Moja mama zawsze traktowała mnie dziwnie. Gdy prosiłam ją o coś, zawsze odpowiadała tymi samymi słowami:
– Nie zasługujesz.
Kochałam malować. Czasem pożyczałam farby od przyjaciółek, ale gdy prosiłam rodziców o sztalugę i farby, mama mówiła:
– Zasłuż, to kupimy.
Nigdy nie wyjaśniała, co mam zrobić, żeby zasłużyć. Moje pytania za każdym razem pozostawały bez odpowiedzi. Śmiała się tylko pod nosem…
Kiedy dostałam się na państwowy uniwersytet, spodziewałam się, że mama będzie dumna. Jednak jej reakcja była chłodna, jakby to było coś oczywistego. Ślub brałam za własne pieniądze. Nie prosiliśmy rodziny o grosz, ale dla mamy to było normalne. Nawet gdy nosiłam pod sercem swoje dziecko, a mój mąż stracił pracę i naprawdę potrzebowaliśmy pomocy, mama pozostała nieugięta, twierdząc, że nie zasługujemy na wsparcie. Jedyną osobą, która zawsze mnie wspierała, była moja babcia z mamy strony.
Od dziecka kochała mnie i rozpieszczała prezentami czy słodyczami. W dorosłym życiu, w miarę możliwości, finansowo też mnie wspierała. Babcia przekazała mi swoje mieszkanie w testamencie. To wywołało histeryczną reakcję mamy. Gdy byłam w szpitalu, mama wykorzystała sytuację i wymieniła zamki w mieszkaniu zmarłej babci.
I tak już od trzech lat wynajmuje je i czerpie z tego zyski. Rozmawiałam z prawnikami, ale to są kolejne koszty. Kiedy proszę ją o oddanie mojego mieszkania, bo z mężem płacimy horrendalny czynsz za wynajem, ona powtarza swoje ulubione słowa:
– Nie zasłużyłaś na to.





