamał lekko.

Rozumiem Kinga przytaknęła. Czasem kobiecie potrzeba oderwania od codzienności.

Mówiła tak, jakby sama nigdy nie sprzątała, a obiad pojawiał się u niej z powietrza.

Kingo wyrwało się Aleksandrowi może kawa kiedyś? Sąsiedzko.

Czemu nie odparła z uśmiechem. Jutro wieczorem?

Całą noc Aleksander układał w głowie jutrzejszy dzień. Która koszula? Dżinsy czy spodnie? Perfumy nie przesadzić.

Rano zadzwonił telefon.

Alek? nieznajomy głos. Tu Ludmiła, mama Marty.

Serce mu zadrżało.

Tak, słucham?

Marta prosiła przekazać: rzeczy zabierze w sobotę, gdy nie będziesz w domu. Klucze zostawi u ochroniarza.

Jak to zabierze rzeczy?

A co myślałeś? w głosie teściowej pojawiła się stalowa nuta. Moja córka nie będzie czekać wiecznie, aż zdecydujesz, czy jest ci potrzebna.

Pani Ludmiło, nic takiego nie powiedziałem!

Powiedziałeś wystarczająco. Żegnaj, Aleksander.

Odłożyła słuchawkę.

Aleksander siedział w kuchni i patrzył na telefon. Co to jest? Przecież nie rozwodził się! Chciał tylko przerwy. Przemyślenia.

A tu już wszystko postanowione bez niego!

Kawa z Kingą wieczorem była dziwna. Opowiadała ciekawie o pracy w banku, śmiała się z żartów. Lecz gdy próbował wziąć jej dłoń, odsunęła się delikatnie.

Aleksander, rozumie pan nie mogę. Pan jest żonaty.

Ale teraz żyjemy osobno!

Teraz. A jutro? spojrzała na niego badawczo.

Odstawił ją pod klatkę, wrócił do mieszkania. Cisza, zapach kawalerskiego życia.

Sobota. Wyszedł z domu nie chciał scen, rozmów, łez. Niech spokojnie zabierze rzeczy.

Ale o trzeciej rozsadzała go ciekawość. Co wzięła? Wszystko, czy tylko niezbędne? Jak wyglądała?

O czwartej pojechał do domu.

Pod blokiem stał samochód z lokalnymi tablicami. Kierowca nieznany, około czterdziestki, przystojny, w dobrej kurtce. Pomagał komuś ładować kartony.

Aleksander przysiadł na ławce, czekał.

Po dziesięciu minutach z klatki wyszła kobieta w niebieskiej sukience. Ciemne włosy spięte elegancką spinką, delikatny makijaż podkreślał oczy.

Aleksander patrzył zdumiony. To była Marta. Jego Marta. Tylko inna.

Niosła ostatnią torbę, a mężczyzna zaraz ją zabrał, delikatnie pomógł wsiąść. Jakby była z porcelany.

Wtedy Aleksander ruszył ku samochodowi.

Marto!

Odwróciła się. Twarz spokojna, piękna. Bez tej zmęczonej maski, do której Aleksander się przyzwyczaił.

Cześć, Alek.

Czy ty… to ty?

Kierowca się spiął, lecz Marta lekko dotknęła jego ręki wszystko w porządku.

Ja odparła. Tylko dawno na mnie nie patrzyłeś.

Marto, poczekaj. Możemy porozmawiać.

O czym? w głosie tylko zdziwienie. Powiedziałeś, że kobieta ma wyglądać świetnie. Posłuchałam.

Nie o to mi chodziło! serce Aleksandra bolało.

A o co? Marta przechyliła głowę. Miałam być piękna tylko dla ciebie? Ciekawa, ale tylko w domu? Polubić siebie, ale nie na tyle, żeby odejść od męża, który mnie nie widzi?

Z każdym jej słowem Aleksander czuł, że wszystko się wali.

Wiesz kontynuowała łagodnie naprawdę przestałam o siebie dbać. Nie z lenistwa. Po prostu przyzwyczaiłam się być przezroczysta. We własnym domu, w własnym życiu.

Marto, nie chciałem…

Chciałeś. Żonęniewidkę, co wszystko zrobi, ale nie przeszkadza ci żyć. A gdy się znudzi zamieni na nowszy, barwniejszy model.

Mężczyzna w aucie coś szepnął. Marta kiwnęła głową.

Musimy jechać powiedziała do Aleksandra. Władek czeka.

Władek? zaschło mu w gardle. Kto to?

Człowiek, który mnie widzi. Poznaliśmy się na siłowni. Koło mamy otworzyli fitness. Wyobraź sobie w wieku czterdziestu dwóch lat pierwszy raz zaczęłam ćwiczyć.

Marto, proszę… Spróbujmy jeszcze raz! Jestem głupi.

Alek patrzyła uważnie pamiętasz, kiedy ostatni raz powiedziałeś mi, że jestem ładna?

Milczenie. Nie pamiętał.

A kiedy pytałeś, co u mnie?

Zrozumiał przegrał. Nie z Władkiem. Z samym sobą.

Władek odpalił silnik.

Alek, nie mam do ciebie żalu. Pomogłeś mi zrozumieć, że jeśli sama siebie nie zobaczę, nikt mnie nie dostrzeże.

Samochód odjechał.

Aleksander patrzył, jak odjeżdża jego życie. Nie żona, życie. Piętnaście lat, które uważał za rutynę, a były szczęściem.

Nie miał pojęcia.

Pół roku później Aleksander przypadkiem spotkał Martę w galerii handlowej.

Wybierała ziarna kawy, czytała uważnie etykiety. Obok dziewczyna dwudziestoparoletnia.

Weź ten doradzała Marta. Tata mówi, że arabika jest lepsza niż robusta.

Marta? Aleksander podszedł.

Odwróciła się, uśmiechnęła lekko.

Cześć, Alek. Poznaj Anastazję, córkę Władka. Anastazjo, to Aleksander, mój były mąż.

Anastazja skinęła z uprzejmością. Ładna, pewnie studentka. Patrzyła z ciekawością, ale bez niechęci.

Jak się masz? zapytał.

Dobrze. A ty?

W porządku.

Cisza. Co powiedzieć byłej żonie, która stała się kimś zupełnie innym?

Stali przy półce z kawą, Aleksander patrzył na Martę. Opalona, w zwiewnej bluzce, z nową fryzurą. Szczęśliwa. Właśnie szczęśliwa.

A ty? spytała. Co z życiem uczuciowym?

Jakoś szczególnie nie westchnął.

Spojrzała uważnie.

Wiesz, szukasz kobiety pięknej jak Kinga, posłusznej jak kiedyś ja, mądrej ale nie na tyle, by dostrzec, jak gapisz się na inne.

Anastazja słuchała z szeroko otwartymi oczami.

Takiej kobiety nie ma spokojnie zakończyła Marta.

Marto, chodźmy już wtrąciła Anastazja. Tata czeka w aucie.

Jasne. Marta wzięła kawę. Powodzenia, Alek.

Odeszły, został przy regale. Myślał, że Marta ma rację. Szukał nieistniejącej kobiety.

Wieczorem Aleksander usiadł w kuchni i zalał sobie herbatę. Wspominał Martę, jaką się stała. Może nie chodzi o znalezienie wygodnej żony. Może szczęście to umiejętność zobaczenia kobiety obok siebie.

Oceń artykuł
TwojaCena
– Kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustro? – zapytał mąż. Odpowiedź żony była zaskakująca P…