Razem z żoną pracowaliśmy w pewnym laboratorium biologicznym. Z zawodu jesteśmy genetykami. Kiedy żona zaszła w ciążę, byłem bardzo szczęśliwy. Ona wręcz przeciwnie, nagle zrobiła się smutna, rozgoryczona i zdenerwowana. Od zawsze marzyła o byciu wielkim naukowcem. Jej kariera właśnie nabierała rozpędu, kiedy na drodze stanęła taka oto przeszkoda. Sprawę nie ułatwiał fakt, że ciążę od początku znosiła bardzo źle, jakby zatruwała jej organizm. Od pierwszych dni marniała w oczach. Widać było, że czuje się fatalnie, kilka razy nawet zemdlała. Poród również przebiegał z pewnymi komplikacjami. Po tym wszystkim wpadła w stan depresji. Wszystkie te problemy zdrowotne odebrały jej rok aktywności zawodowej. W tym czasie nauka poszła do przodu, zadawała sobie sprawę, że zostaje w tyle. Wciąż najważniejsza była dla niej kariera, a nie dziecko. Z przerażeniem obserwowałem jak patrzyła na naszą córeczkę z nienawiścią.
Kiedy wyznaczono mnie do kierowania grupą genetyków w Niemczech, moja żona jakby straciła rozum. Od momentu mojego awansu ciągle płakała zwijając się w kłębek na podłodze, albo leżała na łóżku i w milczeniu wpatrywała się w sufit. Starałem się z nią rozmawiać i pocieszać na duchu. Tłumaczyłem, że już niedługo wróci do pracy i nadrobi stracony czas. Wtedy odpowiadała z nienawiścią, że gdyby nie jej urlop macierzyński, to ona zostałaby wysłana do Niemiec, a nie ja. Marzyła o byciu wielkim naukowcem, a nie o macierzyństwie. W końcu było z nią tak źle, że zwróciliśmy się po pomoc do psychologa. Przepisano jej leki. Niestety nie były one w stanie skutecznie przywrócić jej spokoju ducha. Na chwilę przed moim wyjazdem do Niemiec zażądała rozwodu, oraz zrzekła się praw rodzicielskich. Byłem zszokowany. Moja żona nie chciała nawet ze mną rozmawiać. Wszystkie moje argumenty zamiotła pod dywan. Podjęła decyzję, nie potrzebowała męża ani córki. Ostatecznie moja mama wyjechała ze mną do Berlina, aby opiekować się wnuczką. Moja była żona wróciła do laboratorium i próbuje kontynuować swoją karierę. Idzie jej całkiem nieźle. Pytanie, czy całe otoczenie będzie szanować człowieka, który poświęcił swoje dziecko dla pracy?




