Urodziłam się i dorastałam w rodzinie lekarzy. Mieliśmy dobre życie. Rodzice nie szczędzili trudu, aby zapewnić mi wykształcenie i wszystko, czego potrzebuję. Marzyli o tym, żebym tak jak oni została lekarzem i żebym wyszła za godnego mężczyznę. Byłam wzorową uczennicą. Po ukończeniu szkoły średniej bez problemu dostałam się na uniwersytet. Na ostatnim roku poznałam chłopaka i zakochałam się w nim. Był bardzo przystojny i sumienny. Poznaliśmy się na imprezie, którą zorganizowała moja przyjaciółka. Spędziliśmy razem miło czas, on wziął mój numer. Całą noc myślałam tylko o nim i czekałam na jego telefon.
Zadzwonił następnego dnia i zaczął się nasz burzliwy romans. Poznał moich rodziców i często wpadał do nas w odwiedziny. Rodzice go polubili od razu, bo był miły i szarmancki, a na dodatek również studiował medycynę. Gdy uzyskałam dyplom, poprosił mnie o rękę, a ja się zgodziłam. Później ustaliliśmy datę ślubu. Po ceremonii pojechaliśmy w podróż poślubną. Miał własne mieszkanie, więc zamieszkaliśmy u niego. Na początku nie planowaliśmy mieć dzieci, chcieliśmy się skupić na pracy. Kiedy dostałam pierwszą prawdziwą wypłatę, postanowiłam to uczcić. Przygotowałam wykwintną kolację i kupiłam prezenty dla siebie i męża; mężowi koszulę i spinki do mankietów, a sobie – torebkę.
Ale mojemu mężowi nie spodobała się niespodzianka. Uważał, że to mąż powinien zarządzać finansami rodzinnymi, ponieważ kobiety trwonią pieniądze na wiatr. Obiecałam mężowi, że od teraz będziemy wspólnie omawiać wszystkie wydatki, ale niedługo potem zrozumiałam, jaki błąd popełniłam. Jeśli chciałam kupić sobie nowe buty, musiałam udowodnić, że naprawdę są mi bardzo potrzebne. Koledzy doradzali mi, żebym jak najszybciej się z nim rozstała. Gdy chciałam kupić nową pralkę, bo stara się zepsuła, otrzymałam odmowę. Natomiast mąż wydawał pieniądze na swoje przyjemności i kupował sobie co chciał. Okazało się, że budżet jest wspólny, ale prawo do decydowaniu o nim i wydatkowaniu ma tylko on. Zrozumiałam, że nie chcę mieszkać z taką osobą. Spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do rodziców, a kilka dni później złożyłam pozew o rozwód.




