Trudno odmówić dziecku. Od dzieciństwa zawsze pozwalałam synowi na wszystko i kupowałam mu wszystko, co chciał, co spowodowało, że zaczął być arogancki. Krzysztof zawsze lubił jeść i to bardzo dużo. W dzieciństwie byłam zadowolona, że mój syn nie jest jak inne dzieci, które trzeba prosić lub zmuszać do jedzenia: on sam o to prosił. Wtedy nie rozumiałam, że im więcej je, tym większy staje się jego żołądek. Zaczął tyć i tyć, więc wprowadziłam dietę, ale nie miał silnej woli. Teraz ma 27 lat i jest mi nawet wstyd mówić, ile waży. Ile razy nie sugerowałam, że powinien schudnąć, ale nie obchodziło go to…
Pewnego dnia przyszedł i powiedział, że chce mi przedstawić swoją dziewczynę, i bardzo się ucieszyłam. – To dobrze, że ma dziewczynę. Myślę, że będzie dla niego motywacją do odchudzania – powiedziałam mężowi. Przybyli – a ja byłam w szoku. Była dokładnym odbiciem mojego syna. Ważyła maksymalnie o 2 kilogramy mniej niż Krzysztof. Wtedy zrozumiałam, że wszystko jest stracone i już nigdy nie schudnie. Jedli 6 razy dziennie, nie nadążałam dla nich gotować. Cały dzień spędzałam w kuchni i zaczęło mnie to denerwować. Nie odważyłam się powiedzieć synowi, żeby się wyprowadzili, ale mąż przekonał mnie do rozmowy z nimi.
– Synku, synowo, mamy z twoim ojcem poważną rozmowę do przeprowadzenia. Myślimy, że lepiej będzie, jeśli przeprowadzicie się do wynajętego mieszkania i zaczniecie być samodzielni. – powiedziałam im.
Synowa zareagowała na tę wiadomość adekwatnie, ale syn nie. Po wyprowadzce syn zaczął rzadziej z nami rozmawiać. Rozumiałam, że z mojej strony ich eksmisja była niesprawiedliwa.
Niedawno zobaczyłam synową w telewizji. Pracuje jako dziennikarka; byłam zdziwiona, jak bardzo się zmieniła i schudła. Zaprosiłam ich na wizytę, wtedy obydwoje podziękowali mi, że daliśmy im szansę na samodzielne ułożenie swojego życia. Przyznali, że gdyby cały ten czas mieszkali z nami, prawdopodobnie przytyliby jeszcze bardziej i nic by z tego nie wyszło.




