Chciałabym się ukryć w kącie i płakać. Moja najbliższa osoba mnie opuściła. Kochałam go nade wszystko, była to miłość bezgraniczna, byłam gotowa zrobić dla niego wszystko, a on… mój partner, moje wsparcie i moja siła, po prostu odszedł z mojego życia, ponieważ nie mogłam mu dać dziecka. Przez siedem pięknych lat żyliśmy razem z Dawidem. Każdego dnia dziękowałam Bogu za ten dar z nieba. Mówią, że nie ma idealnych mężczyzn, ale on był czuły, kochający i troskliwy.
Jedynym czynnikiem, który zakłócał nasze szczęście, był brak potomstwa. Mój partner wspierał mnie jak tylko mógł. Kiedy czułam się bezsilna i poddawałam, inspirował mnie do wiary w pozytywny wynik. Niekończące się badania, testy, wizyty u lekarza i zażywane tabletki. Gdyby nie Dawid, dawno temu bym się poddała.
Minęło wiele lat, odkąd próbowaliśmy zostać rodzicami. Wszystko było na próżno. Wtedy mąż zaproponował, abym spróbowała procedury in vitro. W klinice dokładnie wyjaśnili nam procedurę i jej koszty. W drodze do domu zapytałam, skąd mamy wziąć takie pieniądze. Mój ukochany się uśmiechnął i powiedział, że oszczędzał na czarną godzinę. A teraz nadszedł ten czas. Powiedziałam, że to idealny pomysł. Oczekiwaliśmy na wynik „tak” lub „nie”. Gdy dowiedzieliśmy się, że nie jestem w ciąży, ogarnęła mnie straszna depresja. Byłam tak przygnębiona, że musiałam sięgnąć po leki uspokajające. Zaczęłam się martwić, że mój partner mnie zostawi. I tak też się stało. Ale dlaczego wszystko jest tak niesprawiedliwe? Już byłam ukarana brakiem potomstwa, więc dlaczego zabrali mi również męża?
W zeszłym tygodniu wzięliśmy rozwód. Moje życie dobiegło końca. Nic nie pragnę, chcę tylko schować się w kącie i płakać, aż wyczerpią mi się łzy. Jak mogę zmusić się do kontynuowania życia? Jak odnaleźć sens istnienia i czy w ogóle istnieje? Te pytania dręczą mnie teraz, gdy moje życie wydaje się być pozbawione sensu.


