Nasz syn, Filip, jest teraz w drugiej klasie liceum. Zapisałam go na korepetycje. Powinien się pilnie uczyć, aby bez problemu dostać się na wymarzony kierunek na studiach. Jednak mój mąż Michał nie podziela mojego zdania. Uważa, że Filipowi nie jest potrzebne wyższe wykształcenie. Dlaczego? Po szkole pójdzie do pracy, jednej, drugiej… Jeśli jakaś mu się spodoba i uzna, że chce uczyć się tej profesji, sam podejmie decyzję o studiach. Syn zgadza się z ojcem. To mu pasuje.
Filip nie jest wzorowym uczniem. Ma trudności z kilkoma przedmiotami. Potrzebuje korepetycji i czasu, aby przyswoić wiedzę. Ale zarówno przez ojca, jak i z własnych powodów, Filip nie jest zwolennikiem zdobycia wyższego wykształcenia.
Zapytałam Michała, co sądzi o naszej córce, Kasi. Czy ona także nie potrzebuje wyższego wykształcenia? Odpowiedział, że tak. W końcu wyjdzie za mąż i zajmie się dziećmi. Po co jej wyższe wykształcenie? Później dodał, że mój własny dyplom nie pomógł mi w życiu. Planuje wykorzystać nasze oszczędności, które miały być na studia dla naszych dzieci, na pomoc dzieciom w zakupie ich pierwszych mieszkań. Twierdzi, że to jest prawidłowe i mądre podejście. Ale ja nie zgadzam się z jego decyzją. Przecież, jeśli masz dobre wyższe wykształcenie, możesz mieć dobrą pracę i karierę w przyszłości.
Gdybym pracowała w swoim zawodzie, mogłabym zatrudnić nianię dla dzieci. Żylibyśmy dobrze. Ale moja historia jest inna. Próbuję przekonać Michała, że nie powinien podawać mojego życia jako przykładu. Moja matka i teściowa popierają Michała. Są zdania, że dziecko powinno zdobyć wyższe wykształcenie z własnej woli. Na naukę nigdy nie jest za późno, na studia można iść w każdym wieku.
Ja myślę inaczej. Jeśli nie pójdziesz od razu po szkole, później nie będziesz miał ochoty. Wtedy myślisz o pracy, rodzinie, dzieciach. W końcu zrozumieją, że praca mogłaby być lepsza, gdyby było wykształcenie, ale wtedy będzie za późno.
Jak powinnam działać? Jak udowodnić mężczyźnie, że się myli?




