Kiedy moja mama przeprowadziła się do domu na wsi, myśleliśmy, że to świetny pomysł. Nie spodziewałam się jednak telefonu od sąsiada, który całkowicie mnie zszokował

Moja matka ma 60 lat, chociaż wygląda na 50. Zawsze mówiłam do niej po imieniu, po prostu Lucyna. Mój ojciec zostawił nas, gdy miałam 6 lat. Kiedy moja matka wprowadziła się do naszego domu, byliśmy szczęśliwi, ale kiedy sąsiad zadzwonił do nas i przekazał nam okrutne wiadomości, zaniemówiliśmy.

Mój mąż i ja mieliśmy domek na wsi po jego dziadkach. Jeździliśmy tam latem z dziećmi i zawsze proponowałam mamie, żeby pojechała z nami, żeby nie była sama. I tak pewnego razu mama poprosiła nas, by mogła tam zamieszkać na całą zimę. Mój mąż i ja nie mieliśmy nic przeciwko, zaoferowaliśmy, że będziemy przywozić jej zakupy w razie potrzeby raz na jakiś czas.

Od samego początku mamie było trudno – najpierw ledwo uszłam z życiem podczas porodu, później dużo chorowałam, a na koniec mój ojciec nas zostawił. Musiała wychowywać mnie sama. Nie było jej łatwo, ale bardzo się starała, więc szybko awansowała ze zwykłej pracownicy na kierowniczkę.

Kiedy moja mama wprowadziła się do naszego domu, byliśmy szczęśliwi, chociaż… Martwiliśmy się o nią. Zawsze miała dobre serce, a sąsiedzi w okolicy to byli głównie pijacy i awanturnicy.
Prawie wszyscy lubili pić i szaleć. Mama zawsze do nas dzwoniła i prosiła, żebyśmy przywozili albo wysyłali jej zakupy, ale w ostatnim czasie prawie co drugi dzień. Mój mąż i ja byliśmy zaskoczeni, jak to możliwe, że jedzenie tak szybko się kończyło?

Twoja matka uwielbia jeść, a Ty nie wiedziałaś o tym? Ona je za dziesięć osób, nawet my nie wydajemy tyle na jedzenie – zażartował kiedyś mój mąż.

Ale kiedy dowiedziałam się prawdy, zaniemówiłam. Okazało się, że matka po tym jak przeprowadziła się do wioski, poznała młodego chłopaka – Stanisława. To nie był dobry człowiek, wiem co mówię. Siedział nawet pół roku w więzieniu, ale moja mama litowała się nad nim i myślała, że zmieni go i jeszcze wyjdzie na ludzi. A on codziennie pił i przychodził do naszego domu, czyli wtedy do domu mojej mamy, żeby coś zjeść. Gotowała mu ciekawe i smaczne potrawy. Całe jedzenie, które przynosiliśmy jej, trafiało do tego chłopaka i jego przyjaciół.

– Jestem gotowa kupować jedzenie dla Lucyny na własny koszt, ale nie zamierzam karmić tego frajera.

– Powiedz jej to – mój mąż był wściekły.

Próbowałam porozmawiać z matką, ale zdałam sobie sprawę, że to na nic.

– Tak traktujesz swoją matkę, prawda? Wychowałam Cię, wykarmiłam, a Tobie żal jedzenia?! Jest mi wstyd za Ciebie – krzyczała.

Mamo, nie jesteś kucharką, żeby gotować tyle dla jednego mężczyzny – powiedziałem jej.

Nie chciała ze mną rozmawiać. Powiedziała, że sama będzie chodzić na zakupy i że nie potrzebuje mojej pomocy. W rezultacie Stanisław przestał ją odwiedzać, gdy skończyły się pieniądze. Młody mężczyzna wykorzystał dobroć mojej starszej matki. Tylko wyciągał od niej pieniądze i jadł za darmo. A matka tak cierpiała i nie mogła sobie poradzić, aż zmarła na zawał serca. Zadzwonił do nas sąsiad z tragicznymi informacjami.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kiedy moja mama przeprowadziła się do domu na wsi, myśleliśmy, że to świetny pomysł. Nie spodziewałam się jednak telefonu od sąsiada, który całkowicie mnie zszokował