Pracuję w szkole jazdy. Tego fatalnego dnia, zostałam sama w biurze. Wszyscy nasi instruktorzy wyjechali z uczniami, a szef był w oddziale na drugim końcu miasta. W biurze nie było żadnych uczniów, więc wykonywałam zadanie szefa i porządkowałam dokumenty. Było lato, upał, więc duże ciężkie drzwi były otwarte. W środku mieliśmy drogie sprzęty: komputery dla uczniów i tablica dotykowa.
Nagle do biura wszedł jakiś dziwny chłopak. Był wysoki, chudy, na głowie miał kaptur. To od razu mnie zaniepokoiło. Jak można w takim upale chodzić w kapturze. Podszedł do mnie, jego oczy biegały dookoła, a ręce drżały.
– Przyszedłeś na egzamin? Jeśli tak to za późno, nasz zespół już wyjechał.
-Co? Jaki egzamin… nie, nie. Jestem tu w innej sprawie.
-A jeśli nie jesteś uczniem, to czego chciałeś?
-Może macie wolne stanowisko… na tego, no, kierowcę, czy jak to się nazywa… Instruktor!
-Nie, nie szukamy nauczycieli.
Po tym dziwny chłopak odszedł. Ale minęło około 5 minut, wrócił. Zostawił swój numer i powiedział, żeby zadzwonić, jeśli u nas pojawi się miejsce. W końcu nadszedł czas mojej przerwy. Odłożyłam dokumenty i dosłownie na 5 minut odeszłam do pokoju obok, tam mieliśmy ekspres do kawy i małą lodówkę. Gdy robiłam sobie kawę usłyszałam, jak ktoś wchodzi do głównego pokoju.
– To na pewno znowu ten dziwny chłopak. Ile razy można mu tłumaczyć. – pomyślałam. Wzięłam filiżankę z kawą i wróciłam na swoje miejsce. Wtedy do biura wszedł kurier z paczką, którą zamówiłam. Był to prezent dla mojej mamy. Paczka była za pobraniem. Kiedy sięgnęłam do torebki po portfel, zamarłam… nie było mojego portfela w torebce. Więc ten chłopak wrócił do biura, zobaczył, że mnie nie ma na miejscu i skorzystał z okazji! Było mi bardzo przykro, bo w portfelu miałam sporo pieniędzy. Ja i szef zgłosiliśmy sprawę na policję. Starał się mnie uspokoić. Powiedział, że dobrze, że tylko straciłam portfel, bo mogło mi się przydarzyć coś gorszego. Po tych słowach wcale nie poczułam się lepiej.

