Natalia wyszła ze szpitala, przed oczami zrobiło jej się ciemno. Ciężko było jej oddychać, a łzy napierały. Usiadła na ławce i zaczęła płakać. W pewnym momencie nagle się uspokoiła, wstała i zdecydowanym krokiem poszła do domu.
– Kochanie, byłam u lekarza – zaczęła Natalia.
– Dobrze, co powiedział lekarz? Czy z naszym maluszkiem wszystko jest w porządku?
– Sprawa wygląda tak, że urodzi się chory. Ma nieuleczalny syndrom.
– Nie… Natalia, lepiej pozbyć się dziecka, póki nie jest za późno. Oboje mamy dopiero 28 lat, na pewno będziemy mieli więcej dzieci.
– Lekarz powiedział mi to samo…
-To tym bardziej!
– Nie. Jak możesz tak mówić, to przecież nasze dziecko, on już ma rączki i nóżki. Urodzę go, wszystko będzie dobrze. Wychowamy go razem.
– Tu się mylisz Natalio. Ty będziesz go wychowywać sama.
Po tych słowach Natalia spakowała swoje rzeczy i przeniosła się do babci na wieś. Jej matka w każdy możliwy sposób wspierała córkę, ale musiała zostać i pracować w mieście.
Natalia dobrze przechodziła ciążę, jadła wszystko najbardziej naturalne z ogrodu, piła krowie mleko. Babcia robiła dla niej śmietanę, ser. Natalia ani razu nie poszła na ponowne badania genetyczne, chodziła tylko na niezbędne wizyty do lekarza.
Gdy zaczęły się skurcze, Natalię natychmiast zabrano do szpitala. Urodziła szybko. Szczęśliwi lekarze przynieśli dziecko matce:
– Gratulacje, urodził się silny chłopiec.
– Czy z nim wszystko w porządku? Czy nie jest chory? Czy nie ma syndromu?
– Nie, to w pełni zdrowy chłopiec.
Natalia przekazała radosną nowinę babci, a ta jej matce. Wkrótce dowiedział się też były mąż.
– Natalia, jestem tak szczęśliwy, że z naszym synem wszystko w porządku! Mogę przyjechać, powiedz tylko, co potrzeba kupić.
– Nic, nie potrzebuję od ciebie niczego. Odrzuciłeś to dziecko. On nie potrzebuje takiego ojca, a ja męża.
– Ale nie masz prawa pozbawiać mnie kontaktu z synem… Natalia, przebacz mi.
– Zastanowię się nad wybaczeniem, ale na nic więcej nie licz.



