Przed godziną stałam w kolejce do kasy i obserwowałam obrzydliwe sceny.
Schorowana staruszka z drżącymi rękoma, co chwilę gubiła monety i podnosiła je z powrotem. Stała przed kasą, a za nią para nastolatków: dziewczyna z wymalowaną twarzą i długimi paznokciami i jej chłopak, chyba nie naszej narodowości, którzy co chwilę wzdychali, przewracali oczami i próbowali wszystkim pokazać swoje zniecierpliwienie.
Nagle kasjerka odsunęła produkty staruszki – i zaczęła obsługiwać tę parę, mówiąc starszej kobiecie, żeby policzyła swoje monety i stanęła jeszcze raz w kolejce.
– Po co tacy ludzie sami przychodzą do sklepu? – powiedziała opryskliwie dziewczyna. – Nie radzą sobie sami z sobą, tylko przeszkadzają innym.
– Nie mam pojęcia. Robią jakieś promocje i zbierają się wszyscy nędzarze – powiedziała kasjerka.
Po tych słowach chciałam interweniować, ale nagle z końca kolejki wyszedł młody chłopak i powiedział do starszej kobiety:
– Niech pani pójdzie ze mną. Wezmę wózek i przejdę się z panią po sklepie. Niech pani kupi, co chce, na mój koszt.
I tutaj z wściekłością wtrąciła się kasjerka.
– Kim pan jest w ogóle? To jest sklep, a nie punkt pomocy ubogim. Po co chce pan pomagać?
– Mój ojciec jest tutaj kierownikiem sklepu. Obiecuję, że wyciągnie wobec pani konsekwencje.
Oto jest sprawiedliwość.




